Urazy / Resentymenty
O ileż dotkliwsze są konsekwencje gniewu niż jego przyczyny.
Marek Aureliusz
Kiedyś usłyszałem, że trzymanie w sobie urazy to tak, jakbym brał truciznę i oczekiwał, że otruje się ten, do kogo trzymam urazę.
Mam taką wadę, że jestem zapalczywy. Dostaję impuls, pojawia się iskra i już, jak to się mówi popularnie: poszły konie po betonie. Pracuję nad tym, żeby trochę to okiełznać i ostatnio udaje mi się na chwilę zatrzymać wybuch. To pomaga. Nie zawsze się udaje, ale ważne, że nie dzieje się to za każdym razem.
To prawda, że od czasu, gdy przestałem pić, zacząłem brać odpowiedzialność. To nie "ktoś mnie wkurzył" tylko "ja się na kogoś wkurzyłem". To ja reaguję. To ja tworzę swoją rzeczywistość. Prawda jest taka, że moje wybuchy były często nieadekwatne do tego, co je spowodowało. I potem miałem, tak zwanego, kaca moralnego.
Próbuję się zmienić, bo nie zmienię innych, nie zmienię świata. To jest jednak najważniejsza zmiana, gdy chce się, jak to mówią psychologowie "zarządzać gniewem". Ja nie chcę zarządzać. Chcę spokoju. Chcę być spokojniejszy.
Codziennie napiszę kilka słów medytacji, otuchy lub rozważań dla siebie i tych, którzy chcą i będą chcieć czytać. W 2024 będę korzystać z książki „ Escape to Joy: 365 Meditations on Love, Fear & the Art of Living”, wydaną przez Geeko Publishing.
Piszę swoje refleksje, przemyślenia, co czuję - bez poprawiania, korekty, zastanawiania. Dzielę się doświadczeniem, siłą i nadzieją.
Jak na mityngach AA.
Jeśli znasz kogoś, kto ma trudność z czytaniem, a uważasz, że to, co piszę może pomóc - notki są dostępne w formie materiału w serwisie YouTube (link do konkretnego dnia pod notką).
Nowości od blogera
Inne tematy w dziale Rozmaitości