Wielokrotnie tu powtarzałem, że wolę żałować, że coś zrobiłem, niż żałować, że nie spróbowałem.
Ostatnimi czasy zauważam w tym wszystkim jeszcze jeden aspekt. Jest to uważność. I nie chodzi, bynajmniej, o to, co psychologia nazywa "mindfullness". To bardziej jest tak, że zauważam, iż wiele więcej otrzymuję, robiąc mniej, za to wkładając w to całą swoją uwagę.
Dzisiejszy świat sprzyja temu, żeby się rozproszyć, zająć czymś innym. Mamią barwy, kuszą dźwięki, zapachy, promocje, newsy. Lubię punkowe podejście do świata: być przeciw. Nieważne, czemu i nieważne komu.
I w ramach jakiegoś wewnętrznego protestu właśnie postanowiłem zwolnić. W mojej pracy wszyscy biegają, czasem specjalnie robią wrażenie zajętych, czasem naprawdę są zajęci. Nie mają czasu porozmawiać, spotkać się. A ja staram się mieć czas, co powoduje, że pracuję dłużej niż powinienem.
Zwolniłem. Godzę się z tym, że nie zrobię rzeczy szybko. Nie chcę ich robić szybko. Chcę cieszyć się, że je skończyłem.



Komentarze
Pokaż komentarze