Kiedyś miałem wiele żalu do mojego ojca. Pewnie wciąż trochę tego żalu mam, choć leży raczej odłożony na półkę, gdzieś daleko, w najciemniejszym kącie, zapomnianym przez Boga i ludzi. Ojciec już nie żyje, a mój żal jest tylko dlatego że o nim zapomniałem.
Długo obwiniałem ojca o to, że przez niego piłem. To on przecież przywoził mi wódkę, czasem własnej roboty, to on mi polewał, gdy przyjeżdżałem do domu i było jakieś spotkanie rodzinne.
Oskarżałem swoją rodzinę, przecież nikt w niej za kołnierz nie wylewa. Obojętne, na którą stronę rodziny spojrzę, nikt wciąż za kołnierz nie wylewa.
Oskarżałem nawet miejsce, w którym się urodziłem. Bo przecież wszyscy tam piją, to i ja piłem.
Te wszystkie oskarżenia nie uwzględniają ostatniego etapu. Nikt nie wlewał mi alkoholu przemocą do ust. Robiłem to sobie sam.
Prawda jest też taka, że piłem, więc widziałem tylko ludzi pijących. Gdy przestałem pić, dowiedziałem się, ze w moim mieście działa grupa AA. No proszę.



Komentarze
Pokaż komentarze