Niestety, mam to, że nie umiem się śmiać, za bardzo. Nie lubię komedii. Nie śmieję się ze standupów i kabaretów. Jestem w stanie docenić żart, jeśli jest inteligentny i błyskotliwy. Nie zapamiętuję go, nie umiem go użyć, gdy przychodzi na to okazja.
Nie mam też wciąż tyle dystansu do siebie, ile bym chciał. Walczę z sobą w tej kwestii, próbuję się przełamać.
Mam też problem ze spontanicznością. Z prostym okazywaniem emocji.
Mam wiele problemów, lecz walczę z tym, próbując zmienić swoje nastawienie. Zrozumiałem jakiś czas temu, że od tego się zaczyna. Od tego czasu dokonałem rzeczy, które uważałem za niemożliwe.
Ostatnio na spotkaniu męskim, prowadzący zaproponował taniec na końcu naszego spotkania. Takie uwolnienie emocji. Co się dzieje w Vegas, zostaje w Vegas, pomyślałem sobie. Podobało mi się to doświadczenie. Myślę, że jeszcze jakiś czas temu, byłoby to zupełnie niemożliwe. Choć nie wiem, czy dam radę to powtórzyć.
To tylko dyskomfort.



Komentarze
Pokaż komentarze