Rzeczywiście, mam czasami problemy z wyluzowaniem się. Mam trudność z odpuszczeniem sobie i spontanicznością.
Uczę się nie traktować rzeczy serio. Albo przynajmniej mniej serio.
Swego czasu grałem z Przyjacielem w tenisa stołowego. Nazywaliśmy to "radosnym ping-pongiem". Nie graliśmy na punkty, nie graliśmy agresywnie, nie przeklinaliśmy, gdy coś nam nie wyszło. Naprawdę dobrze się bawiliśmy. Co więcej, chwaliliśmy się wzajemnie za piękne zagrania, ładne ścinki i dobrze wymierzone uderzenia.
Staram się szukać tego podejścia na co dzień. Nie być tak bardzo poważnym, tak bardzo zaangażowanym i tak bardzo sztywnym. To nie jest proste, bo mam wiele dziwacznych programów wrzuconych we mnie. Przez rodziców, przez małe miasteczko, w którym się wychowałem. Przez to wszystko, co kiedyś mnie spotkało.
Nie narzekam. Jestem wdzięczny za to, co mam. Jak mam. I zaczynam doceniać, skąd się wziąłem.


Komentarze
Pokaż komentarze