Mam taką modlitwę, którą często powtarzam. Proszę Cię o wybaczenie ludziom krzywd, które mi zrobili i które sam sobie zrobiłem.
Ostatnio pracuję dla klienta, który, najdelikatniej mówiąc, jest nieuczciwy i najzwyczajniej wredny. Pracuję z młodszym stażem kolegą, który bardzo denerwował się na spotkaniu, że kłamią i obniżają wartość jego pracy. Powiedziałem mu, że dziękuję Bogu (Jakkolwiek Go Pojmuję) za dzień, w którym przestałem definiować swoją wartość przez kogoś.
Nie mam im za złe. Bardziej czuję niesmak i nawet trochę mi ich żal, że muszą z tym żyć. Co mnie nie bardzo, szczerze powiedziawszy, obchodzi.
Tymczasem, prawdziwym odkryciem była dla mnie druga część tej modlitwy. Jest wiele krzywd, które sobie zrobiłem. Jest wiele krzywd, które sobie wciąż robię. Zdarza mi się zbyt wiele od siebie wymagać, gdy od innych właściwie nie wymagam czegokolwiek. Zdarza mi się być perfekcyjnym, czy właściwie - dążyć do bardzo źle rozumianej perfekcji. I właściwie to jest bez sensu.



Komentarze
Pokaż komentarze