Współpraca naukowa w ramach Unii Europejskiej miała być panaceum na finansową zapaść polskiej nauki. Tymczasem podczas gdy często można usłyszeć, że Polska powinna domagać się aby dopłaty dla polskich rolników były takie same jak dla rolników z Europy Zachodniej, milczeniem natomiast pomijany jest fakt, że zaakceptowane przez polski rząd umowy ‘okołostowarzyszeniowe’ z UE stwierdzają że wypłaty z europejskich grantów powinny odpowiadać zarobkom na danym stanowisku w Polsce. Oznacza to ni mniej ni więcej że POLSKI NAUKOWIEC MUSI PRACOWAĆ 3 DO 8 RAZY DŁUŻEJ aby otrzymać z europejskiego grantu tyle ile jego np. niemiecki kolega w tym samym projekcie. CZYLI PROJEKTY EUROPEJSKIE ZAMIAST NIWELOWAĆ RÓŻNICE W POZIOMIE ZAROBKÓW JESZCZE JE ZAOSTRZAJĄ! A w Niemczech adiunkt zarabia średnio 3300 euro, zaś w Polsce niecałe 2300 złotych czyli mniej niż 600 euro, że nie wspomnę o Stanach Zjednoczonych, gdzie zarobki adiunkta są średnio półtorakrotnie wyższe niż w Niemczech.
Nakłady na naukę wynoszą w Japonii 3,50% produktu krajowego brutto, w USA 2,80%, w Niemczech 2,50%, w Czechach 1,47%, a w Polsce 0,64 %, w tym tylko mniej więcej połowa z budżetu! Tak więc Stany Zjednoczone mając populację jedynie osiem razy większą wydają na badania naukowe prawie 100 razy więcej niż Polska! Jak wynika z tabeli wynagrodzeń specjalistów w wybranych branżach w Polsce w roku ubiegłym, mediana wynagrodzeń w kulturze i sztuce wynosiła 2500 zł, w nauce i szkolnictwie 2794 zł, czyli mniej niż w rolnictwie (3020 zł) i służbie zdrowia (3100 zł); najwyższe były zarobki m.in. pracowników bankowości (4600 zł) czy ubezpieczeń (4500 zł).
To się musi zmienić. W ubiegłym roku przeciwko polityce swoich rządów zaniedbujących działalność badawczą protestowali m.in. naukowcy hiszpańscy, włoscy i francuscy, chociaż w tych krajach nakłady na naukę są istotnie wyższe niż w Polsce. Wprawdzie Prezydium PAN w maju ub.r. ogłosiło krytyczne stanowisko w sprawie finansowania badań naukowych w Polsce, ale napisało m.in.: „Dalecy jesteśmy od zamiaru nawoływania polskich uczonych do podobnej formy protestu” [jak w Hiszpanii, Włoszech, Francji - WK]. I to jest moim zdaniem wielki błąd, powinniśmy w Polsce ostro protestować, i to bynajmniej nie tylko naukowcy. Nie tylko jak Hiszpanie, ale jak Tunezyjczycy czy Egipcjanie.


Komentarze
Pokaż komentarze (2)