"Różne kraje - różne obyczaje" - mówi stare polskie przysłowie. Na ogół kierujemy się stereotypami. Bo przecież wiadomo, że Rusek to pijak, Niemiec to żyd, Szkot to skąpiec, a Grek (starożytny) to Rafalala - itd.
Wejście do Unii Europejskiej daje nam szerszy, a także i zarówno bliższy przegląd stanu faktycznego. Bo my, leniuchostwo jedne, nie jesteśmy hydraulikiem ani w ogóle fachowcem, żeby się zajmować robotą. No a w szczególności wysługować się Obcym.
A Chińczycy to dla nas Kosmici.
Pomijając najbardziej znanego chińczykolouba, piewcę chińskiego przemysłu tekstylnego i pracy niewolniczej Jerzego Owsiaka (założyciela Towarzystwa Przyjaciół Chińskich Ręczników), na Chińczykach się nie znamy. No, może "chińskie zupki" z Wietnamu i wszechobecne "Barki z chińszczyzną".
Ale w dobie globalizacji przyjdą do nas i Chińczyki, może nie zbrojnie na początek, ale przyjdą. A z Chińczykami przyjdą obyczaje (jest popyt - znajdzie się i podaż). Wyczytaliśmy dzisiaj, co wywarło na nas niezapomniane wrażenie, że na czele rankingu najbardziej szanowanych profesji są w Chinach-prostytutki, zaś w ogonie ciągną się takie szmaty, jak artyści, reżyserzy czy prezesi (źródło:-onet.pl).
I naszła na nas refleksja, Czy gdyby polskie prostytutki się zorganizowały, na wzór kongesu kultury polskiej czy jakoś tak, to zyskałyby poklask społeczny większy, niż ta dziwna Pani z Polski z Hollenderskim nazwiskiem i jej ferajna?
Przy okazji informacja: nadal nie znalazł nabywcy na saloonie24 obraz oferowany na blogu Lecha Wałęsy: "Lech Wałęsa w konarach". Szkoda, bo dzieło zacne.


Komentarze
Pokaż komentarze (10)