Z rosnącym rozbawieniem patrzę na kampanię wyborczą. Z prostego powodu - wybory prezydenckie A.D. 2010 dotyczą mnie w coraz mniejszym stopniu.
Nie jestem w stanie zaakceptować dwóch tzw. "wiodących" kandydatów - panów Kaczyńskiego i Komorowskiego. Nie chodzi tylko o to, że nie lubię "wiodących proszków do prania" czy innych "wiodących" produktów (a nie lubię) - po prostu uważam, że w danej sytuacji (Polska 2010-15) żaden z "wiodących" kandydatów nie jest w stanie spowodować jakościowej zmiany w sposobie uprawiania polityki. Powtórzę: żaden z nich kandydatów nie jest w stanie SPOWODOWAĆ, bo obaj są w stanie deklarować, zapewniać, obiecywać - nawet w dobrej wierze. A i tak wyjdzie komediohorror z elementami teleturnieju w każdych kolejnych wyborach.
Uważam, że obaj powinni się wycofać.
Na pierwszą turę wyborów pójdę i zagłosuję po swojemu. Przegram, jak zwykle, jak przy każdych wyborach. Na drugą turę pewnie nie pójdę (choć może lepiej iść - by poskreślać?). W polityce pozostanie żenująca, POPiSowa pyskówka.
A w 2015 wygrają komuniści. Oni już zaczęli swój "długi marsz".



Komentarze
Pokaż komentarze (80)