23 obserwujących
171 notek
182k odsłony
187 odsłon

Rząd już zdał egzamin. W niedzielę egzamin dla społeczeństwa

Wykop Skomentuj9

Tylko wybierając PiS będą Polacy ważni dla polityków. Jeśli wybiorą PO lub Lewicę dadzą sygnał, że nie ma potrzeby się z nimi liczyć. 

Wpierw autentyczna scenka. Dawno temu rozmawiałem z kimś o przyjęciu waluty euro. Poprosiłem tego euroentuzjastę, by wyjaśnił mi, jakie korzyści może on sam odnieść z zamiany pieniądza. Zaczął mi tłumaczyć jak bardzo zyska firma, w której pracuje on na samodzielnym, choć średnim stanowisku. Odpowiedziałem, że to fajnie, ale jest to głównie korzyść właściciela tej firmy, a nie jego. Zanim nie uczyniłem swego wywodu, to mój rozmówca nie umiał powiązać faktu, że jego korzyść może być odmienna od korzyści kogoś drugiego, nawet w ramach jednego przedsiębiorstwa, a uzasadnienie, które przytacza wymyślił ktoś inny. 

W innych obszarach życia społecznego interesy różnych podmiotów również są na ogół rozbieżne. Tam gdzie jedna wielka grupa społeczna zyskuje, nikt inny już zysku nie osiągnie. Jedynym racjonalnym zachowaniem jest zatem pilnowanie swojego interesu. Przywoływanie sytuacji win-win to na ogół zgrabne tłumaczenie kompromisu, albo porażki. 

Przed podobnym dylematem obrony własnego interesu stają wyborcy. Gdy PiS pokazuje twarde korzyści dla milionów ludzi z tytułu własnych rządów, to AntyPiS ma hasła o obronie demokracji. Niech wyborcy bronią swojego realnego interesu. 

Ten interes ma jednak wymiar znacznie poważniejszy, bo sięgający przyszłego stosunku władzy politycznej względem społeczeństwa. 

Najbliższe wybory pokażą, czy w polityce warto być wiarygodnym i traktować władzę jako możliwość poprawy życia maksymalnie jak największej liczby ludzi, czy też można z tego zrezygnować, a i tak wygrać. Jeśli PiS przegra, to społeczeństwo nie ma prawa liczyć, że kiedykolwiek stanie się ważne dla rządzących. 

PiS przez cztery lata prowadził politykę ze świadomością tego, że zaciągnął u ludzi dług, jakim było ich zaufanie i musi go spłacić. Ze swoich obietnic wywiązał się w stopniu w Polsce niespotykanym. 500+, obniżka wieku emerytalnego, szkolne wyprawki, wsparcie emerytów, szereg innych programów społecznych przy jednoczesnej kontroli wydatków budżetowych. Ostatnim akordem odpłaty za uzyskane zaufanie jest realizowana właśnie obniżka podatków. 

Idzie PiS do wyborów z potężnym dorobkiem swoich rządów i jednoczesnym pytaniem zadawanym społeczeństwu, co jeszcze mógł zrobić, by zasłużyć na przedłużenie mandatu? Moim zdaniem zrobić mógł już niewiele więcej. 

Przez ostatnie cztery lata mieliśmy do czynienia z fenomenalną relacją na linii rząd - wyborcy, w ramach której ambicją PiS było dopieszczanie Polaków, czasami w stopniu jakiego nawet oni się nie spodziewali (patrz niedawny hat trick Prezesa). Przez ponad 20 lat podstawowym pytaniem w polskich domach przy okazji rozmów o polityce było "Co ja z tego będę miał, jak ci czy tamci wygrają"? I po raz pierwszy kilkadziesiąt milionów Polaków coś wreszcie z tego ma, że wybory wygrał PiS. 

Każda polityka prospołeczna ma jednak sens tylko wtedy, gdy zostanie doceniona przez beneficjentów. Aby miliardy złotych popłynęły do polskich rodzin, musiał je wpierw PiS rożnym gangom zabrać i tym samym przysporzyć sobie wrogów. Ponieważ to zrobił, to ma prawo liczyć na rewanż w postaci wyborczych głosów. 

Gdyby w wypracowanych przez siebie okolicznościach PiS jesienią wyborów nie wygrał, to na długie dekady żadna władza nawet nie pomyśli o tym, by zrobić coś dla społeczeństwa. Nikt już nie zaryzykuje w Polsce przeciwstawienia się silnym grupom wpływu, by korzyści odnieść mieli ci wpływów pozbawieni. Pozostanie zatem 99% Polaków podniecanie się polityką bez nadziei na to, że jest się dla rządzących kimś więcej niż tylko bierną masą wyborczą, do której raz na cztery lata wypada się uśmiechnąć niczym Kidawa- Błońska. Metaforycznie byliby Polacy starą panną, która wpierw odrzuciła jednego w niej zakochanego, potem drugiego, bo czekała na księcia z bajki. A na starość żyje z chomikiem i żałuje braku dzieci, wnuków i straconego czasu, który mógł być tak kolorowy. 

Ostatnie cztery lata to forma eksperymentu: czy da radę podmiotem rządów uczynić możliwie jak najszersze grupy społeczne, czy też dostęp do państwowego skarbca zarezerwowany ma być wyłącznie dla wąskiego kręgu złodziei lub półzłodziei, którzy opanowali hasła o "wolnym rynku". Czy symbolem ma być Morawiecki, który zarabia i się hojnie dzieli, czy Balcerowicz, który wiecznie nic nie miał, więc musiał zabierać? 

Odpowiedzi na te pytania udzielą w niedzielę Polacy. Mają to szczęście, że drugi raz stają przed podobną próbą. Pierwszego egzaminu w 2007 r. nie zdali, odsuwając PiS od władzy i dając ją Platformie Obywatelskiej. 12 lat temu skreślony został rząd, który obniżył podatki. W rewanżu ci najbardziej obdarowani najmocniej poparli PO. Co więcej poparli ją także w 2011 r., choć rok wcześniej Tusk podniósł podatek VAT. 

Wykop Skomentuj9
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Polityka