132 obserwujących
150 notek
1018k odsłon
  1841   5

ORLĘTA. GRODNO 39” – KŁAMSTWO 2022. A JAK BYŁO NAPRAWDĘ?

Po obejrzeniu filmu „Orlęta. Grodno 39” zastanawiałem się, czy taka historia, jak przedstawiona w tej baśni, mogła wydarzyć się naprawdę? To pytanie z gatunku: czy teoretycznie jest możliwe, że jakiś niemiecki chłopiec w Gdańsku 39, powodowany współczuciem do swoich polskich kolegów, pomagał ich ojcom- obrońcom Poczty Gdańskiej - walczącym z jego ojcem i innymi Niemcami - i zapłacił za to życiem?

Po obejrzeniu filmu „Orlęta. Grodno 39” zastanawiałem się, czy taka historia, jak przedstawiona w tej baśni, mogła wydarzyć się naprawdę? Nie wiem. Wielu rzeczy nie wiem, ale muszę założyć, że teoretycznie to możliwe. Mniej więcej tak, jak teoretycznie jest możliwe, że jakiś niemiecki chłopiec w Gdańsku 39, powodowany współczuciem do swoich polskich kolegów, pomagał ich ojcom- obrońcom Poczty Gdańskiej - walczącym z jego ojcem i innymi Niemcami - i zapłacił za to życiem. Możliwe? Cóż, są na tym świecie rzeczy, o których się filozofom nie śniło. A jednak każdy, kto posługuje się przede wszystkim wiedzą historyczną, ale także logiką i zdrowym rozsądkiem wie, że problem z obu tymi historyjkami – tą opowiedzianą w filmie „Orlęta. Grodno 39” i tą „gdańską” – polega na tym, że prawdopodobieństwa ich wystąpienia trzeba by szukać pod mikroskopem – tak jest „wielkie”. I to mniej więcej tyle, ile w telegraficznym skrócie można by powiedzieć o tym baśniowym filmie. Dlaczego zatem trzeba (właśnie nie tyle warto, co trzeba) poświęcić mu więcej uwagi? By odpowiedzieć na to pytanie, zacznijmy od początku – to będzie długa, ale w moim przekonaniu ważna rozprawa. Udając się na ten film wiedziałem o nim tyle, ile powiedział kolega, który obejrzał „dzieło” na pokazie prasowym: „powinieneś to zobaczyć, właśnie ty, autor filmu „Powrót do Jedwabnego” – i tyle. W premierowy wieczór udałem się więc do Multikina w Galerii Młociny w Warszawie i wraz z pozostałymi - siedmioma czy ośmioma - widzami zobaczyłem, co miałem zobaczyć. Zanim film rozpoczął się na dobre, zostaliśmy - w napisach - poinformowani, że przedwojenne Grodno było areną zwalczania przez Polaków mniejszości narodowych - a później było już tylko „ciekawiej”. Najprościej rzecz ujmując jest to historia szóstoklasisty, Leona - najczęściej nazywanego Leosiem - Rotmana, który podobnie jak inni Żydzi mieszkający w przedwojennym Grodnie, był obywatelem drugiej kategorii. Wyśmiewani i prześladowani przez (w filmie absolutnie obrzydliwych) ONR – owców, bici przez polskich nacjonalistów, zamykani do więzień przez policjantów, z reguły odpłacają dobrem za zło i tylko z rzadka protestują, czy przeciwstawiają się przemocy. Podobnie Leoś. Koledzy i nauczyciele co i rusz wypominają mu, że jest Żydem i jako taki nie zagra wymarzonej roli Zbyszka z Bogdańca w szkolnym przedstawieniu, dyrektor szkoły odbiera mu dziecięce marzenie wyjazdu na obóz harcerski - bo Żyd, no i brat komunista (zamknięty w więzieniu) - co dla Leosia jest katastrofą, która omal nie doprowadza do tragedii (ulega wypadkowi i trafia do szpitala). Ale gdy przychodzi godzina próby i do Grodna wchodzą Sowieci, to właśnie Leoś zostaje bohaterem. Na początku września jeszcze się z niego śmieją. Gdy wbiega do płonącej szkoły, by ratować Ewelinę – szkolną koleżankę, którą jest zauroczony – nauczyciele posądzają go, że uciekł przed bombardowaniem do płonącego budynku czyli ze strachu zwariował - akt poświęcenia oceniony jako tchórzostwo i szaleństwo zarazem, czy może być większa niesprawiedliwość? – gdy pomaga żołnierzom na barykadzie, ci z niego kpią („przysłali nam posiłki, szkoda, że koszerne”) i serwują dowcipy o Żydach. Gdy jednak Leoś przyprowadza na barykadę prześladowanego wcześniej przez Polaków żydowskiego zegarmistrza, który znów odpłaca dobrem za zło i naprawia działko Boforsa - dzięki czemu udaje się odeprzeć szturm Sowietów – a następnie ryzykując życiem chłopiec dostarcza żołnierzom wodę i w końcu sam niszczy trzy sowieckie czołgi - zostaje bohaterem. I jest nim do samego końca, do ostatnich chwil... Wychodzący z kina widz – zapewne będą to setki tysięcy młodych, nieświadomych faktów historycznych, widzów, bo, niestety, nie mam wątpliwości, że na ten film szkoły ruszą do kin falami – wróci do domu z przekonaniem, że być Polakiem, to naprawdę wielki wstyd i w ogóle fatalna sprawa, szkoda nawet słów, a już zwłaszcza w kontrapunkcie do Żydów, narodu ludzi dobrych, szlachetnych i dzielnych. Nie wiem, na ile takie przesłanie było świadomym zamysłem twórców, a na ile tak im po prostu wyszło, ale tak to właśnie wygląda – jednym słowem kolejny antypolski film za polskie pieniądze (finansowanie PISF), do tego w warstwie manipulacyjnej znacznie bardziej niebezpieczny od ścieku Smarzowskiego „Wesele 2”, bo zdecydowanie mniej toporny, opatrzony niezłą muzyką i elementami, które mogą się podobać (np. niektóre sceny batalistyczne), a więc - niestety - mający większa szansę trafić do szerszej publiczności. Mówiąc szczerze nie wierzę, że antypolska-prożydowska wymowa „Grodna 39”, to przypadek, z jednego prostego powodu – bo żyję na tym świecie dość, by wiedzieć, że w tym temacie i w ogóle w takich sprawach przypadków nie ma i nigdy nie było. A gdybym miał w tej sprawie jeszcze jakieś wątpliwości, musiałbym je stracić po spointowaniu przez autorów ważnych scen. Jest bowiem w tym filmie jedna lub dwie sceny, które znającemu fakty historyczne widzowi, na zasadzie światełka w tunelu, na jedną maleńką chwilkę, przywracają nadzieję w uczciwość twórców. Chodzi o sytuację, w której Żydzi, w tym brat Leosia, szykują się do walki, i to nie z Sowietami, a z polskimi żołnierzami. Nadzieja ta jednak szybko znika, niczym mydlana bańka, a światełko w tunelu staje się światłami pędzącej na nas lokomotywy, gdy okazuje się, że to nie tyle Żydzi zdradzili, co po prostu… komuniści i sowieccy dywersanci – wszystko to pokazane niejasno i zamazane, jakby twórcy rozumieli, że ominąć tego wątku nie sposób, ale zarazem obawiali się pokazać go w prawdzie, by nie narazić się wiadomo komu. Ostatecznym już domknięciem i odarciem ze złudzeni są napisy końcowe, wyjaśniające - by i tak urobionemu już przekazem widzowi nie pozostawić najmniejszych wątpliwości – że wkraczający do Polski Sowieci rozjeżdżali czołgami (bo szkoda im było kul) wszystkich mieszkańców Polski, bez względu na narodowość. Tak więc Żydzi i Polacy ramię w ramię bronili Polski przed nawałą bolszewicką ze wschodu i choć ci pierwsi byli wcześniej prześladowani przez tych drugich, nie zważali na to – bo tacy to dobrzy byli ludzie. Piękne – tyle, że całkowicie nieprawdziwe. Jak bowiem było naprawdę? Pokazujemy to w blokowanym przez Żydów filmie, po którym zniszczono nasz kanał na you tube, i w trylogii „Powrót do Jedwabnego”, gdzie - docierając do archiwów, o których nikt już nie pamięta, okrytych kurzem pamiętników i wspomnień, parafialnych kronik i żyjących wciąż jeszcze świadków historii, których zostało już tak niewielu – odtworzyć historię prawdziwą. W książce „Powrót do Jedwabnego 2” zamieściliśmy m.in. te fakty, fragmenty pamiętników i dokumenty, które odnoszą się do wydarzeń z września 1939 z Grodna i okolic. Oto one:

Lubię to! Skomentuj7 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale