Długo oczekiwany marsz w obronie TV Trwam prawie zakończył się sukcesem, prawie. I to prawie robi sporą różnicę. Udział około 100 tys. ludzi nie było dla mnie zaskoczeniem. Wcześniej, w dziesiątkach polskich miast i miasteczek, przetoczyły się pochody, oczywiście odpowiednie do skali i możliwości organizatorów. Sobotnia manifestacja była już tylko dobitnym potwierdzeniem, że w obronie wolnych mediów naprawdę zebrano ponad 2 mln podpisów. Lekceważące wypowiedzi Dworaka o 9 tysiącach listów można między bajki włożyć.
Protest, o czym też nie można było wątpić, przebiegł spokojnie i godnie. Przecież ludzie, którzy przychodzą z dziećmi, niosą krzyże, to nie gotowi do rozrób zadymiarze. Ale przecież premier Tusk, a za nim niezawodny exprezydent Wałęsa przestrzegali, że bezpieczeństwo obywateli jest najważniejsze i nikomu nie pozwolą wywołać wojny na górze. Przydała się wyrwana z kontekstu wypowiedź Maciarewicza i na nic zdały się zaprzeczenia prezesa PiS-u, że żadnej wojny nie będzie.
Podczas marszu żadna staruszka nie zamachnęła się na władzę, kibice zajęci sobą i meczem też jakoś skorzy do wojny nie byli, i cały misterny plan Tuska nie wypalił.
Dlaczego zatem i władze, i mainstreamowe media zlekceważyły wysiłek organizatorów i tysięcy ludzi przybyłych do Warszawy z całej Polski? Bo taki był plan! To wydarzenie dla nich miało być niewiele znaczącym happeningiem, a nie poważnym ostrzeżeniem. I niezależnie co by się na marszu zdarzyło, i tak w świat poszedłby nieprawdziwy przekaz. Niestety organizatorzy nie mogli przewidzieć, że prezes Kaczyński nie skupi się w swoim przemówieniu jedynie na zasadniczej sprawie TV Trwam, a wykorzysta perfekcyjnie chwilę, by dobić ziobrystów. I to mu się udało. Tym samym Tusk i cała reszta mogli wczoraj wypić zdrowie Prezesa. Nie musieli niczego wymyślać. Kaczyński w doskonały sposób dał przykrywę, by móc mówić o problemach prawicy a nie zastanawiać się dlaczego do Warszawy przyjechało tak dużo ludzi, i czy ich żądania są zasadne.
Oczywiście moje tytułowe pytanie jest prowokacyjne. Żeby nie było wątpliwości – ten marsz to wielki sukces obrońców TV Trwam, ale eksponowanie się w nim polityków, to nieporozumienie.
Jest jeszcze jedna kwestia. Ludzie biorący udział w marszu już wcześniej wiedzieli jak media relacjonowały lokalne protesty. Dlatego nie nie mieli specjalnych złudzeń, że teraz będzie inaczej. Mieli zaś i mają dalej wielką nadzieję, że władza ten masowy zryw obywatelski potraktuje poważnie i decyzja KRRiT będzie zmieniona. Wykluczyć tego nie można, zwłaszcza że zbliżają się ważne wizerunkowo piłkarskie mistrzostwa. Ale rząd na ten czas, jak ochoczo różne telewizje pokazują, zbroi się na potęgę, a zastępy mięśniaków ćwiczą bez przerwy różne warianty nie tylko stadionowe. W Rosji Putin pokazuje jak należy rozprawiać się nawet z najmniejszymi grupkami manifestantów. A Tusk już pogroził palcem, że nie będzie pobłażania dla nikogo.
Nie tacy już próbowali naród straszyć
Janusz Wolniak


Komentarze
Pokaż komentarze (3)