WolniakJ WolniakJ
396
BLOG

Szumilasowa w oświacie piszczy

WolniakJ WolniakJ Polityka Obserwuj notkę 0

 „Każdego kto protestuje, ja do dyskusji zapraszam”. Tak niezmiennie odpowiada mister edukacji Krystyna Szumilas na pytanie czy zamierza coś zrobić ws. głodówki. Raz nawet w przypływie staropolskiej gościnności gotowa była zaprosić do Warszawy wyczerpanych kilkunastodniowym protestem panów z Krakowa. Dodała jeszcze, że na tę okazję zaprosi ekspertów. Koledzy z Krakowa zaproszenia nie przyjęli, bo ta podróż mogłaby się dla nich źle skończyć. Ale ten temat pani minister wyjątkowo nie leży. Powtarza zatem jak mantrę, zmieniając tylko szyk zdania: „Każdego kto protestuje, zapraszam do dyskusji”. I ten temat kończy. Podkreśla, że są różne zdania i opinie, ale uparcie odpytywana na okoliczność tego, jacy to eksperci nową podstawę programową stworzyli, nie potrafi podać jednego nazwiska, twierdząc że są powszechnie znani. Nie chce, czy też znowu nie potrafi wytłumaczyć, jakie są koszty druku nowych podręczników, zyski firm wydawniczych i szkoleniowych. Tym razem chwali się rozpoczęciem programu pilotażowego cyfrowej szkoły i e-podręczników. Jak obiecuje, w 2014 roku, wszyscy uczniowie w Polsce mają dostać takie darmowe, wirtualne książki. Tyle, że jeszcze niedawno premier Tusk z poprzednią minister Hallową zapowiadali laptopy dla każdego ucznia. Z obietnic nic poza wstydem nie zostało.

 

Najważniejsze obecnie zadania ministerstwa, wg pani minister, ogniskują się wokół:

a) sprawy obniżenia wieku szkolnego,

b) upowszechnienia powszechnego wychowania przedszkolnego,

c) wprowadzenia nowej podstawy programowej,

d) zmiany sposobu uczenia polegającego na przejściu od uczenia faktograficznego, encyklopedycznego w kierunku uczenia aktywizującego.

Popatrzmy chłodnym okiem na te ważne zadania MEN.

W pierwszej sprawie totalna porażka (to pogrzebało ulubienicę Tuska, chociaż w nagrodę Hallowa dostała fotel posła), bo rząd pod naciskiem opinii publicznej (choćby słynnej akcji „Ratujmy Maluchy”) odłożył w czasie o dwa lata obowiązek szkolny od 6 lat. W dalszym ciągu w tysiącach szkół nie ma odpowiednich warunków dla przyjęcia najmłodszych dzieciaków. A poza tym dalej jest i będzie dyskusyjna kwestia wieku emocjonalnego dojrzewania, do podjęcia obowiązku szkolnego. Rząd ma jednak swoich ekspertów, którzy takich dylematów nie mają. A pani minister uważa, że tylko wczesna edukacja daje szanse na odniesienie edukacyjnego sukcesu.

W drugiej sprawie minister podaje z euforią dane o tym, że obecnie niezwykle rośnie procent dzieci w wieku 3-5 lat objętych edukacją przedszkolną i obecnie sięga już 72%. Obiecuje też większe dotowanie gmin i obniżenie opłat za korzystanie z miejsc w przedszkolu. Tyle, że to samo już słyszeliśmy w poprzedniej kadencji, a wtedy, warto przypomnieć, obecna minister była sekretarzem stanu u Hallowej. Na razie rodzice imają się różnych pomysłów z lewymi meldunkami, separacjami a może i rozwodami, byle by tylko upchnąć dziecko w przedszkolu, najlepiej takim całodobowym.

W kwestii, nazwijmy ją roboczo historii, Szumilasowa ma koronny argument, przecież to uchwalono już w 2008 roku i nikt wtedy nie protestował. O co ten cały szum i rwetes? Nie można uczyć w kółku tego samego. Jak się ktoś nie nauczy w gimnazjum, kiedy było Powstanie Listopadowe, to już w liceum mu tego przypominać nie będą. Chyba, że wybierze profil nauczania z historią. Szanse ma jeszcze wtedy, gdy nauczyciel na przedmiocie historia i społeczeństwo wybierze właściwe bloki (spośród 9 ma wybrać 4), ale jeśli nie wybierze „Ojczystego panteonu i ojczystych sporów”, a zajmie się tematem „Kobieta, mężczyzna, rodzina”, no to złośliwi reporterzy nie będą mogli znaleźć 11 listopada młodego człowieka, który odpowie z czym mu się ta data kojarzy.

Nie wiem za bardzo w jaki sposób skomentować to czwarte zadanie, bo minister podkreśla, że „naprawdę wierzy w polskiego nauczyciela”, powołuje się na powszechnie znane wynika badań PISA, gdzie postępy polskich uczniów są przyzwoite. Gdyby zatem uczono dalej metodami XIX-wiecznymi, tych wyników by nie było. Może i zdarzają się nauczyciele tak uczący, ale na takiej samej zasadzie, jak w każdej profesji może być czarna owca.

Od września pani minister zapowiada ogromną pożyczkę o 3,8% wzrostu płac i oczekuje spokojnego wdrażania uchwalonych przed laty reform.

Niestety, nawet leniwy w sprawach oświaty Pan Prezydent, wziął do galopu panią minister i zorganizował sesję, sugerując jakiś kompromis w sprawach obecnej podstawy programowej. Na razie pani Szumilasowa jest bardzo odporna na krytykę, ale bardziej postępowa od swojej poprzedniczki. Po pięciu latach odbyło się pierwsze spotkanie z Radą Oświatowej „Solidarności”. Związkowcy bardzo się z tego cieszyli i chociaż nazadawali wiele wiele trudnych pytać, to odpowiedzi nie usłyszeli.

Na twarzy pani minister za to maluje się błogie samozadowolenie i świadomość wielkiej pracy dla kraju. Tylko dlaczego najpierw w Krakowie, potem Warszawie, Słupsku, Tarnowskich Górach, a teraz w Częstochowie jacyś ludzie głodują i nie doceniają tej ciężkiej pracy resortu edukacji narodowej? 

W tym tygodniu egzaminy gimnazjalne, a w przyszłym matura. Ile tam testowanych jest absurdalnych pomysłów. Oświata nie ma szczęścia do ministrów, na szczęście są jeszcze normalni nauczyciele.

Janusz Wolniak

 

WolniakJ
O mnie WolniakJ

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Polityka