WolniakJ WolniakJ
338
BLOG

Sukcesy Hallowej i Szumilasowej

WolniakJ WolniakJ Polityka Obserwuj notkę 2

Zbliża się koniec roku szkolnego. Pora dokonać oceny.  Lista zarzutów i to wcale nie błahych w stosunku do ministerstwa edukacji jest ogromna. Zanim je wyliczymy trzeba dodać, że głoszą je nie tylko spostponowani przez Premiera PiS-owcy, ale wiele środowisk, które jeszcze niedawno dość biernie, jeśli by nie powiedzieć z nadzieją, patrzyły na rządy Partii Miłości.

Tylko spadające słupki poparcia są w stanie przywrócić premierowi Tuskowi prawdziwy obraz rzeczywistości. Między opozycją PiS-wską a PO nie ma już jakiegokolwiek porozumienia, a nawet próby zrozumienia racji. Wykazała to dobitnie ostatnia debata nad wnioskiem o odwołanie minister edukacji narodowej Krystyny Szumilas.

Żaden argument, a było ich bardzo dużo, wykazujący nieudolność, zaniechanie i szkodliwość rządów tej pani i jej poprzedniczki nie trafił do przekonania premierowi. Wręcz przeciwnie, skłonił go bowiem do refleksji, że to najlepsza w historii szefowa tego resortu. Jakie jeszcze m uszą zapaść decyzje ministerstwa edukacji, by ocena tych kuriozalnych rządów mogła się zmienić? Żadne argumenty nie trafią do prezesa Rady Ministrów, jeśli będą głoszone przez znienawidzoną opozycję PiS-wską. Praktyka ostatnich lat rządów Platformy pokazuje, że tylko zdecydowany nacisk społeczny daje szanse na zmianę decyzji władz. Tak stało się w sprawie ACTA i w efekcie akcji Ratuj maluchy. W pierwszej kwestii premier wycofał się chyłkiem, aranżując to rzekomo pod wpływem wielogodzinnej debaty, a w rzeczywistości po wpływem spontanicznych ulicznych demonstracji. W drugiej kwestii, wprawdzie zlekceważono 300 tys. podpisów przeciwko wcześniejszej przymusowej edukacji, ale nie można było przejść do porządku dziennego nad decyzjami rodziców, ani myślących posyłać 6-latki, do nie przygotowanych do tego szkół. No i zapadła decyzja o przesunięciu ostatecznej decyzji do roku 2014. Oczywiście do tego roku cudu nie będzie. Niedoinwestowane szkoły, których ciężar utrzymania zrzucono w dużej mierze na samorządy dalej nie będą przygotowane w pełni, ale może uda się bunt zdusić.

Te przykłady wcale niczego rządu nie nauczyły. Lista zarzutów i to wcale nie błahych w stosunku do ministerstwa edukacji jest ogromna. Zanim je wyliczymy trzeba dodać, że głoszą je nie tylko spostponowani przez Premiera PiS-owcy, ale wiele środowisk, które jeszcze niedawno dość biernie, jeśli by nie powiedzieć z nadzieją, patrzyły na rządy Partii Miłości. Obudziły się środowiska dawnej opozycji lat 80-ch, inicjując głodówkowe protesty, uaktywniły się instytuty uczelniane, środowiska katolickie, media mainstreamowe też krytyczniej już oceniają przynajmniej niektóre aspekty 5-letnich rządów w dziedzinie oświaty. Ostatnie protesty, zbieranie podpisów pod listami pokazały, że społeczeństwo w dużej mierze podziela krytyczny obraz polityki edukacyjnej. No, ale te sygnały nie są dla pana Tuska jeszcze wystarczające, aby nakazał zmienić tory obecnej wizji przyszłości oświaty Polsce. A jest to niestety bardzo niepokojąca, by nie powiedzieć mocniej, porażająca w swojej bezmyślności, perspektywa przyszłości szkoły w naszej ojczyźnie. Debata sejmowa, argumenty posła sprawozdawcy Sławomira Kłosowskiego i paru innych, trafiały jak grochem o ścianę. Popatrzmy co też się obecnie dzieje w szkołach i wokół nich.

LIKWIDACJA SZKÓŁ

Tylko w br. szkolnym zlikwidowano około 2500 szkół. I nie może tu być koronnym argumentem niż demograficzny, ale i kwestie bezmyślnych administracyjnych decyzji samorządów, podyktowanych względami finansowymi. Warto przypomnieć jak to w latach 90-tych pochopną ustawą, pozwolono na likwidację przedszkoli. Skutki tego odczuwamy do dzisiaj.

BEZROBOCIE NAUCZYCIELI

To jest oczywiście skutek zamykania szkół. Zwolnieni pedagodzy mają niewielkie szanse na znalezienie pracy w swoim zawodzie. Nikt dzisiaj nie mówi o pomocy dla tych ludzi. Zasilą rzesze bezrobotnych i dołączą do absolwentów licznych kierunków pedagogicznych, dla których też pracy w oświacie nie będzie.

PROGRAM „RADOSNA SZKOŁA”

W tej radosnej szkole 2600 placówek jest zdaniem Państwowej Inspekcji Sanitarnej pozbawionej elementarnych warunków sanitarnych; w tym 704 szkoły nie mają dostępu do ciepłej wody, w 961 brak jest kanalizacji, a na „radosną szkołę” rząd wydaje 488 mln (chodzi o place zabaw, ogródki, itp.).

BRAK MIEJSC W PRZEDSZKOLACH

To sytuacja, jak kiedyś w PRL-u. Rodzice tworzą komitety kolejkowe, dokonują fikcyjnych meldunków, zdobywają punkty do zaświadczeń i różnych pomysłów urzędniczych, byle tylko dostać wymarzone miejsce dla swojego dzieciaka. Alternatywą miały być placówki prywatne, ale wysokie czynsze, nawet jak znajdzie się lokal, a o to trudno, zabijają inicjatywy. A jeszcze niedawno minister Hall twierdziła, że nie ma problemu przedszkoli. A o opłatach za ten luksus posłania dziecka do przedszkola szkoda w ogóle gadać.

DOWOZY DO SZKÓŁ

Według ustawy o systemie oświaty, samorząd ma organizować dowóz dzieci do szkoły, jeżeli odległości przekraczają 3km i 4 km. Nie wolno im tego robić pod żadnym pozorem dla dzieci mieszkających ciut bliżej. Dla łamiących tę zasadę są przewidziane stosowne kary. Przypomina się wiersz Konopnickiej o Jasiu co to nie doczekał i zmarł na suchoty.

LEKCJE RELIGII

O tej sprawie napisano już dużo. Jednak pani minister i premier idą w zaparte, próbując ośmieszyć opozycję. Zareagował również zaniepokojony sprawą Episkopat. Myślę, że to na razie balon próbny, a nuż się po cichu uda wyprowadzić religię ze szkół, nie dając samorządom po prostu pieniędzy na opłacanie katechetów.

PODRĘCZNKI

To sprawa kiedyś powinna doczekać się porządnego śledztwa i to wcale nie dziennikarskiego. W imię rzekomo dobra ucznia, ministerstwo dopuszcza co roku nawet kilkadziesiąt podręczników do tego samego przedmiotu. Wydawcy na głowie stają, by to właśnie ich podręcznik wybrali nauczyciele. Zapraszają ich na prezentacje, gdzie oferują różne gadżety i wszelaką pomoc w wyborze ich książki. Pozornie wszystko jest w porządku. Wolnorynkowe prawa, ale drenuje się do nieprzyzwoitych granic kieszeń rodziców. W przypadku rodzin wielodzietnych nie ma mowy o podręczniku dla rodzeństwa. Ta procedura powtarza się co rok. A ceny kompletu książek to czasami wydatek dochodzący do kilkuset złotych. W wielu państwach europejskich uczniowie nie tylko że otrzymują książki za darmo, ale też nie noszą ich do szkoły, obciążając kręgosłupy, tak jak nasze dzieci.

CYFROWA SZKOŁA

Tu pełna kompromitacja premiera Tuska, ale chociaż w tej sprawie uczciwie przyznał się do porażki, mówiąc w czasie debaty sejmowej:

Wielokrotnie publicznie, także w czasie kampanii wyborczej, miałem odwagę mówić o tym, że z tego projektu musimy się czasowo wycofać, ponieważ nie mamy na to środków”.

Ja nie pamiętam, aby takie deklaracje publiczne premier głosił, ale też wcale na jego spotkania wyborcze nie chodziłem. Pamiętam doskonale za to obietnice przekazania laptopów nie tylko dla uczniów, ale i nauczycieli, a teraz mają być tablety. I są, tyle że nie dla uczniów i nauczycieli, tylko dla posłów. Przypomina się stary kawał o stu tysiącach par butów... do podzelowania.

ROSNĄCA PRZESTĘPCZOŚĆ

Według statystki policyjnej rośnie przestępczość w szkołach. Od 17 tys. w 2006 roku do 26 tys. w 2010 i 28tys. W 2011 r. Te dane premiera nie szokują. Posłowi Kłosowskiemu zarzucił złą interpretację danych, twierdząc, że wcześniej szkoły nie zgłaszały takich zdarzeń jako przestępstw. Niewątpliwie wpływ na rozpasanie młodzieży ma filozofia zakładająca, że ważniejsze są nie obowiązki a prawa ucznia.

SZKOŁY MNIEJSZOŚCI NARODOWYCH

Tu trzeba jeszcze raz przywołać posła Kłosowskiego, który w swoim okręgu wyborczym w opolskim zauważył pewną patologię. Jeśli istnieje szkoła skupiająca mniejszości narodowe, to subwencja zwiększana jest o 100%. I oto znaleziono sposób na utrzymanie małych szkół, a że przy okazji polskie dzieci znajdą się w szkole mniejszości niemieckiej. Cóż to komu szkodzi? Jak mówił poseł Błaszczak, powraca sytuacja, jak 100 lat temu, kiedy germanizowano dzieci mające mówić pacierz po niemiecku.

EDUKACJA HISTORYCZNA

Tu premier pozwolił sobie na kiepski żart, sugerując że słaba ta nauka była, bo nic PiS-wcy z lekcji historii mieli nie zrozumieć. Tak sobie nasze Słońce Peru żartuje, a tu od nowego roku szkolnego historia w szkołach pogimnazjalnych zakończy się w I klasie. Nad tą kwestią nawet łaskawie pochylił się pan Prezydent, przyjmując protestujących i grupę historyków na czele z prof. Andrzejem Nowakiem. Pogadali i nic. Od 19 marca do 19 maja trwały protesty głodówki zakończone powołaniem Obywatelskiej Komisji Edukacji Narodowej, na której czele stanął prof. Włodzimierz Suleja. Komisja wydała uchwałę, w której min., czytamy:

„Będziemy na pewno proponować nowe formy protestu i nacisku obywatelskiego przeciw błędnym decyzjom edukacyjnym. Będziemy szukali wsparcia środowisk akademickich, nauczycielskich i rodzicielskich dla budowania programu naprawy polskiej szkoły”.

Ale rząd nie widzi w tej kwestii żadnego problemu.

PODSTAWA PROGRAMOWA

Ta nowa podstawa programowa zakłada nie tylko ograniczanie nauczania historii, ale i innych przedmiotów. Fizyka, biologia, geografia, chemia to przedmioty które będą nauczane w mniejszym wymiarze godzin. Już od dobrych paru lat nauczyciele akademiccy alarmują, że na uczelnie przychodzi młodzież o coraz mniejszym zasobie wiedzy ogólnej. No to teraz będą jeszcze bardziej lżejsi. Obronnym argumentem pani Szumilasowej jest teza, że to wszystko zostało uchwalone w 2009 r., a ona tylko wdraża tę reformę w życie. Trudno się dziwić, bo za rządów minister Hall pełniła funkcję wiceminister. Zamienił stryjek siekierkę na kijek.

TZW. EKSPERCI

To jest ciekawostka. Od chwili kiedy trwają protesty, pada pytanie o autorów nowych programów nauczania. I co? Kilkakrotnie pytana o to pani minister milczy jak zaklęta. Raz na spotkaniu ze związakami zawodowymi rzekła ze zdziwieniem, że nie pamięta, ale nazwiska są powszechnie znane. Tylko komu? Bo na debacie sejmowej znowuż nikt nie usłyszał, kim są ci wybitni eksperci.

DOSKONALENIE NAUCZYCIELI

O zaniechaniu Państwa w tej dziedzinie można by pisać traktaty. Gdyby nie sami dyrektorzy i nauczyciele, to można by pomyśleć, że władzy nie zależy na ciągłym szkoleniu nauczycieli. Najnowszy przykład to zapis w ustawie budżetowej zakładającej jedynie przeznaczenie 1/3 należnych środków winnych być przeznaczonych na doskonalenie.

BRAK ROZMÓW I KONSULATACJI

Ta kwestia często jest podnoszona. Na przykład „Solidarność Oświatowa” w przeciągu 5 ostatnich lat rządów Platformy, tylko raz spotkała się z ministrem edukacji. I znowuż w debacie premier uczciwie przyznał, że dobrze im się rozmawia, ale z drugim związkiem czyli ZNP – jeszcze niedawno równo idącym w koalicji z postkomunistyczną lewicą.

Na brak jakichkolwiek rzetelnych konsultacji narzekają i inne środowiska, jak choćby rodziców protestujących przeciwko wcześniejszej edukacji.

Okazuje się też, że i posłowie są lekceważeni, bo na posiedzenia Komisji Edukacji pani minister nie bardzo chce się chodzić.

BIUROKRACJA i ADMINISTRACJA OŚWIATOWA

Poprzedniczka pani Szumilas obiecywała odchudzić administrację. Miały być likwidowane kuratoria i niektóre centralne instytucje edukacyjne. Po cichu wycofano się z tych projektów. Jednocześnie odebrano wiele ważnych prerogatyw, którymi dysponowali kuratorzy i wizytatorzy. Dzisiaj nadzór edukacyjny jest fasadowy i właściwie nie wiadomo czemu służy. Chociaż w szkole wiedzą. Oni cały czas ciężko pracują, produkując stosy formularzy jakie nauczyciele muszą wypełniać.

Do szkół wprowadza się elektroniczne dzienniki. I bardzo dobrze. Tyle, że zostawia się dalej papierowe. Niech nauczyciel ma podwójną pracę. Przykłady można by mnożyć.

KRYSTYNA KTO TO JEST SZUMILAS

Przez cztery lata tylko nieliczni wiedzieli kim jest cicha myszka o dźwięcznym nazwisku. Kiedy wyszła z cienia, zostając szefową resortu edukacji, wydawało się, że będzie inaczej. Nic z tych rzeczy. Nawet protesty-głodówki nie tchnęły ducha życia w tę panią. Wiele osób pyta – kto kto jest? No właśnie, co na tak poważnym stanowisku robi tak bezbarwna postać. „Bez serc, bez ducha, to szkieletów ludy” - pisze Mickiewicz. Patrząc na tę panią i pana premiera nie można mieć złudzeń, dopóki oni będą u steru władzy, nic się nie zmieni!

Post scriptum

Zapis ze stenogramu sejmowego z 25 maja br. z momentu głosowania nad wnioskiem o wotum nieufności dla minister Krystyny Szumilas:

Przystępujemy do głosowania. Kto z pań i panów posłów jest za przyjęciem wniosku o wyrażenie wotum nieufności wobec ministra edukacji narodowej Krystyny Szumilas, zechce podnieść rękę i nacisnąć przycisk. Kto jest przeciw?Kto się wstrzymał? Głosowało 443 posłów. Większość ustawowa – 231. Za oddało swój głos 188 posłów, przeciwnego zdania było 235 posłów, wstrzymało się od głosu 20 posłów. (Oklaski) (Poseł Przemysław Wipler: Kwiaty, kwiaty.) Wobec nieuzyskania wymaganej większości głosów Sejm odrzucił wniosek o wyrażenie wotum nieufności wobec ministra edukacji narodowej Krystyny Szumilas”.

Janusz Wolniak

WolniakJ
O mnie WolniakJ

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (2)

Inne tematy w dziale Polityka