WolniakJ WolniakJ
164
BLOG

Kto komu służy

WolniakJ WolniakJ Polityka Obserwuj notkę 0

Coraz mniej zaufania mamy do instytucji, które mają najwięcej środków, kompetentnych osób i całą bazę mającą służyć pożytkowi publicznemu. Dlaczego istnieje tak duży rozdźwięk między ośrodkami społecznymi, a tymi oficjalnymi? Jaka jest przyczyna zasadnicza tego, że większość podmiotów rządowych czy samorządowych coraz bardziej alienuje się od społeczeństwa?

Naturalnie, że nie wszystkie stowarzyszenia czy fundacje są bezinteresowne. Wiele z nich jest przecież przykrywką dla rozmaitych podejrzanych interesów, ale na zewnątrz jawią się jako przedsięwzięcia pozbawione podstawowej etykiety – pejoratywnej partyjności.

Tam, gdzie jest Państwo, gdzie są pieniądze z naszych podatków, tam wszystko jest możliwe. Ryba psuje się od głowy. Zatem rząd, parlament, prezydent to przecież instytucje, które istnieją, by nam służyć. W państwie demokratycznym zasiadają w nich wybrani przez nas reprezentanci. Jednak zaufanie do nich wcale nie wzrasta, a wprost przeciwnie, ciągle maleje.

Może zatem w instytucjach samorządowych jest lepiej. Okazuje się, że wcale nie. Oczywiście są wyjątki, ale to nie zmienia postaci rzeczy.

Wniosek z tego płynie dla nas dość okrutny. Nie potrafimy mądrze wybierać. Zresztą, połowa społeczeństwa, circa, w ogóle nie chodzi na wybory. To swoiste wotum nieufności wobec wszelkiej władzy. Po 89 r. nie udało się niestety stworzyć wiarygodnych instytucji obywatelskich.

Gwarancją każdego społeczeństwa demokratycznego muszą być niezawisłe organy kontrolne i wolne media. A tu nasze sądy i prokuratury, to instytucje, do których można mieć bardzo wiele zastrzeżeń, zaś najpoważniejsze media, tzw. mainstreamowe, służą dzisiaj przede wszystkim jednej opcji politycznej, całkowicie wypaczając obraz życia publicznego. W ten sposób, kiedy, powtórzę jeszcze raz, ryba psuje się od głowy, to i wszystko co niżej też się degeneruje. A jeśli nawet nie krzewi zła, to na nie przyzwala.

Pora dać parę przykładów, by nie być gołosłownym. W kulturze, z której korzysta coraz mniej ludzi, najlepiej widać jak mnożna zabrnąć w ślepy zaułek.

W teatrach, kinach, wystawach współczesnej sztuki, krzewi się treści wyprane z jakiejkolwiek idei. Kosmopolityzm idzie w parze z ekspansją braku norm obyczajowych. Jeśli gdzieś pojawi się etykietowanie narodu, to brzmi to jak zarzut obskurantyzmu i zaściankowości. Do tego na wielką próbę wystawia się uczucia religijne, testując wytrzymałość na wszelkiego rodzaju profanacje.

W jednym z teatrów wystawiano sztukę, reklamując przestrogą, by osoby wrażliwe i wierzące przypadkiem się nań nie wybierały.

A szkoły i uczelnie? Może one nie tylko produkują absolwentów, ale i myślą o pełnieniu misji krzewienia wartości. Gdzie tam. W swojej masie zapomniały o starym haśle Jana Zamoyskiego „Takie będą Rzeczypospolite, jakie ich młodzieży chowanie”.

W walce o historię i obcięciu nauczania innych, nie tylko humanistycznych przedmiotów, nauczyciele wcale nie włączyli się gremialnie do protestu. Organizatorzy protestu zebrali 20 tys. podpisów, i to w większości wcale nie nauczycieli.

A urzędy pracy? Czemu ta instytucja, na którą Państwo łoży ogromne pieniądze, wcale nie służy rozwiązaniu problemu bezrobocia?

Czemu biura poselskie otwierają się głównie tylko w czasie kampanii wyborczej? Czemu, czemu i czemu... Można by tak mnożyć pytania.

A przecież można inaczej. 8 lat temu w Rawie Mazowieckiej o. Jerzy Chrzanowski CP stworzył teatr „Scena Wartości”. Swoje powołanie do tego zadania uzasadnił w prosty sposób, pragnąc promować repertuar literacki bogaty w wartości, które niosą nadzieję współczesnemu człowiekowi. I coś jeszcze. Credo o. Chrzanowskiego brzmiało „To jest nasz obowiązek, aby siać dobro”.

Tak niewiele, a tak innym trudno dostrzec, że nie zło a dobro może być piękne. Może już przestali wierzyć, że ludzie pragną takiego świata. A prawda naprawdę jest ciekawa.

Janusz Wolniak

WolniakJ
O mnie WolniakJ

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Polityka