Wystarczył jeden mail i dwa telefony, by sędzia wymiękł jak panienka zapatrzona w swojego idola. Jak oświadczył przed kamerami prezes Sądu Okręgowego, nie ma sobie nic do zarzucenia. Chciał bowiem bardzo spotkać się z premierem Tuskiem, przecież to taka nietuzinkowa sprawa. Nawet kiedy rzekomy asystent pana Arabskiego pytał czy ma pewnych podwładnych, nie przerwał tej kuriozalnej rozmowy. Teraz chodzi z podniesioną głową. Zapłaci nią swoim stanowiskiem, ale dalej będzie nietykalnym sędzią.
Ilu mamy takich osób w Temidzie, nikt nie wie. Ostatni przykład, innego sędziego z Piotrkowa, wydającego surowy wyrok na twórcę strony antykomor, pokazuje jak w Polsce wyglądają standardy wolnego słowa.
Nie lubię, a nawet powiem więcej brzydzę się sprawami, gdzie w grę wchodzi wyrafinowana prowokacja. To metody stosowane przez służby specjalne i ludzi wyznających wątpliwą etykę.
Przychodzi Rywin do Michnika, przychodzi Ziobro do Kaczmarka, przychodzi Oleksy do Gudzowatego, przychodzi Lipiński do Beger, przychodzi Łukasik do Serafina i nikt nie mówi, że rozmowa jest rejestrowana. To tylko kilka najgłośniejszych spraw z ostatnich lat, a było ich wiele. Można sobie wyobrazić, ile takich rozmów muszą kryć archiwa wiadomych służb.
Dlaczego coraz powszechniej policyjne metody pracy operacyjnej przejmują znani obywatele i dziennikarze? Wiele może być powodów, każda sprawa jest inna, ale chyba jeden jest wspólny mianownik – słabość naszego Państwa. Polska staje się PRL-bis. Gdzie tylko spojrzeć to kolesiostwo, prywata, korupcja i coraz słabsze, zbiurokratyzowane urzędy państwowe.
Dlatego acz buntuję się przeciwko prowokacjom, to je rozumiem. Dziennikarze w ten sposób udowadniają tajemnicę poliszynela.
Niebawem odbędzie się marsz „Obudź się Polsko!” pod hasłami:wolność dla mediów i zgromadzeń, płaca minimalna,„STOP 67”, stabilne zatrudnienie, „STOP dla umów śmieciowych”.
Jak widać, te hasła trzeba rozszerzyć, bo aktualna staje się przestroga z wiersza Wacława Potockiego „Polska nierządem stoi”.
I jeszcze jedno jedno zdarzenie, w Gdańsku, kolebce „SOLIDARNOŚCI” policja na wniosek prokuratury z pełną powagą i zaangażowaniem odwiedza związkowców, rekwirując odciętego Lenina i biorąc z niego odciski palców. To się dzieje proszę Państwa, nie za miedzą, u satrapy Łukaszenki, ale u nas, Anno Domini 2012, za rządów premiera Tuska i prezydenta Komorowskiego.
Niestety, to nie teatr absurdu, a dzisiejsza Polska.
Janusz Wolniak



Komentarze
Pokaż komentarze (1)