Nie raz już Pawlaka grzebano, a on jak Feniks z popiołów co rusz się odradza. Niespodziewanie dla większości komentatorów w PSL-u nastąpiła zmiana warty. Czy skutkiem tego będzie rozpad koalicji czy też jej nowa jakość? A może jednak wicepremier nie odejdzie z rządu? Ta ostatnia wersja wydaje mi się mało prawdopodobna acz w polityce nic wykluczyć nie można. Pawlak przegrał niespodziewanie, ale minimalną ilością głosów. Sukces Janusza Piechocińskiego nie jest zatem tak zdecydowany, by mógł odsunąć natychmiast byłego Prezesa.
Tydzień temu słuchałem Piechocińskiego występującego w programie Rymanowskiego i zastanawiałem się, o co mu chodzi? Podobne odczucia mieli dziennikarze, przez pól godziny uczestniczący w konferencji powyborczej. Piechociński ma dar złotoustego człowieka potrafiącego mówić długo o niczym i sprawiać przy tym wrażenie dla przypadkowych słuchaczy, że ma się do czynienia z poważnym politykiem.
Jego namaszczone frazesy brzmią przekonująco, kiedy tak naprawdę za nic nie odpowiada. Dlatego wierzę mu, że do rządu mu wcale nie po drodze. Zresztą do tej pory nie pełnił żadnych funkcji w żadnej administracji.
Co zatem stanie się po odejściu Pawlaka? Chłop żywemu nie przepuści. Były już prezes stronników ma dalej sporo, by na jakiś czas odejść i z dystansu przyjrzeć się swemu pogromcy. A ten może teraz ze złotoustego polityka przemienić się w człowieka czynu. Albo też popełnić ten błąd, który doprowadził do upadku AWS, kiedy Krzaklewski zamiast wziąć tekę Premiera wolał schować się za Buzka. Scenariuszy może być wiele. Wszystko zależy od tego czy obecny PSL pod wodzą Piechocińskiego będzie miał odwagę odciąć się od miałkiej polityki obecnego rządu (jednak z kuszącymi sondażami) czy też postawić na własną tożsamość. Ta druga ewentualność wydaje mi się dzisiaj iluzoryczna. Kto tak łatwo rezygnuje z licznych synekurek. Partia wprawdzie z tradycjami, ale z problemami finansowymi, a do tego z jednocyfrowym sondażem, pochopnie nie utopi swoich przyszłych szans wyborczych.
Opozycja jednak już poczęła świeżą krew i przewiduje rychły upadek obecnego rządu. To nie jest scenariusz do wykluczenia, ale patrząc na kalendarz, zbliżające się święta, nie liczyłbym na żaden przełomowy moment.
Jeśli coś może ten rząd wysadzić z siodła, to tylko masowe protesty, a takowe dzisiaj żadna z partii opozycyjnych nie jest w stanie zainicjować. Jedyne siły mogące porwać masy, co w październiku udowodnili, są ludzie upominający się o wolne media, TV Trwam i związek zawodowy NSZZ „Solidarność”.
Janusz Wolniak



Komentarze
Pokaż komentarze (1)