Bezkarność satanistów głoszących swoje bluźnierstwa, ale i czynnie profanujących święte dla katolików miejsca jest w powojennej historii Polski bezprecedensowa.
„Na początku było Słowo, a Słowo było u Boga, i Bogiem było Słowo”. J 1,1
Jaką moc sprawczą mają dzisiaj słowa? Czy w ogóle mają jakąkolwiek siłę oddziaływania?
Współczesny świat oddziela słowa od ich pierwotnych znaczeń. Ktoś się może żachnie i powie, przecież zawsze tak było, ludzie nieraz nadużywali słów. Tak, człowiek nieraz błądził, ale potrafił znaleźć punkt odniesienia. Dla ludzi wiary Pismo Święte, Koran, Talmud i wiele innych, dla innych osób to myśli wielkich filozofów a często jeszcze tzw. mądrość ludowa.
Teraźniejszość to posługiwanie się słowem jak żonglerką, to stwarzanie sytuacji, kiedy sensem nie jest już adekwatne używanie odpowiedniego wyrazu, ale tworzenie coraz to nowych eufemizmów, zastępczych słów, postępowych, poprawnych politycznie.
Kiedy tak się działo w czasach rządów komunistycznych, trudno było się dziwić. Ówczesna władza nowomowę opanowała doskonale. Jednak w społeczeństwie demokratycznym, zmiany w funkcjonowaniu języka mogą świadczyć raczej o degeneracji tego systemu. Pozornie nic się nie dzieje. Mamy wolność słowa zagwarantowaną w Konstytucji, art.54 „Każdemu zapewnia się wolność wyrażania swoich poglądów oraz pozyskiwania i rozpowszechniania informacji”.
Tyle że w praktyce wygląda to dość szczególnie. Oto media, tzw. czwarta władza, mająca w społeczeństwie demokratycznym być gwarantem wolności słowa, potrafi zniszczyć każdego, kto wyraża swoje poglądy niezgodnie z panującą modą i wbrew mainstreamowym nakazom. W końcu 2012 roku nastąpiła ofensywa sił rządowych i lewicowych organizacji domagających się penalizacji tzw. „mowy nienawiści”. Biorę to w cudzysłów, bo w żaden sposób racjonalnie nie mogę się zgodzić na to, by grupy mające dziś największe wpływy w mediach zaprowadzały w tej kwestii nowy porządek prawny. Wyrażanie własnych poglądów to bardzo wrażliwa sprawa. Do tej pory było tak, że kiedy spotykało się dwóch adwersarzy, wypowiadających dobitnie swoje zdania, w niewielkim stopniu znajdowali między sobą consensus, ale przynajmniej żaden drugiemu nie zabierał prawa do wygłaszania swoich kwestii. Dzisiaj wygląda to tak, że ci z pozycji prorządowych i antyprawicowych od swoich interlekutorów domagają się wprost wyrzeczenia się poglądów, grożąc za ich dalsze głoszenie sankcjami karnymi. Póki co nieposłuszni za kraty jeszcze nie idą, ale spotyka ich ostracyzm i etykieta faszysty, nacjonalisty, homofoba, mohera, katola czy rasisty. Oczywiście lista tych epitetów ciągle się wydłuża.
Jak reagują oskarżeni o rzekome szerzenie faszyzmu? Najczęściej są bezbronni, bo wobec nonsensownych zarzutów człowiek rzadko znajduje właściwą ripostę. Jak tu udowadniać swoją niewinność, kiedy najczęściej jest się atakowanym nie tylko przez rozmówcę, ale i prowadzącego redaktora. Rzadko w tych głównych mediach można spotkać się z bezstronnością.
Redaktor Wildstein zapowiedział stworzenie w ciągu trzech miesięcy nowej niezależnej stacji telewizyjnej. Jej dyrektorem artystycznym ma być Ewa Stankiewicz. Ma to być stacja publicystyczno-informacyjna czyli coś w rodzaju TVN a rebours. Nic na razie nie wiadomo o finansach tego przedsięwzięcia. Nic też nie wskazuje na to, by to była jakakolwiek alternatywa i konkurencja dla tak powszechnie źle ocenianej TVN. Na razie tylko o. Rydzykowi udało się stworzyć całkowicie niezależną telewizję. Jednak jej adresatem nie jest masowy odbiorca, ale i nawet ten fakt przeszkadza władzy, by TV Trwam uzyskało koncesję na cyfrowym multipleksie.
Dominujące na naszym rynku medialnym telewizje, czyli publiczne – TV 1, TV 2, TV Info i komercyjne TVN i Polsat pozbyły się w większości obiektywnych dziennikarzy. W każdej stacji ostał się się tyko kwiatek do kożucha, np. w TVP Info Jan Pospieszalski, który dziennikarstwa uczy się na żywo. Atakowany i ośmieszany z wielu stron, niestety nie ustrzega się elementarnych błędów warsztatowych, stanowiąc pożywkę dla prześmiewców.
Upadek moralny wiodącego nurtu telewizji jest bardzo brzemienny w skutki. To obniżenie i tak już od lat niskich standardów etycznych. To także coraz powszechniejsze odwrócenie się odbiorców od ekranów, na których występują politycy i publicyści. To zwycięstwo komercji nad resztkami sztuki wysokiej.
Mało kto już wyraża oburzenie, kiedy w telewizji jako autorytety pokazuje się ludzi łamiących wszelkie zwyczaje, publicznie deklarujących swoją nienawiść do myślących inaczej, wyśmiewających religię katolicką, propagujących narkotyki, używających wulgaryzmów, obnoszących się ze swoją rozwiązłością, kolejnymi żonami, mężami, pokazującymi wielodzietność jako patologię.
Mało kto przebija się ze swoim oburzeniem, kiedy nadaje się nowy sens słowom dobro i zło, wolność i kłamstwo, prawda i fałsz, miłość i śmierć.
Mało gdzie usłyszymy sprzeciw, kiedy obraża się naszą wiarę, nasze narodowe wartości i symbole.
Jeszcze tylko w ustach naszych wielkich kapłanów słowo brzmi szczerze i prawdziwie. Biskupi Michalik, Dydycz czy Dec to jedni z najodważniejszych. Ceną za ich słowa jest pokazanie przez obecną władzę w jakim poważaniu mają obecny Kościół. Uderzenie w Fundusz Kościelny, nagłaśnianie incydentalnych spraw, zapowiedź pokazowego procesu biskupa Jareckiego, bezkarność satanistów głoszących swoje bluźnierstwa, ale i czynnie profanujących święte dla katolików miejsca (obraz Matki Boskiej w Częstochowie, szopkę wigilijna w Zgierzu, połamane krzyże i nagrobki w Pniewach). To tylko przykłady z ostatnich dni. Bulwersujące, bo jak w przypadku cmentarza w Pniewach, gdzie zniszczono 50 nagrobków, zdarzyło to się w drugi dzień Świąt Bożego Narodzenia. Szopkę wigilijną zdewastowano zaś po Pasterce. A próba zniszczenia Świętego Obrazu Matki Bożej niemal tydzień przed świętami była bezprecedensowa.
Mógłbym przytaczać setki przypadków profanacji, obrażania i deprecjonowania katolików dziejących się w naszym kraju w 2012 r. Fakt, że jest ich coraz więcej, że kary za te czyny są iluzoryczne albo sprawcy nie zostają wykryci, świadczy o tym jak władza w sposób zawoalowany walczy z katolicyzmem. Niestety, przy społecznej bierności.
Nie ma autorytetu moralnego, którego głos byłby słuchany. Kto ma odwagę wysłuchać słów:
-
Polacy! Opamiętajcie się!
-
Dość bałwochwalstwa!
-
Nie dajcie sobą manipulować!
-
Przestańcie się nienawidzić!
-
Możecie i macie prawo się różnić, kłócić, ale nie dajcie sobie zabrać wiary Waszych Ojców!
-
Szanujcie Polskę, a władzę oceniajcie po jej czynach, a nie PR-owskich sztuczkach!
Na świecie było [Słowo], a świat stał się przez Nie, lecz świat Go nie poznał”. J 1,10Na szczęście na świat przyszedł Zbawiciel. „A Słowo stało się ciałem i zamieszkało wśród nas”. J 1,14.
Czas świąt szybko mija i powraca ta szara rzeczywistość, dla której to wcielone Słowo pozostaje pustym frazesem. Mniemam jednak, że ta cząstka opłatka z nieba w nas zostanie i nie pozwoli rozwijać się mocy zła.
Dajmy wiarę Dobrym Słowom! „Zasypiamy na słowach, budzimy się w słowach” pisze Zbigniew Herbert, a Wiesław Myśliwski konkluduje: „Bo cóż ważniejsze jest od słów, wszystko się ze słów bierze”. Czy kto się z tym nie zgadza?
Janusz Wolniak



Komentarze
Pokaż komentarze