Zbigniew Romaszewski otrzymał od sądu 240 tys. zł tytułem zadośćuczynienia za lata spędzone w więzieniu. Lech Wałęsa ocenił to jako obrzydliwe zachowanie. W mediach zaczęła się nagonka na byłego senatora. W jego obronie wystąpiła też córka Agnieszka Romaszewska-Guzy.
Niektórym ludziom łatwo przychodzi rzucać oskarżenia, wyrażać święte oburzenie. Nie dziwię się, że córka Romaszewskiego postanowiła zabrać głos w obronie swojego ojca. Dzisiaj bohaterem mediów jest sędzia, który potępia pisowców, porównując ich do stalinowców, a nie sędzia dający zadośćuczynienie zasłużonemu działaczowi „Solidarności”. Miałem kilka razy okazję spotkać się i rozmawiać z Romaszewskim na zjazdach „Solidarności”. Zawsze był w tej samej wytartej marynarce. Skromny, przejęty sprawami ludzkimi. W latach 90-tych Komisja Praworządności, której przewodniczył miała dużo pracy. Trzeba było nie tylko dokumentować zbrodnie komunistyczne, ale również pomagać ludziom pokrzywdzonym. Niewiele osób chciało się tym zajmować. Z zapałem opowiadał mi o tej pracy. Na zjazdach „Solidarności” występował w podwójnej roli, jako delegat i jako senator. Wiele osób widziało go w przyszłości jako kandydata na Prezydenta RP. Miał wszelkie atrybuty by w wolnej Polsce pełnić odpowiedzialne funkcje. Jednak historia potoczyła się inaczej. Bezkompromisowy, uczciwy senator nie mieścił się w ramach różnych partii, gdzie domagano się przede wszystkim dyscypliny. Romaszewski często zabierał głos nie zawsze zgodny z oczekiwaniami tuzów partyjnych. W PiS-e zawieszano go w prawach członka. Kiedy opowiedział się w obronie uwięzionego kibica, zarzucano mu że jest za przemocą. A on zawsze tylko pragnął jednego – uczciwego i praworządnego postępowania.
Przyznaję, w pierwszej chwili zdziwiłem się, że Romaszewski wystąpił do sądu o odszkodowanie. Zaraz jednak pomyślałem, przecież komu jak komu, ale tak zasłużonemu dla Polski człowiekowi należy się od państwa zabezpieczenie bytu na starość. Może młodzi ludzie nie wiedzą, co to był KOR, co to było Radio „Solidarność”, czym zajmowała się Komisja Praworządności pod kierunkiem Romaszewskiego. To tacy ludzie, jak on wywalczyli wolność.
Żenujące są słowa Lecha Wałęsy: „Wstydzę się za Romaszewskiego. Nie można wyciągać łapę do biednej Polski. To jest obrzydliwe”. Opływający w luksusach były przywódca „Solidarności” dobrze wie, że w takiej sytuacji Zbigniew Romaszewski jest bezbronny. Przecież nie będzie się tłumaczył, że nie jest wielbłądem. To właśnie Wałęsa ma grzech zaniechania, to on przecież jako prezydent rządzący w kluczowych latach rodzenia się się III RP powinien zadbać o zadośćuczynienie dla ludzi „Solidarności”. Co zrobił, dobrze wiemy, dbał o lewą nogę. A dzisiaj w Polsce korzysta ze statusu „świętej krowy”. On może wszystkich publicznie opluwać, że przypomnę św. Pamięci Annę Walentynowicz, a obecnie Krzysztofa Wyszkowskiego.
Romaszewski to prawy człowiek. W wolnej Polsce ma prawo do godnego życia.
Janusz Wolniak



Komentarze
Pokaż komentarze (8)