Od lat organ Michnika ma kilka dyżurnych tematów. Dwa z nich znalazły dziś poczesne miejsce na czołówce dziennika.
Pierwszy temat to ten straszny PiS i jego prezes. Nawet jak są w opozycji, to można nimi straszyć, ale chyba już tylko niegrzeczne dzieci, bo ten niewdzięczny elektorat jakoś zaczyna przechylać się na prawo. Tym razem pretekstem, aby z opozycyjnej partii, zrobić straszaka, stał się wywiad z wiceprezesem Adamem Lipińskim. I co pytanie to atak i próba sprowokowania rozmówcy. Redaktorka niemal każde pytanie kończyła tezą. A sprowadzała się ona do jednego. Jak wybierzecie PiS to: pozamyka niezależne media, doprowadzi kraj do ruiny, nie znajdzie koalicjanta. Słowem katastrofa. Właściwie nie ma głębszego sensu cytować tych bredni, bo pokazują na czyich usługach są dziennikarze tej gazety.
Drugi temat jaki znalazł się na pierwszej stronie, to inicjatywa związków zawodowych dotycząca upublicznienia zarobków w Polsce. Dla Wyborczej ta inicjatywa to przejaw strachu związkowców przed inicjatywą niejakiego posła Jarosa. Tenże pozazdrościł koledze Libickiemu od dawno jadącemu ostro na temacie związkowym i hejże na działaczy się rzucił. Ile zarabiają, jak się panoszą i nic nie robią, jakie koszta ponoszą pracodawcy, za ile utrzymują siedziby darmozjadów, itd. Gazeta już wie, że zaatakowani związkowcy próbują te ataki uprzedzić i stąd ich inicjatywa. Przedstawia wprawdzie różne opinie nt. tego czy płace mają być jawne czy nie, ale wydźwięk a artykułu płynie taki, że wśród związkowców jest panika. Ciekawe przed czym? Płace działaczy związkowych o czym „GW” nie pisze reguluje ustawa o związkach zawodowych, podobnie jak płace w sferze budżetowej, nauczycieli, a i posłów, senatorów czy ministrów. Ile zarabiają redaktorzy z Czerskiej, tego nie ujawniają.
Po cóż zatem to polowanie z naganką? Przyczyna jest prosta. I PiS, i związki zawodowe są dzisiaj na fali wznoszącej. Społeczeństwo powoli acz ospale budzi się z letargu. Wszyscy widzą, że król jest nagi. W sukurs dogorywającej, ale jeszcze odszczekującej się partii i jej akolitom, przychodzi usłużna sfora gazeciarzy. Mają też oni czego się bać. We wzmiankowanym numerze aż roi się od reklam z instytucji państwowych. I to jest to, co mogą rzeczywiście stracić, bo cnotę to już dawno sprzedali.
Janusz Wolniak



Komentarze
Pokaż komentarze (1)