Od wielu lat Egipt jest bardzo popularnym kierunkiem wyjazdów na urlopy. Koszt pobytu atrakcyjny, pogoda gwarantowana. Tylko, że ostatnio w tym kraju giną masowo ludzie.
Ostatnie doniesienia z Egiptu są wstrząsające. Kilkaset ludzi zabitych i raczej trudno się spodziewać, że są to ostatnie ofiary. Ale to nie jedyne relacje zajmujące czołówki programów telewizyjnych. Reporterzy rozmawiają z naszymi rodakami właśnie wyjeżdżającymi do nadmorskich egipskich kurortów. Nagabywani na tę okoliczność Polacy w większości, nie widzą żadnych przeciwwskazań, by tam jechać. Przecież to kilkaset kilometrów od zamieszek, a tam traktują ich jak królów. Dlaczego mają nie jechać, pytają zdziwieni. Chociaż Ministerstwo Spraw Zagranicznych ostrzega i nie zaleca wyjazdu do kraju faraonów, oni przecież wczasy wykupili i stratni być nie mogą. Organizatorzy wypoczynku utwierdzają swoich klientów w przekonaniu, że tam nic złego ich nie spotka. To nic, że niektóre kraje (Włochy, Czechy, Niemcy) zaapelowały do swoich obywateli, by tam nie spędzali urlopów i ci zastosowali się do tych zaleceń. Polak wie lepiej.
Abstrahując już od tego czy te wyjazdy są ryzykiem czy nie, pozostaje inna kwestia. Obojętność na tę całą sytuację. Co mnie tam może obchodzić, że oni się mordują. Ja muszę wypocząć i nic mnie więcej nie obchodzi.
Patrzę i słucham zdumiony na to co się dzieje. Mogę jeszcze zrozumieć te 12 tysięcy osób, które tam wyjechały wcześniej, ale tych którzy pchają się do samolotów z całymi rodzinami, z dziećmi nieświadomymi czegokolwiek, to już skrajna nieodpowiedzialność. To całkowity brak empatii i wrażliwości na ludzką tragedię. Nie wnikam w żaden sposób w to, kto tu za co odpowiada. To w tym momencie nie istotne. Giną ludzie, niemal na naszych oczach. Reporterzy różnych stacji z narażeniem życia pokazują opływających krwią ludzi. Państwo, które w ten sposób rozwiązuje swoje konflikty nie zasługuje na szacunek. Czy już nie pamiętamy stanu wojennego w Polsce, a tam właśnie ogłoszono stan wyjątkowy.
Nasze Państwo znowu nie zdaje egzaminu. Żyjemy w wolnym kraju i każdy może podejmować suwerenne decyzje. Czy jednak w tym momencie nie powinny paść bardziej zdecydowane słowa ostrzeżenia. Można by pomóc biurom podróży, by w tej sytuacji nie zbankrutowały, ale nikomu na tym nie zależy. A co, jeśli tam sytuacja wymknie się spod kontroli? Kto zapewni ewakuację tysiącom naszych rodaków? Cena może być wtedy niebagatelna.
Wierzę, że dla tysięcy, nie tylko polskich turystów, będą to szczęśliwe wakacje, ale po co kusić los.
Janusz Wolniak



Komentarze
Pokaż komentarze (26)