Jak Tuska królem Platformy ogłosili i jak z namaszczeniem celebrę sprawowali.
Wszystkie telewizje świata pasjonowały się dzisiaj wynikiem wyborów partyjnych w PO. Wprawdzie już wczoraj dziennikarze podawali, że Donald był zwyciężył, ale zastrzegali się, że to nieoficjalne wyniki. Od rana zaś wieści szły już o wiele dokładniejsze. Przecieki mówiły, że Gowin dostał aż 20%, co uznawano za swego rodzaju małą sensację.
Na godzinę 10.00 zwołano konferencję prasową, dziennikarze przebierali nogami, kamery się grzały, czas antenowy zabezpieczony a tu nic. Dyżurny redaktor TVP Info zadzwonił przytomnie do zazwyczaj dobrze poinformowanej poseł Kidawy-Błońskiej, a ta że nic nie wie, że musi być coś na rzeczy, że tak się już pół godziny spóźniają, a tak w ogóle na te wyniki czekaliśmy parę dobrych tygodni i zwłoka kilkudziesięciominutowa nic nie znaczy. Nie wiadomo co by tam jeszcze nie wymyśliła złotousta platformerka, gdyby spektakl się nie zaczął.
Oto na scenę weszło, jak policzyłem 26 osób. W pierwszej chwili myślałem, że będą śpiewać, znaczy chórem mówić. Ale przedstawienie rozpisane było tylko na kilka głosów. Reszta była tłem. Ale co ciekawe, blisko mikrofonów i na pierwszym planie stali ci, którzy nic do powiedzenia nie mieli, jak np. posłanka Ewa Wolak.
Ciekawe kto był reżyserem tego teatru, podejrzewam że wynajęto jakiego dobrego pijarowca, bo tragifarsa była na przyzwoitym poziomie. Napięcie delikatnie stopniowano, najpierw pitu, pitu, jak to wspaniale nasi wyborcy przetestowali nowy rodzaj demokracji wyborczej internetowo – listowej. Potem coś o tym, że przecież członkowie Platformy to część społeczeństwa, a skoro tak, to znaczy i inni też tak chcą i w domyśle tak kochają.
Kiedy już myślałem, że dowiem się jaki jest wynik wyborów, do mikrofonu dorwał się jakiś lękliwy facet, pamiętajmy że to wszystko był drugi albo i trzeci garnitur platformersów, bo przecież czołówka nie będzie fizycznie pracować i te głosy zliczać, protokoły pisać. I tenże jąkający gość, chyba pierwszy raz przed kamerami, zaczął z kolei przynudzać, jak to zabezpieczali głosowanie przed hakerami i wszelkimi przeciwnościami. Słowem wszystko się udało. Nie wspominał o dziennikarzach, którzy zagłosowali w sposób sobie wiadomy. Ale mniejsza o to. Przecież stara zasada mówi, że nie ważne jak kto głosuje, ważne kto liczy.
Oni przysięgali publicznie, że wszystko na cacy zliczyli. Już, myślę sobie, no to teraz powiedzą, ale jeszcze nie. Tym razem zabieg retardacji polegał na przywołaniu nieobecnych bohaterów. Oświadczono, że obaj nie przyjęli zaproszenia na tę konferencję, ale że będą do dyspozycji mediów za niebawem, bo Tusk o 11.00 godzinie, a Gowin 13.00 się pojawią.
No i nadeszła historyczna chwila. Nie pomyślano jedynie o fanfarach, werblach czy innych głośnych akcentach, ale roześmiane od ucha do ucha twarze członków tejże Komisji Wyborczej mówiły wszystko. On ci wygrał – mówiły oczy i usta nieme zanim na telebimie pojawiły się przygotowane na tę specjalną okazję prezentacje multimedialne.
Moja cierpliwość mocna osłabiona była, a rozczarowanie wielkie, bo usłyszałem to co już od rana wszystkie media trąbiły. Przecież On ci wygrał, a to już z ich oczu widziałem.
Myślę sobie, że wielu z tych 26 sprawiedliwych porobiło sobie znajomości niezłe z dziennikarzami, dając wcześniej te wyniki.
No, i gwoli prawdy historycznej dodam, że jak obwieścili z wielką estymą, jakby co najmniej ulgę mieli po wielkim zaparciu, Tusk ci wygrał otrzymując 79,58%, tj. 16028, a Gowin 20,42, tj. 4114 głosów.
O konferencjach obu kandydatów nie ma już co pisać, były jeszcze bardziej żenujące.



Komentarze
Pokaż komentarze (5)