Jedni kupują w sklepach, inni żyją z tego co znajdą na śmietniku.
Na początku wakacji weszła w życie ustawa śmieciowa. Narobiła sporo bałaganu, pokazując niekompetencję wielu samorządów niezdolnych do wprowadzenia jej w życie. W Warszawie poleciał za to odpowiedzialny za przetargi urzędnik, a za nim może poleci niebawem pani HGW. Media pokazywały przepełnione w całym kraju śmietniki. Przez parę tygodni licytowano się, w którym mieście służby oczyszczania radzą sobie najgorzej a gdzie najlepiej. Teraz jest ciut lepiej, ale dalej do rozwiązania problemu segregowania śmieci daleko. Ale przynajmniej jeden krok został zrobiony.
Jest jednak jeszcze jeden bardzo wstydliwy aspekt związany ze śmieciami. Ludzie żyjący z tego, co inni wyrzucą. Na osiedlach zamkniętych, willowych i tym podobnych, grzebiący w śmieciach dostępu nie mają. Tam śmietniki niczym skarby strzeżone są przez ochroniarzy. W takich enklawach żyją ludzie zamożni i ludzie władzy. Obce są im zatem codzienne widoki szeregu ludzi żyjących z tego co znajdą w zsypach.
Tak się składa, że codziennie przechodzę, skracając sobie drogę, przez podwórka, gdzie mieszczą się pokaźne kontenery na śmieci. I codziennie widzę, niemal w każdej minucie, kogoś, kto tam, nie zważając na nic, wyciąga kolejne skarby. Jeszcze parę lat temu byli to ci sami ludzie, często o wyglądzie menelowatym. Dzisiaj w tej materii wiele się zmieniło. Ze śmietników żyją całe ich zastępy, spotykam już nie tylko pojedyncze osoby, ale i małżeństwa. Osoby te mają schludny wygląd, często na rękach mają rękawiczki, ze sobą noszą plecaki i wózki. Na początku przy śmietnikach stali skrępowani, dzisiaj w ogóle nie czują zażenowania. Ludzie wyrzucający śmieci czują się bardziej zawstydzeni od nich. Biorą wszystko, co przedstawia jakąkolwiek wartość. Pracują szybko, bo konkurencja śmietnikowa jest bardzo duża. Z jedną z tych osób wdałem się kiedyś w rozmowę i co rusz spotykam go na mieście. To tu, to tam, rozkłada majdan z rzeczami wyłowionymi w śmietniku. Czego tam nie ma? A jak mówi w domu ma wszystko, od sprzętu elektrycznego, który potrafi naprawiać, po ciuchy wszelakie, bibeloty, książki, wstążki i co tylko. Takich jak on jest wielu, co raz więcej. Tyle że praca coraz trudniejsza, bo co rusz na osiedlach śmietniki na kłódkę zamykają.
Czy trzeba tłumaczyć dlaczego poszukiwaczy skarbów śmietnikowych jest coraz więcej? Czy nadeszły czasy mirabelek i szczawiu, o których tak z nostalgią mówił poseł Niesiołowski.
Pora by ktoś przeniósł się na śmietnik historii.
Janusz Wolniak



Komentarze
Pokaż komentarze (1)