Polityczne chuligaństwo Rosji Putina...
Imperialna, szowinistyczna, nacjonalistyczna Rosja Putina działa wobec Ukrainy dokładnie zgodnie z dwiema zasadami:
"Najlepszą obroną jest atak"; chodzi o "obronę" jej agenturalnego panowania na Ukrainie...Rosja Putina, próbująca "zbierać ziemie ruskie", tak samo jak Iwan III, uznała że Ukraina jest "oczywistą i naturalną częścią Rosji", "państwem sezonowym", w związku z czym chce ja uczynić rosyjska "gubernią", tak jak Hitler postąpił z Polska, tworząc na kilka lat "Generalną Gubernię"...
"Łapaj złodzieja!". Rosja, która od kilkunastu lat jest największym złodziejem (czytaj: złoczyńcą) we współczesnym świecie, oskarża, głównie na "forach" międzynarodowych i u siebie, terroryzowaną przez nią Ukrainę o wszelkie bezeceństwa, na czele z neonazizmem, nacjonalizmem...
Ciekaw jestem dlaczego my, tzn. Polska i Europa, nie odwzajemniamy się im określeniami w rodzaju"państwowy bandytyzm Janukowycza" czy "chuligańska polityka Rosji Putina"? przypominam fragment mego "Anty-raportu o Tragedii Smoleńskiej" z r.2011.
Polityczne chuligaństwo Rosji Putina...
Aby zrozumieć to, co się wydarzyło 10 kwietnia 2010 roku (teraz dodam: i to, co się dzieje w Ukrainie) - a także cały historyczny kontekst innych wydarzeń z ostatnich lat - trzeba cofnąć się do początków dekady, którą zamyka rok 2010, czyli momentu dojścia do władzy w Rosji V.Putina i jego KGB-owskiej ekipy. Od tej chwili rozpoczęła się bowiem epoka "politycznego chuligaństwa" Rosji, trwająca nieprzerwanie do chwili obecnej.
Gwoli ścisłości, elementy takiego politycznego chuligaństwa pojawiły się też - mówię tylko o okresie po 1986 roku - w schyłkowym okresie ZSRS, gdy OMON-owcy pacyfikowali ruchy narodowo-wyzwoleńcze w "Pribałtyce" i na Zakaukaziu; o ile pamiętam - jedynie w Tbilisi zarąbali saperkami 17 osób...
(Brakuje mi tu miejsca i czasu na krótki opis epoki Jelcyna, w której Rosja była taka sama, jak jej władca - rozchwiana, niepewna siebie,nieporadna - trudno przewidywalna ale do pewnego stopnia sympatyczna. Pracowałem wtedy za amerykańskie pieniądze w samej Rosji i obok niej, w Ukrainie i Gruzji, więc mogłem się temu wszystkiemu trochę przyjrzeć).
Putin i jego ekipa wprowadziła w życie styl gry politycznej, wewnętrznej i zewnętrznej, dość specyficzny ale dający się opisać paroma przymiotnikami: chuligański, knajacki, "agencki" (u nas by się to nazwało - UB-ecki lub SB-cki) choć z pozorami "poważnej państwowości" czyli mieszaniną ceremoniału imperialnego, stalinowsko-carskiego, z domieszką zachodniego "luzactwa" .
Wewnątrz kraju oparty on jest na kamuflowanym - choć nie do końca, bo przecież chodzi o wywołanie strachu w potencjalnie i realnie aktywnej części "ludności" - terrorze w zastosowaniu do wszystkich tych, którzy się "stawiają": przedstawicieli opozycji, niezależnych dziennikarzy, konkurentów do publicznego majątku itp. Co roku giną oni w niejasnych okolicznościach, są "wypychani" poza granice Rosji (choć i tam nie są bezpieczni!), w pewnych przypadkach są "legalnie" sadzani do wiezień czy obozów.
Na zewnątrz, a szczególnie w stosunku do tzw. bliskiej zagranicy, która zawsze była wielkim buforem Państwa Rosyjskiego i która, zdaniem członków ekipy Putina, jest "wciąż do odzyskania" - a obejmuje kraje od Ukrainy, Białorusi, Polski i Słowacji po Mongolię,kilka krajów środkowo-azjatyckich, Mołdawię, kraje Zakaukazia i "Pribałtyki" - obowiązuje styl "polityki chuligańskiej",opartej głównie na szantażu ekonomicznym (surowce energetyczne!) i wspierającym go szantażu militarnym.
To "polityczne chuligaństwo" - jak każde chuligaństwo - przybiera różne formy i jest uruchamiane w różnych, często nieoczekiwanych momentach: tu się zamknie dopływ ropy, tam odłączy się dopływ gazu czy energii elektrycznej, tu wprowadza się embargo na : wino, mięso, owoce czy warzywa itp. Gdzieś się zainstaluje jakąś bazę, gdzieś się tej bazy nie ewakuuje itp. Ważne, żeby na niczym nie zostać złapanym, a przy tym kogoś "pobić", obrabować, zastraszyć, pokaleczyć...Widziałem, jak się to działo w przypadku Gruzji, na której terytorium była (nie wiem, czy jeszcze jest) rosyjska baza wojskowa, i której miasta, na czele ze stolicą, kiedyś podłączone do systemu energetycznego ZSRS, otrzymują dopływ prądu na 4-5 godzin na dobę. Żyć czy umierać!?
Kraje Zachodu tych "zabaw" Rosji z jej sąsiadami wolą nie zauważać, szczególnie wtedy, gdy pogrążają się w coraz głębszym kryzysie i chcą Rosji sprzedawać wszystko, co się da, nawet strategiczne technologie militarne.
Liderzy i mieszkańcy krajów dotkniętych tymi "zabawami" długo zaciskali zęby i też starali się udawać, że nic się nie dzieje (u nas mistrzami takiego trzymania głów w piasku są liderzy PSL ale także główni nasi "gracze" : Tusk, Komorowski i Sikorski).
Pewien gruziński minister powiedział mi kiedyś: "Gdy niedźwiedź (nomen omen:Miedwiediew?) cię bierze w objęcia - mów do niego: Wujku!".
Wspomniane "gry wojenne" Rosji skłoniły w pierwszej połowie dekady dwa narody do rewolucji, skierowanych przeciwko serwilistycznym wobec Moskwy władzom dwóch strategicznie ważnych post-sowieckich państw z jej bliskiej zagranicy; inne narody milczały zaciskając zęby".



Komentarze
Pokaż komentarze (2)