Nawiązuję tu do ważnych pytań, postawionych w ostatnim numerze "w Sieci" przez J. Rokitę...
Na poziomie politycznym sytuacja w Ukrainie częściowo się wyjaśniła i można pomyśleć (pomarzyć?) o jakiejś czasowej stabilizacji. Na ukraińskim Południu jest trochę spokojniej, a na Wschodzie ma miejsce pacyfikacja; trudno powiedzieć, co będzie ważniejsze: skuteczność militarna ukraińskiego Państwa czy dialog nowego prezydenta z jej mieszkańcami?
Układ międzynarodowy może rozstrzygnąć o tym, czy Punin powstrzyma działania Rosji zmierzające do rozczłonkowywania Ukrainy czy dalej będą one realizowane pod przykrywką dyplomatycznej hipokryzji Ławrowa i jemu podobnych...to się okaże już wkrótce. Żal, że Polska nie odegra tu żadnej roli ale nasze "dyplomatoły" pracowały na to długo i intensywnie, pokrywając swoją bezmyslność najpierw pro-, a następnie anty-rosyjskim "słowotokiem"
Ale ważniejsze jest pytanie o szanse - i sens - scenariusza, nazwanego, jakiś czas temu, przez Z. Brzezińskiego, "finlandyzacją Ukrainy", a przez J.Rokitę - jej ubezwłasnowolnieniem, chyba zresztą słusznie. Jak Państwo wiedzą - a może się mylę - okazało się kiedyś, że tak pożądany kiedyś przez polskie elity, głównie opozycyjne, scenariusz "finlandyzacji" był dodatkowo wzmacniany przez przynależność wielokadencyjnego prezydenta Finlandii do KGB...
Co oznaczałaby w obecnych warunkach tak, mniej więcej, rozumiana "finlandyzacja Ukrainy"?
W jakimś sensie oznaczałaby ona, ni mniej, ni więcej, tylko powrót do "Ukrainy Janukowycza", który w najwyższym stopniu zapewniał podporządkowanie Ukrainy intereso Rosji Putina, choć i z niego władcy Moskwy nie byli zadowoleni. Być może - tego dokładnie nie wiem - oznaczałaby ona także rezygnację Ukraińców z pro-europejskich i pro-natowskich aspiracji. Na dłuższą metę utrwaliłoby to funkcje państwa ukraińskiego - i jego terytorium - jako bufora Rosji oraz jego trwały powrót do strefy rosyjskich wpływów, czemu zresztą sprzyja siła więzi ekonomicznych i kulturowych, w tym - religijnych, pomiędzy dwoma krajami...
Czy taki scenariusz jest do zaakceptowania przez wielki, dumny naród, który w okresie ostatnich 6 miesięcy pokazał, że nie jest mu obojętne, gdzie się znajduje i dokąd zmierza, składając przy tym obfitą ofiarę krwi, której zapach jeszcze sie unosi nad Majdanem i okolicznymi ulicami Kijowa (i nie tylko)?!
Ktoś może powiedzieć, że Finowie zaakceptowli, w swoim czasie, taki status, m.in. w rezultacie trzymiesięcznej krwawej wojny z Sowieckim Potworem, który poświęcił ok. 200 tyś. swoich żołnierzy żeby zabić ok. 20 tyś. Finów i okupować część fińskiego terytorium.
No cóż, można po prostu powiedzieć, że Ukraińcy to nie Finowie i jest ich wiele, wiele razy więcej, nie tylko na terytorium dzisiejszej Ukrainy; podobno nawet w Federacji Rosyjskiej jest ich tylu, że możnaby dla nich wykroić państwo nie mniej liczne niż dzisiejsza Finlandia. Może się okazać, że jest tylko kwestią czasu aby tak się stało, gdy Ukraińcy stworzą państwo sprwniejsze i bardziej "ludzkie" niż imperialna, agresywna Rosja, wciąż posyłająca swoich synów na jakieś, kompletnie bezsensowne, fronty...


Komentarze
Pokaż komentarze