Oglądając dzisiaj pogrzeb "towarzysza generała", w dwóch odsłonach, kościelnej i cmentarnej, uświadomiłem sobie, że w moim Kraju istnieje potężna Partia Zdrady, w której istnieje polski Baldur von Schirah wychwalający swego zmarłego "wodza" i wzywający do walki i jego dobre imię, i ze jest wielu takich, raczej siwowłosych, którzy, mimo ubytków fizycznych i psychicznych, są gotowi podjąć to wezwanie i wyzwanie. No bo on, ten wódz, ich uratował i dobrze urządził, nawet w sytuacji, gdy protektorzy już sobie czasowo odpuścili opiekę nad swoimi podwładnymi i sojusznikami...
Uświadomiłem sobie też, że nie jest to zjawisko koniunkturalne ale wręcz własnie "Kultura Zdrady i Zaprzaństwa", sięgająca swoimi korzeniami hen, w XVII wiek, czasy Szwedzkiego Potopu - tak wyraziście opisane przez genialnego H.Sienkiewicza - gdy nie tylko pojawiła się powszechna zdrada, ale także skuteczne formy jej racjonalizacji, tzn. uzasadnienia i usprawiedliwienia. Drugim aktem takiej zdrady była Konfederacja Targowicka, zawiązana, oczywiście, przez "polskich patriotów", dla Dobra Polski, i pod protekcją władczyni sąsiedniego Mocarstwa, które tylko "przyłaczyło" sąsiednie państwo do siebie, zresztą - dla jego dobra...
I własnie odchodza z tego świata jeszcze żywi uczestnicy kolejnego takiego aktu, który rozpoczął się wraz z wybuchem II Wojny Światowej, a swoje ideologiczne korzenie miał już w II Rzeczpospolitej, w takiej zdradzieckiej formacji, która nazywała się KPP, a potem PPR i PZPR, i która w szczycie zgarnęła pod swoje skrzydła ok. 3 mln. Polskich Moskali-Sowietów, a wraz ze swoimi "młodzieżówkami", ho, ho, moze i 7-8 mln. "postępowych Polaków", wiernych "ojczyźnie proletariatu", choc z lubością do niego, tzn.krajowego proletariatu, sezonowo strzelających...
Dzisiaj, na Powązkach, na pogrzebie ich Mojżesza, widziałem ich rzesze; są oni produktem Polskiej Kultury Zdrady i Zaprzaństwa; nie ma takiej formacji ani w Rosji, ani w Niemczech, ani we Wielkiej Brytanii...
Chyba że się mylę?
Polska Kultura Zdrady i Zaprzaństwa ukształtowała całą formację "medialnych adwokatów złej, zdradzieckiej sprawy". Gdy słucham ich publicznych wystapień, przy okazji "oswajania Tragedii Smoleńskiej" lub ostatniego pogrzebu generała, przy którym margrabia Wielopolski był "małym pikusiem" - to zapytuję siebie:
Jaka kultura. jaki system edukacyjny, jacy nauczyciele ukształtowali tych "adwokatów złej, zdradzieckiej sprawy"?
Są przecież kultury i państwa, także europejskie, w których Zdrada - u nas często nawet nie wymieniana z nazwy - jest traktowana jako najcięższe przestepstwo!
A "krąg zdrajców" w Piekle Dantego jest najgłębszym i najstraszniejszym Kręgiem!


Komentarze
Pokaż komentarze (6)