Tak, proszę Państwa, te własnie fakty przypomniały mi się, gdy słuchałem tzw. konferencji prasowej premiera (wciąż!) Tuska. Aby dowiedzieć sie prawdy o tym, co się dzieje w moim Kraju, ktoś musi uciec "na Zachód" (tak, jak Światło), przemycić określone dokumenty jakiejś instytucji (tak, jak było w przypadku "Czarnej Księgi") lub też podłożyć "pluskwę" (czy inny mikrofon) pod stół - dobrze zastawiony - przy którym zasiedli ważni, "niezależni" urzędnicy III RP, aby nawiązać "owocną współpracę"...
Jedyna istotna róznica pomiędzy tamtymi, historycznymi wydarzeniami sprzed dziesiątków lat, a tym, co się dzieje dzisiaj, że zaistniała możliwość opublikowania waznych, demaskatorskich dokumentów już nie za granicą ale w PRL-bis; po wczorajszej akcji prokuratorsko-policyjno-agenturalnej w redakcji tygodnika "Wprost" nie jest już takie oczywiste, że dalej będzie to możliwe. Premier tego państwa, które śmiało nawiązuje do "tradycji" PRL, apeluje do dziennikarzy aby szukali winnych tych "obrzydliwych" praktyk, zmierzających do upowszechniania prawdy...
No, Panie i Panowie redaktorzy - czy nie czas na tworzenie "drugiego obiegu"?!


Komentarze
Pokaż komentarze (1)