Kampania wyborcza w wydaniu czarnego "pijaru" wiesza psy na tym co było, biała próbuje naświetlić co będzie. Dzięki wprost zaskakującemu zaawansowaniu specjalistów od kampanii, niektórym udaje się łączyć te dwie trudne sztuki w jednym zdaniu: było źle, będzie dobrze. Wszystko pięknie, bowiem do wielu ludzi to przemawia.
Każdy jednak do kogo ta taktyka przemówiła, może zadać pewne kłopotliwe dla autorów tejże strategii pytania. Skoro spot mówi o tym, że tylu, a tylu mieszkańców naszego kraju, w odpowiedzi na beznadziejność sytuacji wyemigrowało, to niech ja nawet zagłosuję na tych co chcą to naprawić i cud gospodarczy (należący nam się) tu wyczarować. Nawet człowiek wierzący w cuda, zadać sobie może pytanie, ile czasu będzie potrzebował cudotwórca by stała się światłość. Dla wyborcy kolejne dwa lata, mogą jawić się jako zbyt długi czas, więc racjonalnym zachowaniem będzie zapewne, zagłosować na cudotwórców i poczekać na cud na emigracji, gdzie cud nieswój już jest.
Pal licho jeszcze, gdy człowiek cud ów, przyjmie za swoistą obietnicę i nie zacznie się zastanawiać jak, tylko właśnie kiedy. Gorzej jak zacznie zastanawiać się, nad mechanizmem cudotwórstwa. Nie daj Boże, jak jeszcze jest kształcącym się, albo w rzeczywiście niesprzyjającej sytuacji - wykształconym ekonomistą. Pytania postawione dalej, mogą w istocie pogrążyć cudotwórstwo i skierować głosy do partii których elektorat licząc na cuda nie głosuje, a... modli się. Tym ludziom jednakże, do tego żadna partia potrzebna nie jest, zagłosują na obietnice zagnieżdżone w ziemskich realiach.
Jeśli jednak, ktoś wbrew mediom, narażając się na powszechny ostracyzm, nie oddałby głosu na cud gospodarczy, a nie emigrował jeszcze bo może nie uważa, aby było fatalnie i tragicznie, to chyba wiele logiki będzie w pozostaniu na miejscu?


Komentarze
Pokaż komentarze