288 obserwujących
1335 notek
4218k odsłon
3757 odsłon

Foliarze, koronasceptycy i walka z obostrzeniami

Wykop Skomentuj117

W obliczu drugiej fali pandemii rząd stanął przed bardzo trudnymi decyzjami. Nie wszystkim się one podobają, lecz jedno jest pewne – w obliczu tak gwałtownego przyrostu infekcji oraz zgonów restrykcje musiały wrócić, nawet jeśli zaburzają nasze życie.

Obowiązkowe maseczki w przestrzeni publicznej, ograniczenie działalności lokali gastronomicznych do godz. 21 i zamknięcie siłowni, klubów fitness i basenów, praktycznie zakaz organizacji wesel – to najbardziej uciążliwe obostrzenia miękkiego lockdownu. 

Koronasceptyk mądry po szkodzie 

Mówimy „miękkiego lockdownu”, wiosną bowiem do katalogu tych ograniczeń – choć na imprezy weselne zezwolono – doszły zamknięte lotniska, a na powracających z zagranicy czekała dwutygodniowa kwarantanna. Obostrzenia są związane ze wzrostem zakażeń koronawirusem, których epidemiolodzy spodziewali się w jesiennym sezonie grypowym. Wzrost chorób zakaźnych sprzyja rozprzestrzenianiu się COVID-19. Wirusowi sprzyja również znaczące obniżenie temperatury na zewnątrz, co przekłada się na większą liczbę zakażeń. Wprowadzenie obostrzeń na ogół krytykują przedstawiciele branż mocno doświadczonych ograniczeniami, ale nie tylko.  

Widoczna jest histeria foliarzy, czyli wyznawców najbardziej absurdalnych teorii spiskowych, pojawiają się też głosy rozsądnych recenzentów rządowych przepisów, choć czasami wydaje się, że czepiają się oni do każdego rozporządzenia, sprowadzając je do poziomu absurdu i nierzadko wykazując brak empatii. W każdym razie jest to grupa najmniej liczna, przynajmniej jeśli wziąć pod uwagę poziom dyskusji w sieci.  

Najbardziej groźni są natomiast negacjoniści – według badania portalu Ciekaweliczby.pl, przeprowadzonego w październiku, już prawie co piąty Polak nie wierzy w pandemię koronawirusa – aż 17 proc. Zatrważa też fakt, że największa grupa koronasceptyków obejmuje młode pokolenie, w wieku od 18 do 34 lat, bo blisko 1/3. W parze z tym idą zachowania, które możemy dostrzec na ulicach i w rozmowach.

Wielu młodych, kolokwialnie rzecz ujmując, ma gdzieś zarazę i los schorowanych ludzi. „Kto jest słabszy, ten straci życie, bo na coś i tak trzeba umrzeć” – słyszymy. Albo i równie genialne pytanie, od którego zawsze zaczyna się dyskusja z wyznawcami spisku: „Czy ktoś w Twojej rodzinie zachorował? Zmarł? Skąd wiesz, że pandemia istnieje?”. Otóż w mojej rodzinie akurat ktoś zachorował, ale z racji wieku przebieg choroby postępuje łagodnie. Nieco inaczej czuje się znajoma lekarka, która jest w sile wieku, ledwo po 30, a nie może od kilku dni trafić do łazienki bez ogromnego bólu.  

Koronawirus to nie grypa 

Miałkość argumentów przeciwników robienia czegokolwiek, by chociaż próbować zwalczyć pandemię, doskonale obrazuje mem z Titanikiem. Na tonącym statku trwa dyskusja nieprzejednanych podróżujących, którzy odgrażają się, że założenie kapoka godzi w ich wolność i prawa, pada fraza o podstawie prawnej, z której wynika obowiązek ewakuacji. Najbardziej zabawne są zdania: „To spisek lobby łodzi ratunkowych” oraz „Nie mogę nosić kamizelki z powodów zdrowotnych”, które padają tuż przed zatonięciem statku.

Wypisz wymaluj ogólnonarodowa dyskusja o koronawirusie: spisku światowych mocarstw, bajeczce mającej na celu wprowadzenie na świecie reżimu, nośniku chipów i wirusie wręcz współpracującym z siecią 5G. Jeśli foliarze przekonują innych bombardowanymi fejkami w sieci, organizują protesty antymaseczkowe, o których rozpisują się niemal wszystkie media, a często ich tezy popierają w debacie publicznej posłowie Konfederacji, to trudno się dziwić wzrastającej fali nieodpowiedzialności.

Co za tym idzie, destrukcyjne społecznie zachowania wpływają niestety na wzrost zakażeń. Wielu traci czujność, uważa, że przejdzie koronawirusa bezobjawowo lub bardzo łagodnie. Mimo codziennych statystyk Ministerstwa Zdrowia, które jasno wskazują na zgony również bez chorób towarzyszących, utarła się bardzo niebezpieczna opinia: na sam COVID-19 nikt nie umiera. A to oczywiste kłamstwo.

Rozsądni krytycy rządowych pomysłów wskazują na niekonsekwencję podejmowanych działań i ogłaszanie nowych obostrzeń tuż przed ich wprowadzeniem. Skoro można pójść do kościoła i obowiązują tam limity odległości w zależności od koloru strefy, dlaczego nie zastosować tego samego wobec siłowni i basenów? – pytają. O ile potrafię zrozumieć właścicieli salonów i pracowników branży fitness, którzy mogą stracić zatrudnienie, o tyle zwykli ćwiczący posługują się według mnie egoistyczną nowomową. Piszą rozpaczliwe teksty, zdarza się, że wręcz opłakują zamknięcie ulubionego miejsca. Tak jakby ktoś się specjalnie uwziął, a pandemia była bajką z mchu i paproci. Nie należę do zwolenników zamykania siłowni – wszak o aktywność fizyczną należy dbać, ale jasne jest dla mnie, dlaczego rząd na próbę zamyka miejsce, z którego korzystają najczęściej bezobjawowi nosiciele wirusa.

Wykop Skomentuj117
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Rozmaitości