293 obserwujących
1356 notek
4295k odsłon
  5126   6

Prof. Nowak: Rosja ma głęboko zakorzenione w historii terror i cierpienie

W Rosji to zjawisko jak najbardziej rzeczywiste: usprawiedliwia się wojnę i cierpienie, jeśli są prowadzone w słusznej sprawie. Wtedy ofiary padające po drugiej stronie uznaje się za „naturalne”. Akceptację Rosjan do przemocy wzmacnia przekaz zakorzeniony od dawna w historii. Bo jeżeli „nasza władza” ma prawo zabijać nas, to dlaczego nie ma unicestwiać obcych? To swoisty fenomen – mówi prof. Andrzej Nowak w rozmowie dla "Nowego Państwa".

Z czym Panu Profesorowi kojarzy się Rosja? Gdy słyszy Pan nazwę tego państwa, podróżował Pan na Wschód, jakie pierwsze skojarzenie przychodzi na myśl?

Mam dwa różne, a jednocześnie mające wspólną podstawę skojarzenia: jedno to Iwan Groźny i Józef Stalin, a drugie – Aleksander Puszkin i Dmitrij Szostakowicz. Dlaczego łączę sfery imperialnej polityki i kultury? Otóż wspólnym mianownikiem jest imperium i siła, służące wielkości miłośnikom rosyjskiego imperium. A wielkość jest uzasadniona dzięki temu, że chroni, propaguje i sprawia, że cały świat podziwia kulturę. Dlatego ci, którzy wydają się symbolami tego, co najpiękniejsze w kulturze rosyjskiej, sławią w swoich utworach najgorsze cechy rosyjskiego imperializmu.

Jakie to cechy?

„Borys Godunow”, ten zapewne najsłynniejszy dramat Puszkina, rozprawa o władzy carskiej i zagrożeniu interwencją ze strony Polaków na początku XVII wieku. To pełne usprawiedliwienie całkowitej rozprawy z wrogimi interwentami. W utworze dostrzeżemy wizję spisku jezuicko-polskiego, który czyha na wielkość Rosji, czyli podstawę światowej kariery Puszkina. Drugą ważną częścią spuścizny puszkinowskiej będzie zestaw wierszy, napisanych w czasie powstania listopadowego. Antypolska trylogia wzywa nie tylko do brutalnego stłumienia Polaków, lecz jest także wyznacznikiem do ideologii wiecznej wojny Rosji z Zachodem. Ciągle przewija się ten motyw pretensji oświeconego Rosjanina, który zastanawia się, dlaczego świat zachodni nie docenia imperium, a popiera tych, którzy się buntują przeciw mocarstwu. To pretensja oświeconej Rosji, niemogącej zrozumieć, że ktoś z zewnątrz może wyrażać poparcie dla tych, których Rosja depcze, unicestwia. Wreszcie, Szostakowicz – mamy do czynienia z kompozytorem o pochodzeniu wskazującym na istotę imperium rosyjskiego. Jego pradziadek był polskim powstańcem, dziadek zachowywał polskie korzenie – dopiero po zsyłce na Syberię wrósł w tamtejszą historię i w wielowiekową tradycję represji. Stopniowo dziadek Szostakowicza uległ asymilacji do rosyjskości. Pamiętajmy, iż nie wszyscy pozostawali bohaterami do końca życia, walczącymi z rosyjskim imperium, niektórzy stali się Rosjanami. I to był ten przypadek części Szostakowiczów. Kompozytor w swoich utworach sławił wręcz terror i przemoc za czasów Józefa Stalina. Szostakowicz bał się mu przeciwstawić, dlatego pisał koszmarne pieśni i opiewał rewolucję, Lenina. Okazał się sługą totalitarnego reżimu, choć na Zachodzie postrzegano go jako prześladowanego twórcę. On i Puszkin wyrażają ten sam fenomen: Rosja to wielkie imperium, którego kultura i wielkość splecione są razem w syndromie przemocy. Dlatego należy usprawiedliwiać zadawane cierpienie i ofiary, które zostały poniesione, zwłaszcza jeśli byli nimi obcy, spoza Rosji.

Rosja łączy się z cierpieniem, które sprawia od wieków. To państwo od zarania nastawione jest na podbój, zniszczenie i terror zarówno wrogów wewnętrznych, jak i zewnętrznych. Zgodzi się Pan Profesor z taką tezą?

To nie jest oryginalne stwierdzenie, należy wziąć pod uwagę też różne zastrzeżenia. Przypomnę jednak, że taką koncepcję sformułował słynny antropolog Władimir Boczarow w książce pt. „Antropologia przemocy”, wydanej kilkanaście lat temu. Rosjanin zauważył, że obok europejskiego stosunku do przemocy, gdzie wobec własnych obywateli jest nieakceptowana – wszak wobec obcych wszędzie stała się akceptowalna, a podboje nie są wynalazkiem Rosji – to uznanie prawa do terroru wobec własnych poddanych wydaje się czymś zupełnie niespotykanym. Boczarow porównuje to do azjatyckiej antropologii przemocy. W Rosji to po prostu zjawisko jak najbardziej rzeczywiste: usprawiedliwia się wojnę i cierpienie, jeśli są prowadzone w słusznej sprawie. Wtedy ofiary padające po drugiej stronie uznaje się za „naturalne”.

Przemoc i cierpienie są usprawiedliwiane od zarania kultury rosyjskiej. Akceptację Rosjan do przemocy wzmacnia przekaz zakorzeniony od dawna w historii. Bo jeżeli „nasza władza” ma prawo zabijać nas, to dlaczego ma nie unicestwiać obcych? To swoisty fenomen, który można przeanalizować na różnych etapach historii Rosji. Poczynając od Rusi Kijowskiej, czyli państwa utworzonego przez Waregów w IX wieku na wschodnich rubieżach Słowiańszczyzny. Wówczas pojawił się szczególny układ między władzą a społeczeństwem, gdyż poddani są ludem podbitym.

Symbolem tego słowa w rosyjskim języku jest „knut” o pochodzeniu skandynawskim – knutem traktuje się własną ludność. Od momentu przyjęcia chrześcijaństwa na Rusi w 986 roku to podejście jest wyraźnie łagodzone, ale obcość władzy wobec poddanych i możliwość zadawania im cierpienia – to charakterystyczny rys tamtych dziejów. Ten czynnik wzmacnia się bez porównania bardziej po dwuipółwiekowej okupacji mongolskiej na ziemiach, które staną się kolebką Rosji. Niewola trwała tam 250 lat, zatem dwa razy dłużej niż w Rzeczypospolitej. Panowanie mongolskie odzwierciedla język rosyjski, poniekąd też polski: kałdany (kajdany), dyby (drewniane pęta) – więc symbole terroru wobec podbitej ludności, bezwzględnie wyzyskiwanej.

Lubię to! Skomentuj15 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka