Państwo zdało egzamin, współpraca z Rosjanami układa się świetnie, choć są trudności, na katastrofie smoleńskiej zbija się polityczny kapitał - to najważniejsze frazy, jakie padają z ust władzy na temat największej w historii powojennej Polski tragedii. Nagle przychodzi zmierzyć się z brutalną rzeczywistością i wszyscy są zaskoczeni, jak premier, szusujący na Dolomitach. Tak było z konferencjami MAK i specjalistów postsowieckich, tak też z przesyłaniem dowodów, tak w końcu z ekshumacją ciała śp. Wassermanna i z podpalonym dowodem śp. Merty.
Oczywiście, dla Kuczyńsko-Liso-Żakowsko-Wołkowych-Olejników to nic strasznego. "Nasz Dziennik" napisał, że są różnice w kształcie dowodu osobistego ofiary w porównaniu z tym, co wdowa otrzymała z Moskwy, widoczne ślady podpalenia dokumentu, ale pewnie rzecz sama się zepsuła. Albo ujadająca, pisowska wdowa go podpaliła. Ważniejsze są debaty o debatach, to dlaczego Hofman powiedział nieładnie o PSL, choć porównać jego słowa można do tych, wypowiedzianych przez...Tuska dwie dekady temu.
Już widzę, jak to polityk rosyjski z pierwszego garnituru, wywodzący się akurat z tamtejszych służb specjalnych, rozbija się w Polsce, a nasi lekarze czy wojskowi fałszują dokumentację medyczną ofiar i podpalają dowody tożsamości. Tak samo zresztą potraktowano wrak. Jedynym sposobem grupyKuczyńsko-Liso-Żakowsko-Wołkowych-Olejników na to, by pozostał błogi spokój, jest zachowanie milczenia. Choć nawet odzywa się prokuratura wojskowa. Problemów nie da się zamieść pod dywan, nawet tą bezczelną obojętnością.
Komentarze
Pokaż komentarze (55)