"Fakty TVN" dowiedziały się, że Jarosław Gowin miałby objąć tekę ministra sprawiedliwości i klamka już zapadła. Byłby to bardzo ryzykowny, a z drugiej strony - kuriozalny krok ze strony Donalda Tuska. Rzadko zdarza się, by za kwestie szeroko pojętego aparatu sprawiedliwości odpowiadał ktoś bez wykształcenia prawniczego. Już po nominacji Czumy kilka lat temu przetoczyła się burza, bowiem polityk PO był od 40 lat poza zawodem. Teraz tekę ministra po Krzysztofie Kwiatkowskim obejmie...doktor filozofii.
Dużym ułatwieniem dla Gowina jest rozdzielenie instytucji prokuratora generalnego od ministra sprawiedliwości. Jeśli jednak Tusk szukał dla niego jakiegoś miejsca w rządzie, by dowartościować pozycję konserwatysty PO, mógł znaleźć inne miejsce, choćby w KPRM. Ministerstwo Sprawiedliwości jest jednym z kluczowych w państwie. Choćby dla zachowania powagi tego resortu, którego szef będzie komentował różne sprawy z punktu widzenia prawa, kierować nim powinien prawnik.
Tusk może pójść dalej i Joannę Muchę, dla której - według przecieków - szuka stanowiska w przyszłym rządzie, mianować ministrem w MON. Ostatnio zarządzał tam psychiatra, Ewa Kopacz została marszałkiem Sejmu bo jest lojalną wobec premiera kobietą, tak nie ma przeciwskazań, by doktor nauk ekonomicznych zarządzał wojskiem.



Komentarze
Pokaż komentarze (56)