W ubiegłym roku, jak pamiętamy, odbyły się wybory samorządowe. W niektórych miastach przyniosły one zmiany na lepsze, w innych na gorsze. Do tych pierwszych bez wątpienia można zaliczyć miasto Mysłowice.
Miasto jak miasto, w sumie ani lepsze, ani gorsze niż pozostałe w regionie wyróżniało się przede wszystkim osobą swojego (teraz eks) prezydenta, pana Grzegorza O. Pan Grzegorz O. był znaną ikoną śląskiego ruchu EMO, o sile którego niech dobitnie poświadczy nam fakt, że na pierwszą kadencję pan O. został wybrany po widowiskowym pchnięciu się nożem. Fani i fanki Tokyo Hotel masowo ruszyli do urn, upatrując w nim swojego człowieka i udało się. W okolicach wyborów 2010 roku pan O. również postanowił wypróbować swój niezawodny trick, tym razem potrącił się autem. Niestety, nie wyczuł mądrości etapu. Fani EMO zdążyli w międzyczasie przedziergnąć się w wielbicieli Justina Biebera, czego pan O. nie zauważył. W przeciwnym razie wystarałby się o kilka słit-foci z Usherem albo przynajmniej bieberową czuprynkę.
Ale mniejsza o to. Jego następca, zasiadłszy na tronie przeraził się bizantyjskim rozrostem administracji i pensjami "fachowców" z miejskich spółek i zapowiedział ostre cięcia, o czym pisze onet:
biznes.onet.pl/prezydent-myslowic-odchudza-urzad,18490,4111044,1,prasa-detal
Opisana w artykule sytuacja ma miejsce praktycznie w każdym samorządzie w Polsce, oczywiście, stosownie do skali. Urzędy są przeludnione i podejrzewam, że jak facet usunie połowę swoich podwładnych, mieszkańcy nie odczują żadnegopogorszenia jeśli chodzi o tak zwane "usługi publiczne". Podejrzewam, że wśród młodzieży akademickiej, która kończy studia z nadzieją znalezienia "jakieś pracy w urzędzie" może pojawić się pewna nerwowość.
Ale urzędy to pikuś w porównaniu z instytucją spółek miejskich, takich jak MPGK czy Wod-Kany, będące prawdziwą i absolutnie bezpieczną (do wyborów) przechowalnią kolesi, plecaków i spadochroniarzy. Monopolistyczne firmy z przerostem zatrudnienia "oczywiście" wymagają najwyższego lotu fachowców na stanowiskach prezesów, oczywiście stosownie opłacanych. Gdzie nie spojrzeć, tam zawsze człowiek się natknie na kilka elementów: spółką zarządza najczęściej osobnik bez stosownego wykształcenia (które w gruncie rzeczy jest mało ważne) czy kwalifikacji, kasujący naprawdę ciężkie pieniądze za podejmowanie decyzji o podniesieniu ceny wody w kranie albo wywozu śmieci (jako monopolista, nie musi się niczym innym martwić). I gdzie nie spojrzeć po stanowiskach kierowniczych, wszędzie dobiera się ludzi wg klucza znajomy Królika/reszta świata. A gdy zmienia się Królik, lecą głowy naczelników, co można zaobserwować wszędzie tam, gdzie wybory 2010 przyniosły zmianę.
Czy w Mysłowicach będzie lepiej ? Cóż, w końcu nowemu prezydetnowi i tak wyrosną królicze uszy. Ale jeśli uda mu się zlikwidować 1/3 synekur i stołków, to i tak będzie lepiej.



Komentarze
Pokaż komentarze (2)