wujcio Stefan wujcio Stefan
454
BLOG

Robin Hood, dodatek drożyźniany i dwie ręce Państwa

wujcio Stefan wujcio Stefan Gospodarka Obserwuj notkę 17

Pośród ludu pracującego miast i wsi naszego pięknego kraju istnieje obiegowa opinia, jakoby Państwo Polskie działało niczym mityczny Robin Hood: zabierało bogatym i rozdawało biednym. Czasem znajduje to upust na trybunie sejmowej, kiedy np. taki poseł Błaszczak z PiS proponuje "zapomogę drożyźnianą" dla ludzi. Wskutek wzrostu cen gorzej sytuowani obywatele mieliby dostawać jednorazowo jakieś 500 zł z budżetu. 

Wielu wyborców chętnie przyklasnęłoby temu projektowi. Wszak Państwo w opinii wielu ludzi to taka dojna krowa, którą wystarczy chwycić śmiało za wymię i trochę potarmosić, a poleci sama śmietanka. Jest w tym coś z prawdy: wiele grup społecznych od lat spija tą śmietankę i nie widzi w tym niczego złego. Tymczasem Państwo samo w sobie nie posiada nawet grosza, którego nie odebrałoby wcześniej podatnikom. W skrócie składa się ono z dwóch rąk i gęby. Niestety, większość widzi tylko tą prawą rękę, która daje. Tymczasem jest też lewa, która wpierw zabiera i gęba, która połowę z tego połknie, nim podaruje komuś zrabowane dobro ręką prawą.

No dobrze, ktoś powie. Zabiera, i co z tego ? Niech zabiera bogatym !

I tu pojawia się problem, bowiem, o czym mało kto wie, podatki płacą przede wszystkim biedni. Bogatego stać na wizytę u doradcy podatkowego, który mu "zoptymalizuje" to i owo, doradzi jakąś subtelną lewiznę. Dogada się on z naczelnikiem skarbówki, w razie czego przyjmie obywatelstwo Kajmanów, otworzy konto na Cyprze. Dotyczy to nie tylko magnatów, ale i zwykłych posesjonatów czyli szlachtę średnią: chociaż obywatelstwo Pitcairn jest poza ich zasięgiem, zawsze warto udać się do pani Gabrysi (księgowa z 40 letnim stażem), która doradzi jakiś chytry trick w stylu ryczałtu albo jakiejś pomniejszej lipy z zatrudnianiem studentów/słupów, by wyszedł on choć w części na swoje.

Tymczasem większość ludzi raczej ciężko wiąże koniec z końcem. Na wizytę u pana mecenasa nie jest ich stać w ogóle, a u pani Gabrysi też nie zawsze. Zresztą z takimi sprawami trzeba po prostu wiedzieć, gdzie szukać. Albo wiedzieć, że w ogóle można szukać, a polskie ustawy podatkowe odstręczają od szukania. Na pierwszej stronie powinny mieć bowiem umieszczone ostrzeżenie z Ministerstwa Zdrowia o szkodliwości (od MON od biedy mogłoby  być, wszak tam króluje psychiatra). Więc płaci człowiek ten swój PIT, VAT, ZUS, NFZ, akcyzę i inne ustrojstwo, wzamian za to państwo da mu 500 zł jałmużny i wybuduje żłobek, gdzie za ciężkie pieniądze będzie mógł umieścić swoje dziecko, którym nie może się zająć żona, bo nie stać byłoby ich na te cholerne daniny dla Państwa.

Przytaczając legendę o Robin Hoodzie zapomina się o jednym.

Robin Hood rabował przede wszystkim Szeryfa z Nottingham, funkcjonariusza władz publicznych. Czyli, było nie było, rabował państwo z publicznych pieniędzy i rozdawał z powrotem podatnikom. Dlatego rozprawianie o państwie jako o Robin Hoodzie jest co najmniej zabawne.

Lubię rano zaparzyć sobie kubek obrzydliwej kawy, poprzeglądać wiadomości z mainstreamowych serwisów informacyjnych i potłumaczyć z orwellowskiego na nasze. Ostatnio coraz częściej gram na basie. Moja strona jest warta2,73 Mln zł

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (17)

Inne tematy w dziale Gospodarka