Kiedy w 1655 roku szwedzkie wojska zalały Rzeczpospolitą, polscy kronikarze zapisali to jako klęskę militarną. Jako najazd. Jako potop. Ale co, jeśli za tym najazdem stało coś znacznie większego niż ambicje dynastyczne Karola X Gustawa? Co, jeśli Potop Szwedzki był zaledwie zbrojnym ramieniem ogólnoeuropejskiej operacji, której celem było wymazanie katolickiego mocarstwa z mapy kontynentu — raz na zawsze?
To nie jest pytanie retoryczne. To pytanie, na które przez wieki nikt nie chciał udzielić pełnej odpowiedzi.
Historia, którą znamy ze szkolnych podręczników, ma swoje białe plamy. Nie przypadkowe — starannie zamalowane. Reformacja w europejskich narracjach funkcjonuje niemal wyłącznie jako ruch duchowej odnowy, wyzwolenia człowieka spod jarzma Kościoła, jako triumf wolności sumienia. Tymczasem za tą piękną opowieścią kryje się inna historia — o przemocy, rabunku, niewolnictwie i rewolucji, która zmierzała do obalenia starego porządku nie tylko religijnego, ale i politycznego.
Weźmy husytów. W powszechnej świadomości to bohaterowie czeskiej walki o wolność religijną. Ale husyckie „wyprawy” przez polskie i śląskie ziemie w pierwszej połowie XV wieku to była przede wszystkim fala mordów, grabieży i pożogi, okryta płaszczem teologii. To z tego nurtu — jak twierdzi Grzegorz Braun w swojej głośnej publikacji 'Zakazana historia Polski. Od Jagiellonów do Wazów. Tom II' — wyrosły sekty, które przygotowały grunt pod coś, co dziś nazwalibyśmy rewolucją totalną.
Wśród tych sekt byli Adamici — wspólnota, która w imię powrotu do rajskiej niewinności odrzucała ubrania, własność prywatną i tradycyjną rodzinę. Pierwsi nadzy komuniści — jak ich określa Braun — którzy w swoim radykalizmie antycypowali o wieki późniejsze utopie kolektywistyczne. Śmieszne? Może. Ale to właśnie z takich eksperymentów wyrastały ideologie, które w XX wieku kosztowały ludzkość dziesiątki milionów istnień.
Książkę „Zakazana historia Polski. Od Jagiellonów do Wazów. Tom II” zamówisz w księgarni → Zamów teraz.
Jednak najbardziej wstrząsający wątek tej historii dotyczy tworu, który powstał za przyzwoleniem — a może i z inicjatywy — polskiego króla. Zygmunt Stary, zwany przez potomnych Wielkim, przez Brauna nazywany jest „Starym Leniem”, a jego decyzja o sekularyzacji zakonu krzyżackiego w 1525 roku przedstawiana jest jako jeden z najbardziej zgubnych aktów w dziejach polskiej polityki. W jej wyniku powstały świeckie, protestanckie Prusy Albrechta Hohenzollerna — lenno Korony Polskiej, które z czasem stało się jej śmiertelnym wrogiem.
Braun stawia tezę radykalną: to było pierwsze totalitarne państwo nowożytnej Europy. Państwo, w którym Kościół stał się narzędziem władzy absolutnej, w którym zlikwidowano niezależne instytucje, a poddani zostali związani z ziemią w sposób, który przywrócił faktyczne niewolnictwo. I to wszystko pod sztandarem ewangelicznej wolności.
Reformacja na wschód od Renu miała bowiem swoje specyficzne oblicze. O ile na zachodzie mogła kojarzyć się z wyzwoleniem mieszczaństwa, o tyle na ziemiach środkowoeuropejskich oznaczała często umocnienie władzy książąt kosztem zarówno Kościoła, jak i chłopów. Lichwa, wcześniej zakazana przez prawo kanoniczne, zyskała teologiczne uzasadnienie. Wielka własność ziemska skoncentrowała się w rękach protestanckich magnatów kosztem sekularyzowanego majątku kościelnego. A zwykli ludzie stali się własnością nowych panów.
I właśnie w tym kontekście należy czytać Konfederację Warszawską z 1573 roku — akt, który polskie podręczniki przedstawiają jako dowód wyjątkowej tolerancji Rzeczypospolitej, jako powód do narodowej dumy. Braun proponuje inne odczytanie: to był akt abolicji dla protestanckich rabusiów. Legalizacja grabieży kościelnego mienia, które przez poprzednie dziesięciolecia przechodziło w ręce szlacheckiej reformacji. Tolerancja tak — ale tolerancja dla tych, którzy złamali prawo i potrzebowali gwarancji, że nikt im tego nie wytknie.
Książkę „Zakazana historia Polski. Od Jagiellonów do Wazów. Tom II” zamówisz w księgarni → Zamów teraz.
Ale najtrudniejszy do przełknięcia jest dokument, o którym oficjalna historiografia milczy głucho. Korespondencja Olivera Cromwella — purytańskiego dyktatora Anglii, człowieka, który ściął własnego króla — z Bohdanem Chmielnickim, kozackim przywódcą powstania, które dosłownie rozerwało Rzeczpospolitą od środka.
Cromwell nazywał Chmielnickiego 'nadzieją chrześcijaństwa'. Ale jakiego chrześcijaństwa? Nadzieją na co? Na obalenie katolickiego tronu Rzeczypospolitej — odpowiada Braun. Na rozbicie mocarstwa, które pozostawało główną siłą katolicyzmu w tej części Europy. Anglicy, Szwedzi, kozaccy rebelianci, brandenburski elektor — wszystkie te siły działały w tym samym czasie, każda we własnym interesie, ale wszystkie uderzały w ten sam cel.
Czy to przypadek? Czy to koincydencja dziejowa?
A może warto zapytać: kto to finansował?
To pytanie, które w popularnej historiografii niemal nie pada. Rewolucje kosztują. Armie kosztują. Propaganda kosztuje. Kto płacił szwedzkim generałom? Kto wyposażał kozackie pułki? Kto drukował kalwińskie pamflety rozsiewane po polskiej szlachcie? Historia finansowania wielkich europejskich rewolucji religijnych XVI i XVII wieku pozostaje jednym z najbardziej niedoświetlonych obszarów badań — i nieprzypadkowo.
Grzegorz Braun, poseł i publicysta znany z kontrowersyjnych tez i bezkompromisowej polemiki z historycznym mainstreamem, w swoim 'Tomie II' próbuje te nitki powiązać w całość. Efektem jest narracja, która dla jednych będzie objawieniem, dla innych — prowokacją. Ale jedno jest pewne: stawia pytania, na które akademicka historia odpowiada zbyt rzadko i zbyt cicho.
Książkę „Zakazana historia Polski. Od Jagiellonów do Wazów. Tom II” zamówisz w księgarni → Zamów teraz.
Potop Szwedzki w tej optyce przestaje być zwykłą wojną. Staje się kulminacją procesu trwającego ponad stulecie — systematycznego osłabiania, izolowania i w końcu zbrojnego ataku na państwo, które wybrało inną drogę niż reszta protestanckiej Europy. Kraj, który zamiast pójść za reformacją, pozostał przy Rzymie. Kraj, który zamiast scentralizować władzę, rozbudował parlamentaryzm. Kraj, który był zbyt duży, zbyt silny i zbyt niezależny, żeby pozostawić go w spokoju.
I kraj, który ostatecznie nie przetrwał. Rzeczpospolita zniknęła z mapy w 1795 roku. Trzy rozbiory — pruski, rosyjski, austriacki — dokonały tego, czego Potop nie zdołał osiągnąć za jednym zamachem.
Czy to wystarczający powód, żeby wreszcie zadać sobie pytanie, czy historia, którą znamy, jest historią pełną?
A może jest tylko tą jej wersją, która komuś było wygodnie nam opowiedzieć?



Komentarze
Pokaż komentarze (2)