kojotto kojotto
196
BLOG

Gotowanie na ekranie

kojotto kojotto Rozmaitości Obserwuj notkę 2
Kiedyś mówiono o Polsce, że to kraj nauczycieli i lekarzy. Wszyscy wszystkich pouczali albo leczyli. Ale to było kiedyś. Teraz mamy kraj kucharzy. Wszyscy gotują. A już nasi celebryci to dniami i nocami śnią żeby dorwać się do garów. Najlepiej jeszcze przed kamerą. Lubię patrzeć na tych kucharzących celebrytów i celebrytki różnej maści i autoramentu. Wyglądają oni jak Gierek na czynie pierwszomajowym trzymający z obrzydzeniem w dwóch palcach ganc nową łopatę. Celebrytki ubrane w tradycyjny strój kuchenny polskiej gospodyni domowej czyli kiecka od Versace, szpilki od Louboutina. Panowie obowiązkowo z fryzurą typu „piorun piz….ł w szczypiorek” utrwaloną jakiś klajstrem żeby im się nie daj boże te trzy włosy nie przewróciły i w twarzowych fartuszkach. A miny przy tym kucharzeniu mają jakby o suchym pysku wrócili z seksparty dla swingersów. Ale czego się nie robi dla sławy. A sława przekłada się na kasę. Więc skoro moda jest na gotowanie to oni też postanowili gotować. Chociaż jedno co do tej pory samodzielnie ugotowali to woda na herbatę a i to im się ona w czajniku przypaliła. Dobrze, że im przed programem wytłumaczyli czym się różni patelnia od miksera a nóż to się trzyma za tę grubszą część zwaną rączką bo jeszcze jakie nieszczęście by było. A jakie wyszukane dania nam polecają. Niewiadomo jak to jeść i czym. Najlepiej to tylko zrobić sobie z tym zdjęcie, wrzucić je na facebuka a potem spuścić to ohydztwo z wodą w kiblu. Jakby mi coś takiego w domu żona na stole postawiła to od razu łapię talerz i lecę z nim do sądu. Rozwód z winy żony w pięć minut miałbym na bank. Za znęcanie się moralne i próbę otrucia. Tego co polecają sami za żadne skarby do gęby by nie wzięli a jak w programie jest degustacja to zanim łyżkę czy widelec do gęby doniosą to już na ekranie są reklamy. Żeby nie było widać jak po tych swoich specjałach pawie puszczają. Na dodatek każdy z tych celebryckich garkotłuków czuje się w obowiązku napisać książkę kucharską. Przeglądnąłem taką jedną. Aż mnie zatkało z wrażenia. Przepis na jajka na twardo na 3 strony. Usmażeniu jajecznicy poświęcono 6 stron. Gotowanie wody na herbatę to łatwizna, zaledwie półtorej strony. Jak sól to tylko morska, z morza Martwego i to z jego północno-wschodniego brzegu. Bo ta z południowo-zachodniego to już jest be. A jak pieprz to tylko taki-sraki zbierany w trzy dni po pełni. Ale tylko o szóstej nad ranem bo temu z ósmej już aromatu brakuje. Każdy inny jest be. Prostacki, niegodny szlachetnego podniebienia. A jak woda to tylko ta a nie inna i tu mamy „lokowanie produktu”. Czyli my mamy wodę z mózgu a oni kasę. A jak się fachowo rozpisują na temat doboru win. Somelierzy dla ubogich. Sami by na pewno „byczej krwi” od byczych szczyn nie odróżnili bo wychowali się na kwachach i mozgotrzepach. I takie pierdoły wypisane są na 180 stronach kredowego papieru i w kolorze za jedyne 62 złote. Pożytku z tego żadnego ale na półce ładnie wygląda. I chyba tylko do tego służy. Można jeszcze pod nogę od kanapy podłożyć żeby sie nie kiwała. Ale jednego się nauczyłem z tych światowych kuchni. Jak coś mi przy kucharzeniu nie wyjdzie to wcale nie szczypię się. Stawiam dumnie na stole i oznajmiam, że to jest specjał kuchni kantońskiej albo jakiejś innej orientalnej. Im bardziej mi się spieprzyło tym kuchnia jest z odleglejszego kawałka naszego globu. I bractwo wsuwa tego knota, gęby im się wykrzywiają ale rąbią to i chwalą bo nikt nie chce wyjść na prostaka. Bo tylko prostak niebywały w świecie nie zna się na kuchniach tego świata. A oni przecież doskonale się znają. Bywają przecież w świecie. Chwalą się czego i gdzie to oni nie jedli. I wszystko było super. Nie to co nasze o którym w towarzystwie wspominać należy tylko co najwyżej półgębkiem i to z obrzydzeniem. I za cholerę nie przyznają się do tego że najlepiej to im wchodzi schabowy z kapustą, kaszanka z cebulką, a przy żeberkach czy bigosie to leją po nogach z rozkoszy. Ale w towarzystwie to poniżej sushi, kaczki w pięciu smakach i ryżu z Bombaj masalą nie zejdą. To nic, że po takim żarciu trzy dni z kibla nie wychodzą ale szlachectwo zobowiązuje. Bo teraz wychodzi na to, że w Polsce, w dawnych czasach chłopów w ogóle nie było. Sama szlachta. I to herbowa. Jak mawiała moja matula - herbu dwa psy na tarczy, jeden szczeka, drugi warczy.
kojotto
O mnie kojotto

jeszcze nie odmóżdżony

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (2)

Inne tematy w dziale Rozmaitości