Od dłuższego już czasu obracam się prawie wyłącznie na poziomie klasy niższej naszego społeczeństwa czyli wśród tych co uczciwym trudem codziennym zdobywają środki do życia. Chwilowych podskoków do klasy średniej nie biorę pod uwagę jako, że to była tylko wisienka na torcie codzienności. Te podskoki miały za zadanie poprawić moje ego ale tylko wpędziły mnie w kompleksy ukazując bezmiar mojego plebejstwa. Wobec powyższego postanowiłem walnąć od razu z grubej rury czyli przebojem wedrzeć się do klasy wyższej. Ze względu na ograniczone środki finansowe i brak jakichkolwiek zasług na polu sztuki czy rozrywki oraz aparycję ciut zębem czasu nadgryzioną postanowiłem zostać celebrytą. Jako że do tego nie potrzeba ani kasy, ani wyglądu młodego Newmana, ani też wyjątkowej inteligencji czy talentów. Wielu polskich celebrytów płci obojga dobitnie świadczy o tym. Posiadanie przyrodzenie w rozmiarze XXL i kaloryfera na brzuchu w przypadku celebrytów ułatwia znacznie zostanie celebrytą i tu muszę z przykrością stwierdzić, że raczej tych warunków spełnić nie mogę . W przypadku celebrytek posiadanie biustu i pośladków w rozmiarze halloweenowej dyni też znacznie ułatwia sprawę. W razie braku takowych rozmiarów zawsze mogą się panie wspomóc silikonem i botoksem. Wyposażenie w sprawnie działający mózg raczej przeszkadza niż pomaga. No i trzeba jeszcze bywać w odpowiednich miejscach i o odpowiedniej porze żeby celebrytą zostać. Taki celebryta musi też wiedzieć z kim i gdzie może się pokazać. Szarpnąłem się i zakupiłem więc w celach instruktażowych jeden egzemplarz „Życia na (******)” i jeden egzemplarz „ Z życia (******)”.Są to dwa wiodące pisma dostarczające co tydzień aktualnych wieści z życia polskiego "high lifu". Wydałem na to całe 4 złote i 50 groszy. Ale jak się chce spijać miód celebryckiej sławy to nie można żałować kasy. Dzięki wnikliwej lekturze dowiedziałem się nie tylko kto z kim ma przyjemność ale też z kim miał lub będzie miał tę przyjemność. Oprócz tego posiadłem bezcenną wiedzę na temat seksu, usuwania plam z obrusa, pozbywania się tłuszczu z pośladków w trzy dni za jedyne dwieście pięćdziesiąt złotych i zmarszczek z twarzy po stówie od zmarszczki. Dowiedziałem się co się aktualnie nosi. Normalnie na grzbiet bym tego nie założył, bo by mnie wszystkie okoliczne psy obszczekały. Wiem też co się teraz modnie jada. Do gęby bym tego nie wziął. Jakieś tam „chun bing”, „tianmianjiangtia” czy „dim sum” i inne świństwa. Ale jako celebryta to byłbym zmuszony tak się nosić i to świństwo jadać, noblesse oblige. A jakbym chciał poznać co mnie w życiu jeszcze czeka to mam do dyspozycji pięciu dyplomowanych jasnowidzów co mi tę przyszłość przepowiedzą, przez telefon po 4,50 złotego za minutę plus VAT, z kart, fusów, kociej kupy i cholera wie czego jeszcze. Zrobiłem też sobie telefonem umocowanym do kija od szczotki parę wyuzdanych „selfie”. Na przykład ja w samych skarpetkach pod prysznicem. Popłakałem się też nad losem pani Jadzi z Kielc którą to panią pan Józef z Krakowa zrobił w trąbę. Ów pan Józef poznany na wczasach w Ustce deklarował pani Jadzi dozgonną miłość co spowodowało, że pani Jadzia oddała mu się bez reszty i odzienia. Jak się później okazało zgon tej miłości jakoś dziwnie zbiegł się z końcem turnusu. A na dodatek pod adresem jaki jej zostawił celem korespondencyjnej kontynuacji ich znajomości i uzgodnienia wspólnej świetlanej przyszłości mieści się poradnia zdrowia psychicznego a o panu Józefie nikt tam nie słyszał. Przestudiowawszy pierwsze pismo zabrałem się za drugie. A w tym drugim, to samo kropka w kropkę tylko w innej kolejności. Jakbym z pierwszego kartki powyrywał, pomieszał i złożył na nowo do kupy. Tylko nie było już nie pani Jadzi z Kielc a była pani Maria z Sokółki i nie było pana Józef z Krakowa a był pan Władysław z Warszawy. Cała reszta zgadzała się co do joty. I wtedy dotarło do mnie, że w wała chcą mnie zrobić. Kolumnę Zygmunta chcą mi sprzedać. Pic na wodę, fotomontaż z tym całym celebrytowaniem. Brukowce wepchnęły chamstwo i prostactwo na salony i usiłują mi wmówić, że ja mam do nich równać. A maluczcy kupują ten chłam, marzą liżąc cukierka przez szybę i napychają kabzę wydawcom tego śmiecia. Jak to są te wyższe sfery to ja jestem primadonna z La Scali. Po takich wyższych sferach to mój dziadek na konia wsiadał. I ja się do tego cyrku chciałem zapisać. Coś mi musiał chyba chwilowo na mózg paść. Może wariat to ja trochę jestem ale nie idiota i dla uciechy gawiedzi miałbym idiotę z siebie zrobić. Ich niedoczekanie. Zostaję przy swojej plebejskości. A przy goleniu patrząc w lustro na swoje odbicie nie będzie mnie mdliło
194
BLOG


Komentarze
Pokaż komentarze (2)