Nowy Rok i znowu przed nami cały nowy rok. Jak co roku w ten dzień zasiadłem ze Światłością Moich Oczu przed telewizorem. Przecież będą transmitować noworoczny koncert Filharmoników Wiedeńskich, żelazny punkt każdego mego pierwszego dnia nowego roku. Oglądam go z dwóch powodów. Pierwszy to taki, że kocham tę muzykę, drugi to sentyment jakim darzę swój życiowy „wiedeński epizod”. Mimo upływu lat brakuje mi czasami tego „wiedeńskiego sznytu”. Miałem szczęście być u Filharmoników Wiedeńskich, w operze wiedeńskiej, miałem swoje ulubione miejsce w starej stylowej Cafe Schwarzenberg. Nawet nie wiedziałem wtedy, że było to miejsce w którym siadywał Wiktor Suworow i opisał je w swojej książce „Akwarium”.
Ale to wszystko to tak na marginesie. Zawsze jak oglądam transmisję koncertu noworocznego nasuwają mi się na myśl takie dwie rzeczy. Pierwsza to ta, że sposób dystrybucji biletów wstępu na ten koncert jest doskonałym przykładem dobrze pojętej demokracji. Poza paroma miejscami zarezerwowanymi „ z mocy prawa” dla oficjeli, w tym oczywiście dla prezydenta Austrii z małżonką, reszta jest rozlosowywana pośród chętnych. I nieważne kim jesteś i ile masz w kieszeni. Każdy ma równe szanse. Druga to elegancja słuchaczy. I nie jest to elegancja prezentowana przez tych naszych, pożal się boże, tzw. „celebrytów” która ma teraz często tyle wspólnego z dobrze pojętą elegancją co świnia z gwiazdami.
Ta wiedeńska elegancja nie polega cenie kreacji, nie bije po oczach ekstrawagancją i nazwiskami kreatorów mody. Idealnie wkomponowuje się w miejsce i czas. Panie nie licytują się dekoltami do pasa czy kości ogonowej a panowie nogawkami do pół łydki i różowymi trampkami do garnituru. Kiedyś Kaczyński ( ten od muzyki, nie od polityki) powiedział w Łańcucie że elegancki w tym dobrym zrozumieniu ubiór na koncercie jest wyrazem szacunku dla artystów. Artyści też nie występują w brudnych łachach i z tłustymi i z tłustymi strąkami na głowie. Chociaż w ubiegłym roku zdarzyło mi się być we Wrocławiu na koncercie, a raczej na spędzie przygasłych już gwiazd które wyglądały tak jakby przed chwilą węgiel do piwnicy znosiły. Żal było słuchać i wstyd było patrzeć .
I chyba ma rację Światłość Moich Oczu mówiąc, że jestem niereformowalna konserwa tłumacząc mi, że to teraz taka moda. Ale dla mnie ta moda, to nic innego tylko zwykła siermięga. Razi mnie ta polska chamska siermięga rozpychająca się na każdym kroku. Siermięga będąca tanią chińską podróbką „wielkiego świata”. Śmieciowe publikatory różnej maści kształtują gust Polaków. Prasa, telewizja, net pełne są celebrytek których jedynym osiągnięciem jest posiadanie w miarę kształtnego biustu czy okrągłego tyłka i celebrytów których jedynym życiowym osiągnięciem jest przelecenie paru tych celebrytek . Nie daj boże jak które z nich usiłuje coś mądrego powiedzieć. Żenada sięgająca dna.
Siermięga rozlała się po prawie wszystkich obszarach naszego życia artystycznego, towarzyskiego czy politycznego. Spotkania towarzyskie czy rodzinne sprowadzają się najczęściej do jęków na wszystko na i licytacji kto ma nowszy telewizor, samochód czy gdzie był na urlopie. Często jest to szpan na pokaz za pieniądze z Providenta a w domu margaryna i stare bułki. Kiedyś jedna pani chwaliła się wokoło tym, że jej córka była na kolonii w Szwajcarii. Z relacji córki wynikało, że ta cała kolonia to było parę namiotów rozbitych koło jakiegoś basenu na zadupiu. Ogólnie było chłodno, głodno i nudno. Największą atrakcją tej kolonii było to, że się kończyła. Ale mamusia pękała z dumy,że jej córka była na kolonii w Szwajcarii. Za te same pieniądze córka miałaby świetne wakacje w Polsce ale nie było by wtedy czym oczu rodzinie i znajomym wybijać.
Oglądając parę razy transmisje z obrad sejmu odniosłem wrażenie że jestem w jakiejś budzie w której największą atrakcją jest garbaty karzeł, kobieta z brodą a wygłaszający monologi najarali się jakimś świństwem. Często clou wieczoru stanowią występy dwóch pań marnej urody, za to pokaźnych rozmiarów, których zachowanie się i wygłaszane teksty wskazują na bardzo prawdopodobny bliższy kontakt z jakimś „dopalaczem”.
No, ale jakoś muszę przeżyć jeszcze te parę lat. Mój pech polega na tym, że poza papierosami nie mam żadnych innych nałogów. Nie mogę jak każdy normalny Polak znieczulić się gorzałą. Po pierwsze nie piję bo nie znoszę smaku wódy niezależnie od jej rodzaju i gatunku. Po drugie gorzała na mnie nie działa niezależnie od rodzaju i ilości wypitego alkoholu co dwukrotnie empirycznie sprawdziłem. Trzeci raz sprawdzać nie będę bo jest to tylko marnowanie gorzały.
I jak tu żyć w tym kraju „panie prezydencie wszystkich Polaków”? Jak tu żyć?
Komentarze
Pokaż komentarze (5)