Ukazała się dzisiaj polemika red. Czabańskiego z red. Lisickim . Gdzie ten pierwszy pisze :"dla „Rzeczpospolitej" każdy pretekst jest dobry, żeby dokopać Kaczyńskiemu. Byłoby lepiej, gdyby gazeta mniej się angażowała w rozgrywki personalne w PiS".
Chodzi o to ,ze niektóre osoby z tego dziennika ,równiez redaktor Lisicki, do tej pory popierające PiS krytycznie odnoszą się do porzucenia przez JK polityki wizerunkowej i anulowania jego „zmiany” po 4 lipca. Nastapił powrot retoryki konfliktu i walki o wartości . Od łagodnego Oredzia do przyjacól Rosjan Jaroslaw Kaczynski przeszedł do "ruskiej trumny w deszczu". Nagle, z cichapęk porzucając zdobytych nowym wizerunkiem wyborców umiarkowanych . Ich zdaniem skazuje to Pis na dryfowanie na peryferia wyborcze 20-25% elektoratu . Pogląd ten pokrótce można opisac tak : po co komu partia która nikogo nie obroni przed Platformą, poniewaz może nigdy nie wygrac wyborow. Te bowiem wygrywa się opanowując w centrum wyborczym elektorat umiarkowany i ten okreslany /dodaję juz od siebie / jako "nisko poinformowany „ czy tabloidalny -czuły na wizerunek i uciekający od każdego konfliktu polityków.
Co ciekawe - wszystkie argumenty budujące zarzuty red. Czabańskiego można sprowadzic do jednego –nie można pogodzić polityki wizerunkowej z walką o pisowskie wartości czy o IV RP . Prezes nie może kontynuowac zmiany i walczyc o prawde smolenska. Tak samo według autora koniecznie trzeba wybrać miedzy pewnymi osobami od wizerunkowej kampanii prezydenckiej a tymi pryncypiami : „Miało być przecież teraz w PiS tak "kulturalnie i sympatycznie", z Poncyljuszem, Kluzikową i Migalskim na czele, a pewni ludzie – mniejsza o nazwiska – mieli zniknąć już na zawsze. Dość wiecznego przypominania o Smoleńsku, o zagrożeniu dla Polski wspólną polityką rosyjsko-niemiecką, o twardej walce o miejsce w UE, o zagrożeniach ekonomiczno-społecznych, o wciąż olbrzymich wpływach establishmentu wywodzącego się z PRL, o braku suwerenności wielu polskich polityków itd. itp? „
Zatem zarówno Czabański jak i skądinąd Pis ma dylemat: albo wizerunek i ludzie umiejący o to dbac , albo realizowanie wartości Pisu. Pogodzic tego nie można .
Problem w tym, że może to być fałszywa alternatywa. Nigdzie Czabański swojego albo-albo nie uzasadnia i przyjmuje je jako milczące założenie. Nigdzie tego nie uzasadnia Pis i Prezes ,natomiast otwartej , w każdym razie publicznej dyskusji na ten temat w tej partii nie ma.
A przepraszam , niby dlaczego Pis ma być skazany na ten wybór? Czy Prezes po anulowaniu swojej „zmiany” na pytanie dziennikarza co to jest imperatyw musi cedzić wyzywająco przez zeby :”Proszę sobie doczytać”? .To nie wie, że okazuje brak szacunku również swojemu wyborcy? Dlaczego nie mógł spokojnie poruszać tematu katastrofy w czasie kampanii? Ależ mógł. Nikt w Pisie nie wie, dlaczego poważne problemy należy poruszac w sposób zły wizerunkowo. Dlaczego o ważnych sprawach trzeba mówic do centrowego wyborcy z pianą na ustach? Zdeklarowany zwolennik Pisu to akceptuje jako wyższą konieczność ,ponieważ z wrogiem nie można inaczej. Jednak wyborca umiarkowany, bez którego nie wygrywa się wyborów- ucieka wtedy w otwarte skrzydla polityki miłości Tuska .Ten bowiem nigdy nie konfliktuje się osobiście i po to właśnie skrupulatnie dba o wizerunek. On obstawia wyborcze centrum , po prostu Tusk chce mieć poparcie i wygrywać wybory.
To raczej fałszywy dylemat Pisu –albo polityka walki o „prawde „ albo pozostawanie w wiecznej opozycji. Pis uzasadnia swoje trudności równiez niechęcią mediów –obojetnie co zrobimy , i tak nas zle przedstawia. Doceniajac siłę niechętnej koalicji medialnej, mozna jednak traktowac to jako grubą przesade - Palikot w Lublinie dzieki polityce wizerunkowej już stracił skuteczność a Kluzik już dyktowala swoje warunki mediom . Mediom trzeba dać jakiś zorkiestrowany i merytoryczny przekaz a nie wieczne stękanie na konkurencje , próbowac dać żer i wpływać na nie osobami o dobrym wizerunku. Umiejącymi sobie radzic w rozmowach na żywo i tak dalej. Jeśli Pis bedzie stale defensywnie przyjmowal baty medialne , wrzucajac jednoczesnie tam swoim przeciwnikom tony paliwa – co zostaje ? Albo czekanie na apokalipse, aby na gruzach i zniszczeniach dojść do wladzy albo wieczne gwarantowanie władzy Platformie . Co ciekawe, poza narzekaniami i uzasadnianiem wszystkich swoich niepowodzeń wyłącznie potężnymi wrogami nie widać w tej partii myślenia o tym, co sama może zrobic lepiej . Sytuacja zupełnie niezrozumiała, skoro nie jest to prywatne przedsięwzięcie za prywatne pieniądze.
Może zatem dwa skrzydla –jedni od debaty merytorycznej i wizerunkowej ,drudzy od walki Dlaczego tego nie ma –to już tajemnica Pisu. Moim zdaniem dlatego ,ze tym od wizerunku mogloby się udac. Wtedy ci co byli na zapleczu partii w czasie kampani prezydenckiej obawialiby się o miejsca na listach wyborczych .Ale najlepiej gdyby to Pis i sam Prezes wyjaśnił swoim zwolennikom. Mamy XXI wiek i partie powinny komunikowac się ze swoimi wyborcami. O ile nie żyja tylko dla siebie.
Może jednak red. Czabański oddał swoje własne prawo oceny rzeczywistości Jarosławowi Kaczyńskiemu. To sie czesto wyznawcom Tuska czy JK zdarza . Wystarczy potem tylko opisywac ich dzieła i jesteśmy już w posiadaniu prawdy ,rozsadku i dobra. Prezes to bardzo zasłużony człowiek i z wielkimi zaletami . Ale nie może blokować rzeczowej dyskusji na temat swojego sposobu zarzadzania partia i swoich rozwiązań politycznych .Ani jego wyznawcy. Z jednego prostego powodu -on ma byc politykiem dla nas, nie dla siebie .


Komentarze
Pokaż komentarze