WZZW
nasza strona jest dokładnie tym, czym w latach 70' był „Robotnik Wybrzeża”. Drogą docierania do prawdy i prowokowania dyskusji. Nie rezygnujemy z możliwości wypowiadania własnych opinii. Wręcz przeciwnie, jesteśmy zobowiązani to świadectwo przekazywać.
0 obserwujących
19 notek
44k odsłony
  1392   0

JEST TYLKO JEDNA TWARZ WAŁĘSY

Wałęsa z całym wyrachowaniem potraktował sprzedaż ludzkich losów jako sposób łatwego zarobku! Żadne, nawet najbardziej wyszukane słownictwo pana Dudka i jemu podobnych, nie zamieni tego nieprawdopodobnego draństwa na jakieś pseudo-intelektualne „uwikłanie”.

W 2012 roku w programie Jana Pospieszalskiego ”Bliżej” inny nawrócony obrońca wałęsowego charakteru Henryk Wujec, używając perfidnej słownej manipulacji, próbował przekonać Polaków, że przyczyną draństwa Wałęsy mogły być tortury i prześladowania bezpieki. Wujec mówiąc o represjach, torturach i biciu w grudniu ’70 aresztowanych stoczniowców sugerował, ze ten sam los był udziałem Wałęsy.

Tak więc, aby nie pozostawić już żadnych wątpliwości powiem w tym miejscu jasno i publicznie, szczególnie ludziom młodym: Lech Wałęsa nigdy w życiu nie był torturowany, bity, uderzony albo choćby popchnięty przez jakiegokolwiek przedstawiciela komunistycznej bezpieki przy jakimkolwiek przesłuchaniu! Ani w roku 1970 ani kiedykolwiek później!
Nie ma i nie może być żadnego opisu takiej sytuacji dlatego, że nie było takiego zdarzenia. W jednej ze swych książek Wałęsa próbował nawet sam zasugerować, że w grudniu ’70 poddany był jakiemuś traumatycznemu naciskowi. Nie mogąc znaleźć żadnego sposobu na wykazanie takiej sytuacji postanowił użyć sprytnej, jak mu się mogło wydawać, słownej zagrywki. Opowiadając o wydarzeniach z grudnia ’70, przytacza przykład swojego przesłuchania z roku 1983(!), kiedy to bezpieka zaprosiła go na rozmowę i kiedy był osobą na tyle nietykalną, że nawet jego „internowanie” zamieniono na wczasy. Nie przeszkadza mu to wcale, aby nawet to spotkanie z bezpieką przedstawiać jako traumatyczne. Wałęsa podaje, że esbecy chodzili za jego plecami co mocno go stresowało.

W Wolnych Związkach Zawodowych Wybrzeża Lech Wałęsa, wbrew ogólnie zalecanym zasadom, przekonywał swoich kolegów ze Stogów, że jeśli zostaną aresztowani, powinni z bezpieką rozmawiać. Jego argumentem było to, że jeśli będą rozmawiać, to zostaną poczęstowani kawą i papierosami, a ich czas tam minie przyjemnie i bezstresowo. Chwalił się, że tak własnie postępował i dzięki temu miał święty spokój. Nie ma wątpliwości, że była to typowa postawa agenta namawiającego innych do donoszenia. Jeżeli więc ktokolwiek twierdzi, że Wałęsa był do swej haniebnej współpracy z bezpieką przymuszony, to jest albo niedoinformowany, albo zwyczajnie kłamie.

Propagandowe media zaledwie kilka dni temu wyżalały się z powodu „samotności” Wałęsy przy składaniu kwiatów pod pomnikiem stoczniowców z grudnia ’70. Jednak żadnemu z tych pseudo-dziennikarzy nie przyszło do głowy, że są świadkami odrażającego spektaklu, w którym człowiek, który sprzedawał losy stoczniowców, własnie wtedy kiedy do nich strzelano, składa dziś kwiaty pod ich pomnikiem, mimo że wbrew niezbitym dowodom nie przyznał się do tego haniebnego czynu i nigdy nie wykazał choćby cienia żalu!

Twarz Wałęsy, który zrywa współpracę i zaczyna działalność w Wolnych Związkach Zawodowych Wybrzeża

Przyjrzyjmy się najpierw zerwaniu jego współpracy z bezpieką. Owszem, zachowane dokumenty bezpieki mówią, że w 1976 roku zaprzestano z nim współpracy. Sugerowanie jednak, że Wałęsa doznał jakiegoś przebudzenia i postanowił od tego czasu być człowiekiem honoru, jest nie tylko absurdalne dla każdego kto choćby nawet krotko znał tego człowieka bliżej, ale też nie wytrzymuje konfrontacji z faktami z czasu, w którym miał tego nawrócenia doznać.
Ci sami obrońcy Wałęsy, którzy powołują się na dokumenty bezpieki, mówiące o przerwaniu współpracy, pomijają inny wymowny fakt zawarty w tych samych dokumentach.
Otóż, zanim wykreślono Wałęsę z ewidencji, on sam długo jeszcze próbował zarabiać na donoszeniu na swoich kolegów. I czynił to w sposób niezwykle ohydny. Dokumenty bezpieki mówią wyraźnie, że jego donosy stały się w pewnym momencie dla tej instytucji bezwartościowe. Jego koledzy, tracąc powoli zaufanie do niego, przestawali informować go o wielu sprawach. Wałęsa nie zamierzał jednak porzucić dodatkowego źródła „zarobku” i jak podają dokumenty, nie tylko prowokował swoich kolegów do powiedzenia czegokolwiek co mógłby sprzedać, ale nawet wymyślał własne nieprawdziwe informacje. Był wiec gotowy wpędzić w kłopoty kolegów, wymyślając kłamstwa, aby tylko mieć co sprzedać. Bezpieka nie dala się jednak na to nabrać i przestała mu płacić.

Wałęsa obraził się na bezpiekę dopiero wówczas, kiedy ta, chcąc najprawdopodobniej wywrzeć na niego nacisk, postanowiła zwolnic go z pracy w stoczni. Wałęsa się obraził i „odmówił” dalszej współpracy, której i tak od jakiegoś czasu nie mógł już prowadzić z powodu braku informacji nadających się do sprzedaży.

Lubię to! Skomentuj23 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Kultura