Xylomena Xylomena
37
BLOG

Nie tylko władcy świata są w łańcuchach Heroda

Xylomena Xylomena Rozmaitości Obserwuj notkę 1

Jak bardzo różni się Herod od znanych nam współcześnie władców i ludzi, w których zauważamy zły uczynek... Im większe zło czynią, tym większa trudność mówienia o nim, identyfikacji ze swoim czynem, bo zaraz zbudują wokół tego zła piękne motywacje, przewrotne słowa, zły czyn jest składany na coś lub zasłonięty kimś, są wskazania na przymusy, prawa, naciski, niemoce w działaniu, a najczęściej, że nie to miało miejsce w czym ich widzieliśmy. Czy to znaczy, że on jest od nich lepszy tym, iż nie ma w nim wstydu i prób ukrywania się za "listek figowy"?
Dzisiaj o Herodzie czyta się w Kościele, jako wykazującym zainteresowanie Jezusem, i z takim dosyć powtarzalnym komentarzem, żeby użyć tego obrazu do rachunku sumienia, co do pobudek naszych zainteresowań Bogiem, czyli abyśmy nie byli na podobieństwo Heroda. Słusznie, że wzór żaden.

Nie zamierzam polemizować w tej kwestii akurat, bo skoro mamy być na podobieństwo Jezusa, to wiadomo, że nie na podobieństwo Heroda, czy kogokolwiek, choć sam Jezus wskazuje różne wzory wiary pięknej, zasługującej na pochwałę, że takiej jeszcze nie widział w danej krainie, a inna znów zdołała cię uzdrowić lub może być miarą twojego sądu ostatecznego, jak w przypadku królowej Saby (poganki). 
Czyli z tym nieporównywaniem się jednych do drugich, to jest nakaz tylko w tym sensie, by nie szukać pociechy w oglądaniu zła, że aż taki to nie jestem, albo wyliczania swoich cnót mając w lustrze złego, co każdy głupi jest skory czynić. Nawet żarliwie, bo gdy mu powiedzieć, że źle zobaczył, źle zinterpretował czyjeś motywacje, to jakby mu wydzierać całą tożsamość, „pozytywne myślenie” o sobie. Będzie tego sądu na drugim, którym się zbudował, bronić rękoma i nogami – całym sobą. 
I władcom dosyć łatwo to zrobić - zadekretować prawem w czym poddani mają widzieć dobro lub zło, żeby dobrego samopoczucia nikt im nie zabrał. A niektórzy nawet tyle nie muszą, jeśli prawem jest wszystko co czynią. Dlatego, żeby władcę ratować przed nim samym trzeba heroicznego wyczynu potłuczenia mu tego lustra własnym życiem. Przeciwstawieniem się, domaganiem zmiany owego „prawa”. A kto by się aż tak chciał kochać w jakiś władcach, czy innych czubach, którym się ubrdało, że od wytaczania granic moralności to są oni sami, gdy całe rozeznanie jakiego używają w życiu to – chce mi się czegoś, czy nie chce? 
Czy Janowi Chrzcicielowi udało się nawrócić Heroda, tym, że zginął z jego rozkazu? Umierał w spokoju, że dobrej mety doszedł, bo przynajmniej siebie nie zgubił nieprzystając na zły wzór dla kraju? Uff… Choćby i samego siebie broniąc, co powszechnie zrozumiałą wartością jest wśród ludzi, kto by tak potrafił? Ale przecież zawsze można powiedzieć, że ten akurat nie wiedział co czyni, nie rozumiał, że tak skończy ze swoją praworządnością nie gryząc się w język przed jej wypowiadaniem. 
Słowność i dotrzymywane przysiąg, pamiętanie swych słów i czynów nie każdego dotyczy. Heroda to dotyczyło, jak mamy pokazane. Tak pojmował obronę swojej godności, czci…  I przez to pojmowanie doszło do zabójstwa Jana, gdy Chrzciciel stanął na wadze przed Herodem, żeby zmierzył, co jest dla niego ważniejsze – ludzkie życie, czy uczenie ludzi, że słowa zwierzchnika to nieprzekraczalny autorytet, świętość… 
Herod na Bogu widać niewiele się znał, pomimo nauk od Jana, albo trudno mu było uwierzyć w takiego Pana, który mu się nie objawiał jako wydający polecenia do upokarzania przed Nim, czy spełniania zachcianek. Nic, co potrafiło mu imponować. Gdyby się znał, zauważyłby, że Bóg nie zaprzysiągł Adama i Ewy do posłuszeństwa, tylko ostrzegł ich przed konkretnym zachowaniem. Zupełnie jak Jan ostrzegał jego samego. Siebie zostawiając w niemocy swoich słów nad Herodem. Co by się potoczyło inaczej, gdyby Adam i Ewa byli zaprzysiężeni i przekroczyli zakaz połączony ze złożoną przysięgą? Zostałyby im jakieś słowa do mówienia, albo w ogóle życie? 
Czyli nie dość, że ludzka cześć do słów własnych jest ponad czcią Boga, który jest źródłem wszelkiego słowa, to jest też przeciwko Łasce. Straszna opozycja. Tylko tyle, że na ogół nie intencyjna, a bezmyślna – z tzw. natury. Tak zwanej, bo grzech nie jest człowiekowi niczym naturalnym, tylko właśnie przeciwnie – walką z nią.  
W życiu doświadczamy umów i przysiąg w ilości niepoliczalnej, aż nie sposób o każdej myśleć, ile tego zawarliśmy, albo ile ich złamaliśmy, że tu nie wolno nam było wejść bez biletu, tam pracować bez umowy, czegoś czytać bez zgody, kupić itd.  To może i Herod będzie miarą czyjegoś sądzenia ostatecznego? Zawieramy umowy bez myślenia, czy któraś nie jest na podobieństwo tej umowy Heroda, dla dopełnienia której ofiarą został Jan. I bądź mądry i weź go nie naśladuj, tylko miej się za tego lepszego, co to szuka Boga jak należy, z dobrych pobudek, a nie czczej ciekawości, co On może. 
A cóż dopiero rozmyślając, czy jakakolwiek umowa może być czym innym, niż ten łańcuch, który sprowadza czyjąś śmierć? Choć gdzieś w głowie jest zaklęcie, że najlepiej abyście w ogóle nie przysięgali... Bo to, co was przez to pochwyci podstępem za te wasze słowa i podpisy, nie jest na wasz rozum i siły, aby się przed tym obronić. 

Xylomena
O mnie Xylomena

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (1)

Inne tematy w dziale Rozmaitości