Sprawy karne nie cieszą się wśród prawników specjalnym prestiżem.
W przeciwieństwie do powszechnej opinii, która karnistów ceni wysoko.
Chociaż sprawy karne uważa się za prawniczo proste i nie dające profesjonaliście wystarczającej satysfakcji, to jednak tylko w nich pochylamy się nad ciemną stroną natury. Stwarza to inną perspektywą, zupełnie inny wymiar. Jest bowiem w tych sprawach coś bardzo głęboko humanistycznego, na wskroś ludzkiego. Nawet najbardziej błahe zawierają w sobie dylematy czasem wręcz filozoficzne. Zmuszają nas one do zastanowienia się nad metafizycznym związkiem pomiędzy przyczyną, a skutkiem. Między czynem a odpowiedzialnością, zbrodnią a karą.
Rozstrzygamy w nich kwestie zastrzeżone dla Boga. Decydujemy o losie, oceniając postępki bliźnich.
Aczkolwiek sprawy cywilne też odciskają na rzeczywistości jakieś piętno, wpływają przecież na czyjeś losy, to nigdy nie ma w nich tej szekspirowskiej dramaturgii w jaką wikła proces karny.
Oskarżony to nie to samo co pozwany. Więzienie to nie to samo co, dotkliwa nawet, strata finansowa. A komornik nie jest więziennym strażnikiem ani katem.
Skazany to gorzej niż przegrany. Nawet w sensie logicznym.
Choć każdy skazany jest przegranym, to nie każdy przegrany jest skazanym.
Skazany to przegrany z wyższej półki. To bardziej przegrany, to kompletnie przegrany.
Skazany to przegrany z kretesem.
Tylko w sprawach karnych adwokat towarzyszy swemu klientowi tak blisko w jego strachu. Tylko w sprawach karnych bywa, że przegrana jest tak dotkliwa, a sukces pełen goryczy.
Bo w sprawach karnych adwokat wie często znacznie więcej niż sąd.
****
Sprawy cywilne natomiast to sól naszej prawniczej egzystencji, sama jej esencja. To frajda – szczególnie dla smakoszy. Sprawa cywilna ma w sobie coś z szarady, coś z szachów. Stanowi często łamigłówkę, której rozwiązanie nastręcza radosne trudności. Ale gdy wreszcie uda się ją rozwikłać, gdy trudności zdołamy pokonać a sprawa skończy się sukcesem czyli oczekiwanym wyrokiem – to wtedy zaznamy upojnego uczucia intelektualnego spełnienia.
Bo żadna inna sprawa, poza cywilną nie da aż tyle satysfakcji.
Może dzieje się tak dlatego, że sprawy cywilne bardziej od innych wyprane są z emocji. Chociaż nie są z nich wyprane do końca. A może dlatego, że w trakcie ich prowadzenia najmniej się spalamy. Chociaż spalamy się przy nich także.
Klient powierza nam swoje pieniądze, ale są to przecież tylko pieniądze klienta.
Podejmujemy decyzje co do tych pieniędzy – ale są to decyzje tylko co do pieniędzy.
Bo sprawy cywilne to kwestia samego sporu. To spór właśnie stwarza pole działania dla procesowych pełnomocników. Daje im szansę dla sprawdzenia umiejętności w przekonywaniu do własnych interpretacji. To kwestia pomysłu na prowadzenie sprawy, umiejętności w znalezieniu logicznego uzasadnienia prawnego, to kwestia konsekwencji w działaniu.
A wszystko odbywa się w jakiejś trudnej do opisania czystości. Sterylnie, bez niepotrzebnych emocjonalnych naleciałości. Sama frajda!
Może właśnie z tych powodów, z powodu owej sterylności są sprawy cywilne mało poetyckie. Bo niewiele, poza prawniczymi, książek o nich napisano. Jakąż to poetykę odnaleźć można w logice, matematyce czy nawet w szaradzie.
Przyjemność obcowania z ze sprawami cywilnymi nie płynie z głębi serca.
Nie wypływa ona z emocji, lecz z czystego i beznamiętnego intelektu.


Komentarze
Pokaż komentarze (2)