Urodziłem się w mieście Łodzi.
Nie bez powodu piszę „w mieście Łodzi”, bo tak się mówiło.
Nie mieszkało się w Łodzi – mieszkało się "w mieście Łodzi".
Nikt nie urodził się w Łodzi.
Jeżeli ktoś tam właśnie się urodził - to znaczy, że urodził się "w mieście Łodzi".
W słowach „miasto Łódź”zawierał się cały prowincjonalizm łódzki.
Bo niby dlaczego akurat „w mieście Łodzi”?
Wtedy mieszkało w Łodzi jakieś siedemset tysięcy osób, skromnie licząc.
To było duże miasto. Naprawdę wielkie miasto.
Lecz łodzianie nie mówili o sobie – "mieszkamy w Łodzi".
Nie, oni mówili "mieszkamy w mieście Łodzi".
Podkreślali więc, że nie chodzi o jakąś tam Łódź, nieokreśloną i bez znaczenia. O nie!
Tu chodziło o wielką Łódź.
O Wielkie Miasto Łódź!!
Skąd się to wzięło? Prawdę powiedziawszy - nie wiem.
Może stąd, że Łódź nie miała prawie w ogóle historii, gdyż istniała zaledwie nieco ponad sto lat. Może brakowało jej miejskich tradycji, bo nie miała mieszkańców od pokoleń. A ci co tu zamieszkiwali, napłynęli niedawno z okolicznych wiosek. Nie byli zakorzenieni, a co najwyżej z miastem nieco oswojeni. A do tego ta prowincjonalna Łódź musiała egzystować w cieniu warszawskiej stołeczności.
To też z oczywistych względów było denerwujące.
A może to nieprawda? Może tak mi się tylko wydaje?
Może się mylę?
W każdym razie tak się mówiło i tyle!


Komentarze
Pokaż komentarze (5)