5 obserwujących
52 notki
21k odsłon
  183   2

CZWARTA WŁADZA, CZY NARZĘDZIE?

Dzięki niestrudzonym, 30 – letnim wysiłkom środowiska braci Kaczyńskich, uzyskaliśmy pewien stopień niezależności energetycznej, natomiast jeśli idzie o suwerenność medialną, pozostajemy ciągle w stadium głębokiego postkolonializmu. Co gorsza, wielka część społeczeństwa wcale nie uważa, że media zagranicznych dysponentów przeznaczone dla Polaków mogą być zagrożeniem dla naszej podmiotowości (zresztą dla wielu z nich podmiotowość Polski w ogóle nie jest istotna).

Józef Stalin twierdził, że "najsilniejszym wojskiem komunizmu są dziennikarze". Ich rola w ustroju demokratycznym niepomiernie wzrosła, bo wpływ mediów na decyzje wyborcze elektoratu jest oczywisty.

Nie ulega wątpliwości, że "na odcinku" medialnym potężne siły działają przeciw obecnemu rządowi, a przy okazji przeciw Polsce. Wielki wzrost gospodarczy, faktyczna likwidacja ubóstwa, znaczne polepszenie warunków życia – te oczywiste sukcesy rządu nie przekładają się na wzrost poparcia ugrupowania rządzącego, a jest to spowodowane bardzo skutecznym działaniem dominujących "niezależnych" mediów całkowicie oddanych zwalczaniu obecnej władzy.

Trudno w to uwierzyć, ale tacy dziennikarze jak Jacek Żakowski, Cezary Michalski, Tomasz Wołek, Wojciech Czuchnowski, Andrzej Stankiewicz czy Eliza Michalik, zaczynali swoją karierę dziennikarską jako patriotyczni, prawicowo – konserwatywni antykomuniści. Teraz się już nie zorientujemy, czy ich zdumiewająca matamorfoza wynikała z oportunizmu, czy była fragmentem gry operacyjnej wymagającej kamuflażu na etapie uwiarygodniania. Należy jednak ze zrozumieniem podchodzić do ekwilibrystyki ideowej dziennikarzy w kraju o tak skomplikowanej historii, jak Polska. Nie każdy ma możliwość zmiany zawodu i szukania uczciwej pracy, a każdy ma wydatki, kredyty itp. W ten sposób rynek wymusza giętkość kręgosłupów wśród dziennikarzy, bo wbrew powszechnej opinii, dziennikarstwo wcale nie jest "wolnym zawodem".

Wraz z likwidacją cenzury i komunistycznego monopolu na informację, wiele niezależnych pism próbowało znaleźć swą szansę na rynku. Ale szybko się okazało, że żadne pismo nie może się utrzymać bez reklam, te zaś są dystrybuowane za pomocą tzw. "domów mediowych" kontrolowanych przez ludzi systemu. Za pomocą takiego prostego mechanizmu względny pluralizm medialny wczesnych lat 90 – tych stopniowo przemienił się w jednolity front – monolit medialny częściowo przełamany dopiero po 2015 roku.

Niejeden z dziennikarzy obserwując sytuację na świecie doszedł do wniosku, że przyszłość należy do marksistów i nie chcąc "wymrzeć jak dinozaury" przeszedł na stronę, która wydaje się zwyciężająca. Można obserwować proces tego przechodzenia w stadium siedzenia „okrakiem na barykadzie” w wykonaniu tzw. „symetrystów”, którzy podejmują "działania asekurujące" na wypadek krachu „państwa PiS”. Bo los dziennikarzy obecnie "pisowskich" może być straszny w wypadku zwycięstwa opozycji.

Ciągłość idei i tradycje rodzinne

W innej sytuacji są dziennikarze rodzinnie i środowiskowo związani z komunizmem, którzy działania na szkodę ludzi, wśród których przyszło im żyć, wyssali niejako z mlekiem matki.

Dla nich wpisanie się w wojnę informacyjną przeciw polskim współobywatelom jest czymś naturalnym. Ci bardzo sprawni pracownicy frontu propagandowego, znakomicie wykształceni, po licznych stypendiach i stażach międzynarodowych, znacznie przewyższają skutecznością propagandystów PRL -u ze stajni Urbana. Właśnie te kadry, a nie imponujące gmachy z betonu i szkła, są najcenniejszym zasobem sił wrogich polskiej podmiotowości. Skuteczność ich pracy przynosi dewastujące efekty - w pierwszych wolnych wyborach w 1993 roku na postkomunistów głosowało ok. 20 % elektoratu; zaś dziś już około połowy ludności nie uważa suwerenności za istotną wartość. Jeszcze w 2008 roku 71 % ludzi deklarowało gotowość do oddania życia za Ojczyznę, w 2014 już tylko 19 %...

Są to cenne dane dla analityków wojskowych państw trzecich.

Pewne życiorysy niejako wymuszają rodzaj pracy - ze względu na swój życiorys red. Bartosz Węglarczyk, musiał zostać redaktorem naczelnym jakiegoś postępowego medium. Jako redaktor naczelny Onetu pierwszy publicznie wezwał do zapłacenia roszczeń żydowskich. Choć zaprzecza on jakoby dostawał polecenia, czy instrukcje od zagranicznych przełożonych, Węglarczyk po prostu wyczuwa oczekiwania wydawcy. Z kolei dziennikarze wyczuwają oczekiwania redaktora naczelnego i w ten sposób media kształtują świadomość Polaków działając w sposób zgodny z oczekiwaniami tego, co "płaci i wymaga".

Gdyby stwierdzić, że takie czołowe media "demokratycznej opozycji", nieprzejednanie wrogie wobec obecnie rządzących, jak "Polityka", "Gazeta Wyborcza", czy TVN są "postkomunistyczne", wywołało by to oburzenie. Jednak trudno zaprzeczyć faktom o łączności personalnej, rodzinnej, ideowej czy materialnej ludzi "trzymających" te media z wpływowymi postaciami czy strukturami władzy poprzedniego systemu.

Lubię to! Skomentuj4 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale