9 obserwujących
84 notki
34k odsłony
  181   5

Nie mają się Niemcy czym szczycić

Wrogość Niemców w stosunku do Słowiańszczyzny miała nieco inny charakter. Zawsze traktowana była z butą germańską jako minderwertiges

Na przestrzeni 151 lat istnienia urzędu kanclerskiego w Niemczech przewinęły się 33 osoby piastujące ten urząd. Z naszego polskiego punktu widzenia przynajmniej kilku, od Bismarcka począwszy, zapisało się bezwzględną, obliczoną na wyniszczenie Polaków, polityką – Ausrottungspolitik – przy czym o ile Bülow, czy Bethmann-Hollweg prowadzili ją w sposób bezwzględny, ale w jakimś sensie jeszcze cywilizowany, to Hitler podjął ją w dosłownym znaczeniu, tzn. jako wykorzenienie Polaków. Stresemann, będąc politykiem dalekim od zasad głoszonych przez Hitlera, był w stosunku do Polski także nieprzejednany. Polska to był dla niego ein Saisonstatt. Oczywiście nie można oceniać kanclerzy Niemiec pod kątem ich stosunku do Polski. Generalnie wszakże nie udałoby się znaleźć takiego, który byłby Polsce przychylny. Niektórzy zbyt pochopnie oceniali tak gest Helmuta Kohla wobec Mazowieckiego, można także uznać rządy Leo von Caprivi, który po Bismarcku zasiadał na fotelu kanclerskim, za przychylniejsze Polskom, wreszcie można by tu jeszcze dołączyć Willi Brandta, ale nie zmienia to uzasadnionego osądu przywódców niemieckich (od 1871), a wczesnej pruskich, pod kątem ich wrogości do Polaków.

Wrogość Niemców w stosunku do Słowiańszczyzny miała nieco inny charakter. Zawsze traktowana była z butą germańską jako minderwertiges Element, co w hitlerowskiej wersji brzmiało już jako Untermenschen. Tak traktowali Niemcy w czasie II wojny światowej sowieckich jeńców. Z kolei sowieccy żołnierze praktykowali to swoje Untermenschentum (podczłowieczeństwo), gwałcąc Niemki po zajęciu Niemiec w 1945 r. Jedna z takich Niemek powiedziała mi, że jeśli któraś, mieszkająca na terenie zajętym przez Sowietów powie, że nie została zgwałcona, to nie trzeba w to wierzyć. Ktoś inny w NRD powiedział, że sympatie jakie tam żywi wielu do Sowietów wynikają z tego, że nikt dokładnie nie wie ilu Niemców ma rosyjskich ojców.

Otóż kanclerz Olaf Scholz, można mniemać, do tej kategorii nie należy, gdyż urodził się w 1958 r. w Osnabrück. Jego sympatia do Putina i Rosji manifestowana wbrew postawie bardzo wielu Niemców może mieć, i z pewnością ma, na względzie spodziewane korzyści gospodarcze. Można zastanawiać się nad tym, czy dla polityka socjaldemokraty to jest, lub powinno być, kryterium decydujące, a w ogóle czy pacyfizm, jaki Niemcy wywieszają jako swój szyld rozpoznawczy, może iść w parze z poparciem dla ludobójstwa, jakie Putin i jego soldateska uprawia na Ukrainie, lekceważąc wszelkie normy moralne? Czy u Scholza nie jest to jakaś nostalgia za imperializmem w wydaniu Hitlera i Stalina, kiedy to popełnili obaj fatalny błąd, uderzając na siebie zamiast iść ręka w rękę i zakuć świat w kajdany przemocy. W końcu ideologia dałaby się jakoś pospawać, jak zresztą okazało się to w 1939 r.

Poparcie Scholza dla Rosji nie może być tak ostentacyjne, jak by tego kanclerz chciał, bo jednak nie brak w Niemczech ludzi, którzy jakieś wnioski z historii wyciągnęli, ale gdzie może, działa on na rzecz ludobójcy, czekając aż Ukraina się wykrwawi, w dodatku, gdy on zachowa swą życzliwość, oczywiście dla Putina), będąc przychylnym mu obserwatorem.

Wyłączając Hitlera, tak nisko notowanych kanclerzy, jak Schröder i Scholz jeszcze Niemcy nie mieli. Czy jest to symptom dryfującej nie wiadomo dokąd Europy, czy też deklasacji lewicy, nawet tej w wydaniu ongiś „białych kołnierzyków” – tej jeszcze wówczas godnej szacunku SPD, z której dziś pozostało już tylko wspomnienie niechętnie przywoływane?

Jednak to Niemcy – naród ponoć tak bardzo od czasów Hitlera odmieniony – wybrali i Schrödera i Scholza. Może i oni, jak ich kanclerz, uważają, że ludobójstwo na Ukrainie, bestialstwo tam uprawiane na każdym kroku, to tylko spawka Kremla, bo naród, także ci mordercy i gwałciciele mają czyste rączki?

Oto co mer Kijowa Witalij Kliczko odpowiada Scholzowi:

"Nie rozumiem i nie podzielam stanowiska kanclerza Niemiec, który nie popiera zawieszenia wiz Schengen Rosjanom. Obywatele rosyjscy walczą na Ukrainie, torturują i zabijają cywilów, dzieci, niszczą nasze miasta i wsie. Rosyjscy obywatele, w większości, popierają politykę Putina i jego krwawe imperialne ambicje".

Dodać tu trzeba, że zawsze tak było. Bo naród rosyjski, może z natury, jest jak każdy inny, ale przywykł do przemocy i gwałtu. Przecież Stalina, sadystę i oprawcę, który zniszczył życie wielu Rosjan opłakiwano. Taki to już jest naród. Można z nim wszystko uczynić. Swoją drogą, któryż inny naród miał taki, wieki trwający, trening tępego samodzierżawia? Ale Niemcy, a także w ogóle Zachód, co z tym fantem zrobić? Tutaj ta adoracja Putina i Rosji jest anomalią, także jeśli Unia Europejska dryfuje ku totalitarnemu państwu. Ale, nawet odrzucając chrześcijaństwo, pozostaje jeszcze właściwa zachodniemu światu cywilizacja, do której nie dorośli swego czasu Stalin i Hitler, a dziś nie dorasta Putin. Czy Niemcy, idąc za Scholzem, z tego źródła będą czerpać wzorce?

https://niepoprawni.pl/blog/zygmunt-zielinski/nie-maja-sie-niemcy-czym-szczycic

image

Ks. Zygmunt Zieliński (ur.1931) profesor zwyczajny, dr hab. emeryt, były kierownik Katedry Historii Kościoła w XIX i XX wieku w Instytucie Historii na Wydziale Teologii KUL, wykładowca Akademii Polonijnej w Częstochowie i Państwowej Wyższej Szkoły Zawodowej w Chełmie (germanistyka), w Seton Hall University (USA), autor lub redaktor 48 książek, ogólnie ok. 760 publikacji, promotor 45 doktoratów. Obszar zainteresowań: historia Kościoła powszechnego i w Polsce w XIX i XX wieku, dzieje papiestwa (4 wydania: Papieże i papiestwo dwóch ostatnich wieków), dzieje Niemiec i stosunki polsko-niemieckie, czasopiśmiennictwo, filologia niemiecka.

Lubię to! Skomentuj2 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale