Palikot w każdym normalnym kraju znajdowalby sie na marginesie życia publicznego. Jego ordynarne i wulgarne wypowiedzi można byłoby znaleźć tylko na jego blogu, byłby skazywany za naruszanie dóbr osobistych przez kolejne sądy, a niewielki krąg zwolenników jego prymitywnych wybryków mógłby kibicować mu właśnie na kolejnych rozprawach.
Tymczasem tutaj, czyli w kraju rządzonym przez POlactwo, jest jednym z przywódców rządzacej partii, wypowiada się, jak dziś, na tle symboli parlamentu, jego wyzwiska i brutalne ataki są na czołówkach mainstreamowych mediów, a analizują je i tym samym powielają w setkach komentarzy i artykułów pracownicy tychże /wybaczcie, ale słowo 'dziennikarz' nie chce mi przejść w tym kontekście przez klawiaturę/.
Do napisania tej notki skłonił mnie bezposrednio tvn i jego funkcjonariuszka zwana nie wiadomo dlaczego 'Kasią-blondynką'. Czasem oglądam ich seanse nienawiści zwane niewinnie 'faktami'. Dziś głównym newsem był tam właśnie dzień Palikota: przez chyba 10 długich minut relacjonowano niemal każdy jego krok, kolejne oświadczenia w stylu 'przecież mówiąc, że LK miał krew na rękach, powiedziałem prawdę, bo to prezydent był winien katastrofy', itd. itp. To było dziś w 38 milionowym kraju, z tysiącletnią historią, należącym do UE i NATO, kraju, którego dług publiczny zbliża się do 800 mld zł, dla władających koncernem ITI najważniejsze.
A Kasia? Wyrabiając dziś zasłużoną wierszówkę w organie Michnika stwierdziła, że Palikot dlatego jest taki popularny, że mówi głośno to, co inni po cichu myślą. Jeśli Kolenda tak naprawdę myśli, to rzeczywiście powinna mieć tytuł honorowej blondynki.
A dlaczego P..kot jest taki popularny - ano, odpowiedź znajdziecie w tvn. Bo nie tylko zajął pół ich dziennika, ale potem jeszcze kolejne 20 minut w tzw. 'faktach po faktach', gdzie był gościem honorowym. Choć słowo 'honor' jest tu kompletnie nie na miejscu.



Komentarze
Pokaż komentarze (47)