2 obserwujących
29 notek
13k odsłon
  241   0

Energetyka nie tylko dla symetrystów

Obecnie chyba żaden kraj europejski wykorzystujący w znacznym stopniu paliwa kopalne nie jest, tak jak Polska, narażony na niekontrolowany napływ energii z importu poprzez realizację zasad funkcjonowania europejskiego rynku giełdowego i modelu Euphemia (to „silnik” tego modelu).

W taki to sposób polska energetyka utknęła na etapie walki o przetrwanie istniejących jednostek wytwórczych. Oceny tej nie może zmienić fakt powstania bloków w Opolu, czy bloku w Kozienicach, a nawet największy blok w Bełchatowie i Turów.

To właśnie ta bieda, która trwała, aż do wiosny b.r. była dla polskiego wytwarzania najbardziej charakterystyczna.

Krótka kołdra finansowania skutkowała, albo brakiem środków na remonty, albo/i brakiem środków na nowe inwestycje, w tym w OZE.

Niech nie mylą nas dyskusje o niewykorzystanych środkach z aukcji EU ETS. Biorąc pod uwagę potrzebę pokrycia także kosztów po stronie odbiorców, pieniędzy było i wciąż jest za mało!

W takiej sytuacji można próbować zrozumieć obecnych Prezesów firm wytwórczych kiedy w końcówce zeszłego roku starali się wykorzystać szanse na eksport energii, w momencie kiedy nasze koszty wytwarzania oparte na niższych kosztach węgla krajowego stały się konkurencyjne.

Wtedy zderzyli się jednak po raz pierwszy ze „ścianą”.

Węgiel był co prawda tani , ale … go brakowało.

Sam, rok temu, bardzo ostro krytykowałem maksymalizację eksportu energii kosztem obniżenia bezpieczeństwa krajowego w wyniku niedostatecznych zapasów paliw ( nota bene odpowiedniego zapasu węgla kamiennego nie udało się odbudować do dnia dzisiejszego, co jest najbardziej widocznym skutkiem zeszłorocznego „zrywu” eksportowego!).

Wobec braku możliwości realizowania zysków w eksporcie energetyka, razem z rządem spróbowała zredukować negatywny wpływ swoją zyskowność europejskiej polityki klimatycznej.

Niestety zimowa akcja, które symbolem stała się żarówka nie przyniosła rezultatów. Unia się nie ugięła i nie złagodziła warunków funkcjonowania systemu ETS .

I to właśnie w tej sytuacji, bliskiej beznadziejności ( także w kontekście, nieodległego w czasie wykluczenia jednostek węglowych z wdrożonego w 2018 roku systemem rynku mocy) pojawiła się u krajowych wytwórców, pokusa zrealizowania oczekiwanych zysków na rynku krajowym.

I na koniec  trzeba było zmienić zasady rynku bilansującego...

Zamieszanie związane z wojną, w tym gwałtowny wzrost cen energii w Niemczech wynikający ze wzrostu cen gazu, ale także problemów elektrowni jądrowych we Francji, stworzył możliwość takiego ofertowania na krajowym rynku energii, które pozwoliłoby wreszcie uzyskać wytwórcom zdolności pokrycia pełnych kosztów i perspektywę finansowania inwestycji.

Niestety o ile moment technicznie był wyśmienity to społecznie nieakceptowalny.

O ile wojna może budować fortuny to jednak nie w przypadku państwowych firm energetycznych, które właśnie w tym momencie chciały to zrobić na koszt przygniecionych już inflacją odbiorców krajowych.

Właśnie żerowanie na krajowych odbiorcach (nie nazwę tego usprawiedliwionym wykorzystywaniem szans rynkowych) uruchomiło złość odbiorców i w efekcie reakcję MKiŚ w postaci zmian na rynku bilansującym.

W tych okolicznościach, grożenie wyłączeniami mocy przez jednego z wytwórców musiało wzbudzić gniew. U mnie wzbudziło wściekłość! M.in. stąd seria wcześniejszych notek.

Na szczęście Premier i MKiŚ nie ulegli presji i zmiany rynku bilansującego zostały wdrożone!

Jakie są i będą ich skutki?

Dal oceny skutków regulacji warto zauważyć, że po zmianach, rynek bilansujący może się stać dostawcą ostatniej szansy dla każdego odbiorcy, mającego bezpośredni lub pośredni do niego dostęp.

Nawet jeśli odbiorca na rynku bilansującym nie zawrze żadnej umowy na platformach handlowych lub w relacjach dwustronnych to zawsze będzie mógł otrzymać energię płacąc cenę rynku bilansującego! Nie musi kupować na rynku dnia następnego na TGE! Nie musi kupować na rynku terminowym! Wystarczy mu rynek bilansujący.

Oczywiście nie jest to rozwiązanie bez wad.

Ceny na rynku bilansującym kształtują się „powykonawczo” i mogą być w najwyższym stopniu zmienne!

W oparciu o takie rozwiązania trudno skalkulować taryfę, czy zaproponować inną umowę handlową z określonymi wcześniej cenami. Ale przeżyć można!

W praktyce wdrożone rozwiązanie rynku bilansującego, ograniczające wysokość ofert cenowych stwarza cenę odniesienia dla rzeczywistych rynków handlowych.

W przyszłości projekcje cen na RB powinny silnie ograniczać wzrost cen za równo na rynku dnia bieżącego jak też na rynkach terminowych. W szczególności ceny na tych rynkach nigdy nie powinny być znacząco wyższe od prognozowanych cen odniesienia na rynku bilansującym.

Trudno precyzyjnie przewidzieć wszystkie skutki zmian, już dzisiaj, 3 października, oferty cenowe na RB dla krańcowych jednostek opalanych węglem kamiennym były bardzo zbliżone do wartości wynikających z zaproponowanych formuł cenowych węgla i wynosiły 837 PLN/MWh, przy wartości modelowej nie uwzględniającej kosztów transportu paliwa i pozostałych, pozapaliwowych kosztów zmiennych wynoszącej 716 PLN/MWh.

Lubię to! Skomentuj14 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Gospodarka