Jako inżynier nigdy nie miałem do czynienia z profesjonalnymi zasadami badań socjologicznych więc ciąg dalszy to tylko indywidualne obserwacje, bez pretensji do naukowych uogólnień.
Obserwacje siedemdziesięciolatka siła rzeczy nie mogą wiarygodnie cofać się do czasów Stalina i Gomułki. Więc tylko coś o czasach Gierka i późniejszych.
Po mojemu to wtedy i mordowano, bito i w inny sposób prześladowano przeciwników, ale wszystko działo się w atmosferze powagi, ale i dystansu!
Źli robili bardzo złe rzeczy, ale traktowali to jako zwykły obowiązek, ale ewentualną rozrywką było to poza sferą publiczną, w którymś kręgu wtajemniczenia! Zbydlęcali się służbowo, ale zarówno na użytek swój własny jak też swoich rodzin i przyjaciół w sytuacjach prywatnych starali się pokazać oblicze normalnych ludzi. W szczególności, poza kręgami wewnętrznymi służb np w luźnych sytuacjach towarzyskich, na przysłowiowych imieninach, nie opowiadali anegdot o swoich ofiarach i nie kpili z ich cierpienia podczas pogawędek z wnukami. Nawet jeśli byli naprawdę złymi ludźmi nie śmiali się publicznie do rozpuku ze swoich ofiar ich sytuacji!
Ten niepisany zwyczaj zachowywania resztek ludzkich odruchów w sytuacji dominacji na gnębionym przeciwnikiem zmienił dopiero Jerzy Urban. Ten wyjątkowo błyskotliwy felietonista wraz z nastaniem junty Jaruzelskiego odnalazł w sobie niezmierzone pokłady satysfakcji z plucia w twarze swoich pognębionym przeciwników, w tym tych prześladowanych przez reżim i więzionych.
Zdefiniowany wtedy przez niego na polski użytek panświnizm poniósł Urban w czasy nam współczesne, udowadniając np, że w kraju mieniącym się liderem antykomunistycznej rewolty jej znaczącym symbolem może być tygodnik "Nie" i jego naczelny. Nie mam wiedzy, że Urban kiedykolwiek skorygował swój stosunek pogardy, dla tych, których uważał za słabszych od siebie.
Niektórzy mogli mieć nadzieję, że urbanowski pańswinizm zniknie wraz z odejściem twórcy. Tak się jednak nie stało!
Od pierwowzoru, obecnych urbanoidów odróżnia jednak mniejsze wyrafinowanie stosowanych metod i widoczne gołym okiem deficyty intelektualne. Szczerba i Joński nigdy nie zbliżą się nawet do poziomu urbanowskich felietonów z czasów Polityki Rakowskiego. Nie, tępota i brukselska nowomowa to, nie mające nas zmylić pozory, ale sedno intelektualnej podstawy nowego panświnizmu!
A naprawdę to nie o Jońskiego i Szczerbę tutaj chodzi. Po namyśle nie jestem nawet pewien, czy dobrze ich wybrałem jako symbole zbydlęcenia obyczajów. Bo może w roli kpiącego reżimowego funkcjonariusza powinien być obsadzony Zembaczyński, Sienkiewicz, a może wschodząca gwiazda, Berek?
Nie! Oni nie udają zatroskania i powagi jak bywało to za Gierka, czy za innych niż Urban , funkcjonariuszy Jaruzelskiego!
Socjolodzy i psycholodzy mogą spekulować, czy śmiejąc się w twarz krzywdzonym pokrywają tym swój strach, czy jednak dają wyraz czemuś do tej pory ukrywanemu wstydliwie przed rodziną! Może oni po prostu tacy są!
A być może każdy z nich ma swoje własne usprawiedliwienie, które pozwala znaleźć braterstwo z rechoczącymi na tą samą nutę.
I dlatego, mimo, że wszyscy inni, to jednakowo odnajdują się w rządowej jedności rechocząc na wyprzódki pod okiem nowego generalissimusa. Tak jak trakcie sejmowego wystąpienia posła Kowalskiego.
Kowalski nie jest z mojej bajki, ale to, że dzięki niemu mogliśmy zobaczyć pełną prawdę o urbanowskim rechocie A.D 2026 pozostanie na zawsze jego zasługą!


Komentarze
Pokaż komentarze (1)