Rozliczenia po aferze w Kłodzku. Miał być wielki powrót

Redakcja Redakcja Głos Regionów Obserwuj temat Obserwuj notkę 28
Maciej Awiżeń to były wojewoda dolnośląski i jeden z najbliższych współpracowników wicemarszałek Sejmu, Moniki Wielichowskiej. O tym prominentnym działaczu Koalicji Obywatelskiej zrobiło się głośno podczas afery w Kłodzku. Awiżeń był szefem powiatowych struktur partii, w której działała Kamila W., "bohaterka" afery kłodzkiej. I to Awiżeń poniósł polityczne konsekwencje: został odwołany z zarządu Polskiej Grupy Uzdrowisk, spółki skarbu państwa, w której zarabiał kilkadziesiąt tysięcy złotych miesięcznie. Teraz jednak wydarzyło się coś zdumiewającego - pisze Marcin Torz.

Afera w Kłodzku wstrząsnęła całą Polską. Małżeństwo Przemysława L. i Kamili W. dopuszczało się strasznych przestępstw pedofilsko-zoofilskich. Szczegóły są zbyt drastyczne, by je opisywać. Na początku tego roku zapadły na zwyrodnialców wyroki sądu pierwszej instancji: mężczyzna miał trafić do więzienia na 25 lat (ten wyrok już się uprawomocnił), a kobieta na 6,5 roku (prokuratura domaga się znacznie surowszej kary, czekamy na ostateczny wyrok, który zapadnie w ciągu kilku tygodni). 

Z nimi współpracowała Kamila W. 

Gdy opinia publiczna została poinformowana o wyrokach na pedofilsko-zoofilską parę część mediów postanowiła zataić pewien szczegół. Chodziło o to, że Kamila W. była aktywną członkinią Platformy Obywatelskiej. Kobieta współpracowała m.in. właśnie z Maciejem Awiżeniem, ale też z Moniką Wielichowską. Kamila W. nie była szeregową działaczką, bo choćby w 2018 roku startowała w wyborach do rady powiatu. Osobiście wspierała ją wtedy Wielichowską i Tomasz Siemoniak. W kolejnych wyborach samorządowych już nie brała udziału, ale partia powierzyła jej bardzo ważną funkcję: pełnomocnika wyborczego.

I tu istotna informacja. Kamila W. pełniła ową funkcję mając już postawione… zarzuty zoofilskie! - Całe Kłodzko już wiedziało, co oni wyrabiali, ludzie rozmawiali o zarzutach, plotkowali – słyszeliśmy od mieszkańców.  


Utrata intratnego stanowiska 

Trudno przypuszczać, aby takie informacje nie dotarły do partyjnych znajomych kobiety. Dlatego polityczne konsekwencje poniósł szef PO w Kłodzku, Maciej Awiżeń. Pożegnał się z bardzo intratną posadą w Polskiej Grupie Uzdrowisk. To spółka skarby państwa, która jest własnością KGHM. Awiżeń na pewno żałował, że rozstaje się w posadą, bo – jako członek zarządu PGU – zarabiał kilkadziesiąt tysięcy złotych miesięcznie.

Maciej Awiżeń trafił na zieloną trawkę, a gorszym czasie mogą też mówić inni jego znajomi z Koalicji Obywatelskiej. Z uwagi na aferę wizerunkowo straciła sama Wielichowska (mówi się, że nie może startować w wyborach ze swojego okręgu, w którym jest Kłodzko). Niedawno też bliski współpracownik Awiżenia – Dariusz Dudojć - został zawieszony w prawach członka KO, bo wyszło na jaw, że anonimowo atakował w sieci m.in. wojewodę dolnośląską, Annę Żabską, która nota bene zastąpiła na stanowisku… Awiżenia.

Ale wydawało się, że zła karta się odwraca. Afera z Kłodzka ucichła, więc… Awiżeń miał wrócić do zarządu spółki, z której go usunięto! Polityk, jak gdyby nigdy nic wystartował w konkursie na wiceprezesa PGU, który oczywiście wygrał. Uporządkujmy: Awiżeń w marcu wylatuje za aferę w Kłodzku z intratnej posadki, afera ucicha, więc polityk chce wrócić na tą samą intratną posadkę i wygrywa nawet zorganizowany konkurs! - To skrajna bezczelność i potencjalne paliwo dla naszych politycznych przeciwników – słyszymy od ważnego działacza KO. - No bo jak to wygląda? Awiżeń, uwikłany w aferę w Kłodzku, z wykształcenia kulturoznawca, mający dyplom Collegium Humanum nagle wraca do zarabiania gigantycznej kasy w półce zajmującej się sanatoriami, z której kilka miesięcy wcześniej wyleciał? Nikt tego nie kupi, wybuchłby skandal – dodaje.  


Nie ma akceptacji KGHM

Redakcja Salon24 dysponuje dokumentami (z 18 września) rady nadzorczej Polskiej Grupy Uzdrowisk, z której wynika, że polityk zanim zostanie powołany na stanowisko wiceprezesa, musi zostać zaakceptowany przez właściciela, czyli KGHM. - I tu na szczęście się zorientowali, że sprawa jest śmierdząca. Bo akceptacji jak nie było, tak nie ma. A minął już ponad miesiąc od momentu, jak papiery trafiły do KGHM – mówi nasz informator, znający sytuację w spółce.

Sytuacja z Awiżeniem jasno pokazuje, że choć politycy partii rządzącej mogą liczyć na intratne posadki w spółkach skarbu państwa, to przynajmniej w KGHM stopuje się najbardziej kontrowersyjne przypadki. To wszystko na pewno źle świadczy o naszej klasie politycznej, ale dobrze o spółce z Lubina. Z Maciejem Awiżeniem nie udało się nam skontaktować. Nie odbierał telefonu, nie odpisał też na SMS.  

Fot. Pijalnia w Polanicy Zdroju/Polska Grupa Uzdrowisk 

Marcin Torz 

Udostępnij Udostępnij Lubię to! Skomentuj28 Obserwuj notkę

Komentarze

Pokaż komentarze (28)

Inne tematy w dziale Społeczeństwo