Nie samym njusem żyje człowiek
"Jest broń straszniejsza niż oszczerstwo: to prawda." Charles-Maurice de Talleyrand
49 obserwujących
272 notki
521k odsłon
1758 odsłon

Polska, która przegra spór z KE będzie tylko unijną republiką

Wykop Skomentuj51

O mocy precedensu

Żyjemy w takich czasach, że ludziom dorosłym trzeba objaśniać jak funkcjonuje świat. To przerażające. Zacznę od pytania, które niekiedy zadaję uczestnicząc w dyskusjach: czy zdobycie solidnie obwarowanej twierdzy bezwzględnie wymaga tego, aby zniszczyć wszystkie mury, które ją chronią? I chociaż odpowiedź na to pytanie jest wielowariantowa to intuicja podpowiada nam odpowiedź przeczącą - nie, to nie jest konieczne. Wystarczy przecież, to oczywiście nie wyczerpuje całej listy sposobów, zidentyfikować najsłabszy fragment murów lub w obrębie twierdzy zyskać sobie sojuszników, którzy są zarazem jej zdrajcami. Co w zasadzie ma ten przykład wykazać? Wystarczy zniszczyć część, zniszczyć całość. Przede  wszystkim zaś potężną, nieubłaganie konsekwentną siłę precedensu, siłę wyjątku. Kto zgadza się na odstępstwo od zasad ten przypieczętowuje ich przyszłą klęskę i podkłada fundament pod całkiem inny zbiór reguł. Przykład: jeżeli zgodzimy się na to, że związek dwóch panów lub dwóch pań jest małżeństwem to jednocześnie godzimy się wszystkie konsekwencje w postaci adopcji dzieci czy też uznania za małżeństwo związku trzech osób. Wyłom w murze został już zrobiony. Argument z prawa natury, że tylko kobieta i mężczyzna mogą zawrzeć małżeństwo upadł. Nowe zbiory reguł są jedynie kwestią czasu. Tak funkcjonuje świat. Nie od dziś. 

O fikcyjnym suwerenie

Co z tego wynika jednak dla sporu pomiędzy Polska a Komisją Europejską, sporu którego przedmiotem są zmiany w polskim ustroju sądowym? Czy to jest jakiś silny argument przemawiający za tym, aby rząd Polski nie uległ w tym sporze, aby prezentował postawę jednoznacznie wskazująca na wolę utrzymania wprowadzonych korekt ustrojowych? Moim zdaniem tak. Można, oczywiście, patrzeć na to w perspektywie krótkofalowej - w zasadzie nic niedobrego się nie wydarzy, jeżeli nowelizacja prawa zlikwiduje Izbę Dyscyplinarną Sądu Najwyższego. To pozornie jest niska cena - pytanie tylko co za nią nabywamy, czy to, co nabędziemy będzie tego warte i czy rzeczywiście jest ona niska? Moja optyka jest inna: to nie jest tylko rezygnacja z Izby Dyscyplinarnej. To jest zgoda idąca tak daleko, jak tylko jest to możliwe i dająca w przyszłości asumpt do wszystkiego, co jest tylko możliwe. Zgoda na podważenie do stanowienia prawa na swoim terytorium, zgoda na unieważnienie, w istocie, suwerennego procesu tworzenia prawa przez parlament, zgoda na unieważnienie konstytucyjnych prerogatyw prezydenta, zgoda na ingerencję w każdą dowolną materię ustrojową, jeżeli tylko kierunek zmian nie będzie odpowiadał zewnętrznym podmiotom pozostającym poza jakąkolwiek realną kontrolą suwerena. W zasadzie wymagałoby to natychmiastowej re-definicji pojęcia suwerena - bo jeżeli suweren ma powoływać swoich reprezentantów a ci nie dysponują większą władzą niż namiestnik, reprezentantów, którzy pełnią przede wszystkim funkcje dekoracyjne to oznacza, że dotychczasowy suweren utracił swą władzę. Oznacza, że władza została przekazana do innego ośrodka, że w rzeczy samej suwerenem jest już ktoś inny. Państwo po takich metamorfozach jest fikcyjnym bytem prawnym - zarządzanym przez innych i dla innych. Wybory po takich metamorfozach nawet, jeżeli określimy je jako demokratyczne, stracą jakikolwiek sens. Jeżeli bowiem z pudełka możemy wyciągnąć tylko czarne bile to po co wybierać?

Opozycja wie, co robi

Czy opozycja, która jest, patrząc na to z polskiej perspektywy, spiritus movens walki z polskim rządem na arenie europejskiej jest tego świadoma? Czy sędziowie toczący wojenkę z polskim rządem są tego świadomi? Zanim udzielę odpowiedzi na te pytania to zadam inne pytania, pytania ukrywające niejako odpowiedź na poprzednie. Czy opozycja lub też towarzystwo zbuntowanych sędziów jest grupaą młodych romantyków, idealistów sprzeciwiających się woli suwerena i woli rządu polskiego w imię szlachetnych, kryształowych wartości? Czy politycy opozycyjni i sędziowie zasilający ich szeregi są osobami głupimi, pozbawionymi zdolności przewidywania konsekwencji swoich działań lub też zdolności logicznego myślenia? Moim zdaniem nie są oni ani romantykami ani głupcami. Jest to świadome dążenie do obniżenia rangi własnego państwa. Motywacje, które kryją się za działaniem tych grup nie są wzniosłe. Opozycja, która straciła rząd dusz chce władzy nawet, gdyby była tytularna - w końcu namiestnik prowincji też ma szeroki wachlarz możliwości, jeżeli tylko lubi go centrum. Sędziowie  chcą ochronić swoje partykularne interesy nawet, gdyby ich ochrona skutkowała anarchią. Opozycja, lewicowa, nie potrzebuje państwa w takim znaczeniu w jakim potrzebują go ludzie przywiązani do polskości - w kod lewicy wpisany jest internacjonalizm i dążenie federacyjne w imię wspólnych idei.  Przynajmniej teoretycznie. Szkoda, mimo wszystko a może przede wszystkim, tych, którzy dali się uwieść narracji o totalitarnym charakterze rządów ZP lub / i dali się przestraszyć wizją defenestracji Polski z europejskiego raju. 

Wykop Skomentuj51
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Polityka